Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2012

22:26

Obraz
22:26. Biorę głęboki oddech i wszystko naraz widzę inaczej. Mój mąż, z dobroci serca, pracuje właśnie na pustaki do naszego domu. Staję obok niego i wyraźnie widzę, jak wokół biurka gromadzą się stosy pustaków, okien, desek podłogowych i terakoty. Nad naszymi głowami przelatuje nawałnica materiałów budowlanych. Fala stolarki okienno-drzwiowej zalewa nam pokój... Pośród tej betonowej kipieli, w tym glazurowym odmęcie, mój mąż siedzi na krześle jak na łódce. Niewzruszony. Skupiony. Wąska lampka jak morska latarnia rzuca światło na jego zmęczoną twarz, myślące oczy, tańczące na klawiaturze palce. Przypuszczam, że powiedziałam coś, wchodząc, ale przewalający się nad nami sztorm szczęśliwie wszystko zagłuszył. Spokojnie płyniemy dalej. Ze specjalnymi pozdrowieniami dla wszystkich mających w domu własnych Zapracowanych - Wasza Marchew P.S. Zdjęcie z początku nasze wspólnego Rejsu.

Drewniana łyżka

Obraz
William dostał od taty małą drewnianą łyżkę. Nie rozstaje się z nią! Od znalezienia jej zaczyna dzień, a obejmując ją dzień kończy. Trzyma ją zawsze odwrotnie niż zwyczajowo, i trzonkiem bada wszystko, co wokół. Zawartość maminego talerza, twardość jabłek, kruchość ciastka, puchatość poduszki. Chce się z nią kąpać! Chce z nią wychodzić na spacer! Gdy leży w swoim łóżeczku, ułożony do snu, śpiewam mu kołysanki (a bywa, że również "O mój rozmarynie..." i ... "Rotę", ... i kolędy, ... i "Amazing Grace"), a on, spokojny, wieczorny, jedną łapką ściska moją rękę, a drugą wymachuje w powietrzu swoją łyżką. Chuda drewniana łyżka z okrągłym, patykowatym trzonkiem, poplamiona malinami. Nieruchomieje dopiero pod koniec dnia, w dłoni ciepło śpiącego syna. Delikatnie wyjmuję ją spomiędzy jego palców, jutro znów wyruszy wraz z nim badać świat. Dużo dobra na cały dzień! M. P.S. Zdjęcia - lipcowe, z Lasu :)

Cztery kąty i syn piąty

Obraz
Dziś, przy niedzieli, rzecz niebywała - wnętrznościowy post mego autorstwa :)) Korzystając z drzemki syna zmobilizowałam się i obfotografowałam dwa dni temu jego pokój. Ach, co to była za praca w pocie czoła i z rozwianym włosem!... Nie żebym się napracowała nad samym aparatem, bo ja się na tym zupełnie nie znam, ale żeby w kadrach było to, co chcę, pod tym a nie nnym kątem i w takim a nie innym świetle... ciężka fizyczna praca, powiadam, i czapki z głów przed tymi, którzy takie rzeczy na co dzień :)) Mieszkamy tu już prawie od roku, pokój Williama przybrał już całkiem konkretny kształt. Największą frajdę czerpię z faktu, że wszystko w jego pokoju pochodzi z innego źródła, a dla moich ócz jest uprzejme tak przyjemnie się ze sobą komponować. A to było tak: samochodziki pochodzą ze sklepu z gazetami we wsi obok Ulubionego Lasu, poduszkę nabyliśmy w dniu USG połówkowego, kiedy dowiedzieliśmy się, że urodzi nam się syn, kocyk pod poduszką zrobiła dla Williama babcia (mama męża) i podarował...

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku...

Obraz
(... rodziców, oczywista!) Kiedy się przeziębiam to nieomylny znak, że w ciągu doby lub dwóch przeziębiony będzie również mój syn. Zdarza się, że mijają kolejne dwie doby i do syna dołącza małżonek. Od kiedy jesteśmy we trójkę, rządzi nami przeziębieniowe prawo serii! Pogoda w Anglii przez kilka dni po naszym powrocie była iście wakacyjna, szybko się jednak opamiętała, wracając do dystyngowanej angielskiej wczesnej jesieni, ze sweterkami, półbutami, a nawet - apaszkami... Z uwagi na podwyższoną temperaturę dzieckową, tę jesień za oknem i dla zdrowia reszty społeczeństwa nie wychodzimy dziś na spacer. Ani na plac zabaw do parku. Ambitniejsze prace domowe zawieszone, jeden tylko obiad samograj Się Robi. A my nic tylko bierzemy ten nieokrojony czas i jesteśmy w nim razem, jeszcze bardziej niż zazwyczaj. A to oglądamy Misia U. (od niedawna William tak rozkosznie rozkłada się na poduszkach na kanapie, jak chłopiec, a nie dzidza, no napatrzeć się na tę transformację nie mogę), a to uczymy si...