Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2011

Wtajemniczony

Obraz
Jem sobie oto - w towarzystwie małżonka - kantalupkę (śmieszna to nazwa taka) i donoszę, że William został niedawno wtajemniczony spożywczo. Podczas naszego marcowego pobytu w Oklahomie u Williamowej babci syn spróbował marchewki! Zasmakowała mu ona bardzo. Tak bardzo, że, zniecierpliwiony, wziął sprawy w swoje (dosłownie) ręce. Oczom nie mogłam uwierzyć, lecz trzeźwość umysłu zachowałam, zdjęcie zrobiłam i dowód posiadam - oto nasz syn, który z punktu wiedział, do czego służy łyżeczka: Co tu dużo mówić - moja krew :) Uwielbiam jeść... I żeby to tylko marchewki... Ściskam Was i życzę Wam udanego spożywczo weekendu! M.