Koko & Ko
Mamy pierwsze słowa prócz mamamama, tatatata i babababa (względnie: babs). Ciąg melodyjnych sylab o tematyce rodzinnej przerwało jakieś dwa tygodnie temu nieśmiałe, acz krótkie i stanowcze "koko", wypowiedziane na widok kurki, co to wchodzi w skład zabawkowego gospodarstwa. Dziecię przemówiło, a ja oniemiałam. Nareszcie! Nareszcie, synu, porozmawiamy! Rzuciłam się znajdować na synkowym regale książeczki o treściach okołozwierzęcych i proszę, kto by nie ilustrował i jak - "koko". "Koko". "Koko". A wypowiadać "koko" trzeba, wedle synkowego wzorca, wargi zawijając do środka, na zęby (to koniecznie!), cichutko acz wyraźnie, nie wiedzieć czemu nieco wstydliwie (warto spuścić oczy), lecz głosem dumnie uniesionym. I jak tu dziecięcia swego nie zacałować? Jak? Równolegle do "koko" karierę robi słowo "ko" - czyli "kot". Mam ja w domu rodzinnym kota, seniorkę piętnastoletnią, czyściutką i arystokratyczną pannę dachow...