Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2013

Z wiatrem

Obraz
(Half Moon Bay, Kalifornia, 2011 r.) Powzięłam zamiar zrobienia jako takiego choćby porządku ze zdjęciami. Otworzyłam kilka folderów, tych Williamowych, i wsiąkłam. Małżonek zaglądał mi przez ramię raz i drugi, i wsiąkł razem ze mną. Nasz William, z rzadkimi jeszcze włoskami, z obowiązkowym śliniaczkiem, nieporadnie uczący się siedzieć. Nasze mieszkanie w Kalifornii i my w nim w trójkę, jak na innej planecie, jakby przyśniło mi się to wszystko. Tak trudno było nam wrócić z urodzonym w Polsce, trzymiesięcznym Williamem do Stanów! A paradoksalnie, te kilka miesięcy okazało się pięknym rozdziałem naszego życia. Już wiem, że czasem dobrze popłynąć z wiatrem. I że czasem to nie ja wiem najlepiej. Pogodnej niedzieli! Łączę serdeczne pozdrowienia :) M.

Umrzeć - tego nie robi się rodzinie kota

Obraz
Lubiła , gdy zamykałam jej pyszczek w swojej ciepłej, przymkniętej lekko dłoni. Jakkolwiek by nie była zdenerwowana, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamykała oczy (piękne, cudownie zielone, okrągłe oczy, jasne, krótkie, ledwo dostrzegalne rzęsy), odprężała się, układała do snu. Tak właśnie ją powitałam, gdy rodzice przynieśli ją do domu, spłoszoną, maleńką, przed chwilą jeszcze bezdomną. Usiadłam, instynktownie położyłam ją na swojej klatce piersiowej, delikatnie zamykając w dłoni jej pyszczek, oczy i uszy. Miałam wtedy 15 lat.   Każdego ranka pachniała Old Spicem taty, zapach ich pożegnania przed pracą ulatniał się dopiero około południa. Każdej nocy spała nad głową mamy - głośno burczący, futrzany beret. Gustowała w sernikach i wodzie mineralnej. Wygodnie podparta na podkurczonych łapkach jak starsza pani na poduszce, obserwowała świat. Dawniej, gdy telewizory były szersze, ona natomiast szczuplejsza (choć prawdę mówiąc, mało się przez te 15 lat zmieniła), nie...

Kolanka

Obraz
Chudziutkie kolanka okryte szarą, miękką bawełną kalesonów w śmiesznym rozmiarze, spoglądam na nie po raz setny, ale zawsze pierwszy, znad kasztanowych włosów, lśniących i mocnych, całkiem innych niż moje własne. Kątem oka widzę ciemne oczy z przejęciem śledzące losy czerwonych krwinek z "Było sobie życie", którą to bajkę właściciel oczu, włosów i kolanek uwielbia od wielkanocnego pobytu w Polsce. Otulam ramionami wąskie ramiona, dumną klatkę piersiową, przyodzianą w koszulkę z łódką, z Pepco rodem. Całuję kasztanowy łebek, gniazdko na czubku głowy, i sprawiedliwie, gniazdko drugie (są dwa, po ojcu). Po raz milionowy. I milionowy pierwszy. I drugi. Mój chłopczyk. Mój mały chłopczyk. Zachłyśnięta jestem tą miłością jak kiepski pływak wodą, tonę w tkliwości, dla tego uczucia nie umiem wyłowić właściwych słów. Radosny, roześmiany, frunący przez plac zabaw jak wolny, szybki ptak. Spokojny, zasłuchany, zapatrzony. Spontaniczny. Uporządkowany. Dwa gniazdka. Dwie strony - zł...