"Ty jesteś miłość"
"Ty jesteś miłość", mówię do Puszka kilka razy dziennie, dodając czasem, by pamiętał o tym nawet wtedy, gdy koledzy w gimnazjum będą insynuować, że inne zgoła imiona są tu bardziej na miejscu. Miłość. Wielka miłość. Najprawdziwsza miłość. Miłość, która zawiązała się we mnie dwa lata temu, w lutym, a której spojrzałam w oczy niespełna dziewięć miesięcy później. Każdej nocy mój syn, jak księżyc, odbywa wędrówkę - zasypia wtulony we mnie, zostaje przeniesiony do swojego łóżeczka, rano natomiast budzi się, magicznym sposobem, w łóżku rodzicielskim (choć łóżko to wciąż jeszcze zbyt szumne słowo - czekamy na sypialniane meble, użytkując tymczasem materac). I co robi rano, gdy otworzy oczy? Szeroko się uśmiecha, ukazując wszystkie sześć zębów (cztery górne, dwa dolne). A zaraz potem, ranek w ranek, wybiega z pokoju, by po kilku chwilach wrócić z książką w ręku. Ostatnio najczęściej na pierwszy poranny kąsek wybiera książkę od babci Shili, o sowie, która szukała dla siebie mieszkanka...