Nie ma jak u mamy
Moje drogie, od tygodnia jestem w Polsce - i jeszcze dwa tygodnie przede mną! Przyleciałam w ubiegłą środę wieczorem, krótko zanim zaczęły się problemy z wulkanicznym pyłem. Miałam wielkie szczęście! Leciałam tym razem sama, bo mąż oszczędza urlop na jesień, na narodziny naszej kaczuszki. Nie lubię wyjeżdżać bez tego męża mojego, ale co było robić... Pani ginekolog oceniła, że nie ma w moim przypadku żadnych przeciwwskazań do lotu, ja sama czułam się dobrze, więc wyruszyłam z maleństwem w brzuchu na jego dziewiczy transatlantycki lot:) I wiecie co? Mdłości w samolocie nie miałam wcale i w ogóle lot zniosłam lepiej niż zazwyczaj. Jest to może zasługa prowiantu, jaki sobie przygotowałam, spożywałam własne kanapeczki, winogrona, jabłuszka, banany, mając pod głową własną mięciutką poduszkę, nigdy dotąd nie zaprzątałam sobie głowy takimi udogodnieniami podróży. Może to też być zasługa tego, że wypiłam podczas tych wielu godzin w powietrzu niebotyczne ilości wody, może tego, że "przepis...