Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

"Ty jesteś miłość"

Obraz
"Ty jesteś miłość", mówię do Puszka kilka razy dziennie, dodając czasem, by pamiętał o tym nawet wtedy, gdy koledzy w gimnazjum będą insynuować, że inne zgoła imiona są tu bardziej na miejscu. Miłość. Wielka miłość. Najprawdziwsza miłość. Miłość, która zawiązała się we mnie dwa lata temu, w lutym, a której spojrzałam w oczy niespełna dziewięć miesięcy później. Każdej nocy mój syn, jak księżyc, odbywa wędrówkę - zasypia wtulony we mnie, zostaje przeniesiony do swojego łóżeczka, rano natomiast budzi się, magicznym sposobem, w łóżku rodzicielskim (choć łóżko to wciąż jeszcze zbyt szumne słowo - czekamy na sypialniane meble, użytkując tymczasem materac). I co robi rano, gdy otworzy oczy? Szeroko się uśmiecha, ukazując wszystkie sześć zębów (cztery górne, dwa dolne). A zaraz potem, ranek w ranek, wybiega z pokoju, by po kilku chwilach wrócić z książką w ręku. Ostatnio najczęściej na pierwszy poranny kąsek wybiera książkę od babci Shili, o sowie, która szukała dla siebie mieszkanka...

Wyjechali

Obraz
Rodzice i brat właśnie wyjechali. W domu pustka, którą zna tylko ten, co też ma bliskich daleko. Na stole niedopita kawa mamy, zaparzona przez tatę, i jej nieśmiertelny krem nagietkowy. Na talerzyku, pod szklanym kloszem, upieczone przez nią drożdżowe rogaliki, które będziemy jeść jeszcze kilka dni. Na wieszaku wisi szalik brata, a w Polsce dziś tak zimno, będzie marzł, kiedy dolecą. Na stole gazeta taty, otwarta. Zimowe angielskie powietrze ich wessało, razem z taksówką i niebieską walizką z zieloną tasiemką zawiązaną na rączce. A przed chwilą jeszcze tu byli, śmialiśmy się z Williamka, co to się obraził, bo gdy kończyliśmy jeść obiad on chciał już, by czytać mu książkę. Zobaczymy się za dwa miesiące, wiem, że to i tak niedługo, ale dziś mi po prostu pusto. Tylko wtulić nos w ciepłą szyję syna i zasnąć. Na zdjęciu syn, zadowolony, bo "na barana" u dziadka. Zdjęcie raptem przedwczorajsze. Pozdrawiam Was w to lutowe popołudnie - - Wasza melancholijna dziś Marchew

"Żyła kobieta na Pomorzu, co chowała pieniądze w nożu"

Obraz
Zastanawiałam się kiedyś nad tym, co będę robić w chwili, gdy dowiem się o jej śmierci. Już wiem - sprzątałam łazienkę gościnną na przyjazd rodziców. Przyodziana w żółte gumowe rękawice, pochylona nad umywalką. Na półce cicho grało iPodowe radio. Dziś kończę gotować rosół, odcedzam makaron, kroję warzywa na sałatkę, przygotowuję kajmak, za chwilę wyjmę z lodówki kurczaka w jogurtowej marynacie i go przyrządzę - od środka, nieustannie, będąc zaczytana. Przyziemne dokładnie przeplecione ze wzniosłym, całkiem jak w jej poezji. Jeśli przejrzeć zawartość tego bloga, można napotkać kilka fragmentów jej wierszy. Dziś trzeba jednak powiedzieć otwarcie, osobno, że nie byłoby Marchwi gdyby nie było Szymborskiej. Jej twórczość, lepieje, wiersze, limeryki, odwódki i kolaże, ukształtowały mnie do szpiku kości. Gdyby nie było Szymborskiej, nie zabawiałabym swego czasu współstudentów na nudnych wykładach krążącymi po sali wierszydełkami swego autorstwa, z których jeden, z serii Oszczędniki, można prz...