To już rok!


Moje miłe, przepraszam za tę najdłuższą jak dotąd przerwę w moim blogowaniu. Nie dość, że nie pisałam, to nie bywałam na Waszych blogach, a taka jestem ciekawa naprawdę, co tam u Was słychać! Kto wie, może obdarzona zostanę dziecięciem spokojnym i poczytam sobie to i owo z zaległości tej jesieni i zimy - bo jedno jest pewne, już wkrótce będę spędzała zdecydowanie więcej czasu w domu niż dotąd :) Póki co jestem ciężarna łażąca, tyle jest spraw do załatwienia, a my tu nie mamy samochodu. Popołudniami do wiernej dyspozycji są rodzice z naszym samochodem rodzinnym, ale są przecież rzeczy, które trzeba zrobić w ciągu dnia. No to poruszamy się autobusami, pociągami i czym tam jeszcze - mąż, ja i syn, co to jeździ na gapę. Tą metodą zwiedzaliśmy szpitale, odbieraliśmy tort na rocznicę ślubu rodziców (30-tą!), załatwialiśmy urzędowe sprawy. Z sudoku i długopisem w ręku jeździmy sobie tu i tam.

Przede wszystkim jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że zdecydowałam jak zdecydowałam, i jesteśmy tu, w Polsce, w moim mieście, wśród bliskich. Jest właśnie tak, jak chciałam, żeby było. Mąż zbierał z tatą tej jesieni grzybki, mama dotykała mojego brzucha, kiedy syn rozdawał kopniaczki. Z bratem można pobyć, przyjaciół odwiedzić, na bazarek po warzywa i owoce pochodzić. Jak mi tego wszystkiego tam, daleko, brakuje! Jak mi tu dobrze!... Jak bardzo się cieszę, że ten jedyny, wyjątkowy czas spędzamy tutaj...


Urządziliśmy się już w mieszkanku. Cieszę się przy tym, że za nami już czas wybierania wszystkiego, od kołdry przez dywanik po szklanki - trochę tego było! W mieszkaniu zastaliśmy drzewo, które właściciel wykonał z gałęzi, a które to drzewo panoszyło się na całej ścianie dużego pokoju. Za zgodą właściciela drzewo poszło do rozbiórki, a ściana do malowania (na tym polu zasługi położył tata). W sypialni przywitały nas ściany w kolorze lamperiowej zieleni - wiedziałam, że przebywanie w ich towarzystwie sprawi, że nabawię się depresji tak poporodowej, jak też przedporodowej. Po jednym malowaniu przez tatę cudna zieleń ledwno drgnęła, dobić ją musiał podwójnie jeszcze mąż, całkiem świeżo po przylocie :) Były też wydrążone kokosy w łazience w ramach kinkietów, nabyliśmy nowe, wszak znam siebie i wiem, że kokosy miałyby na mnie wpływ podobny do wyżej wspomnianej zieleni. W ogóle lampy musiały być zmienione, bo w domu musi być widno, a zastane lampy dawały złe światło - i tak w dużym pokoju na przykład zawisła moja lampa panieńska, do której mam sentyment. Poza tym mieszkanko jest bardzo przyjemne! I sam właściciel również sympatyczny, a to też ważna rzecz.

Tak sobie myślę, porobię zdjęcia gniazdkowe i zamieszczę, przywiozłam dziś właśnie aparat od rodziców to się akurat dobrze składa - tylko kiedy zamieszczę, to nie wiem, bo różnie ze mną ostatnimi czasy bywało!

Ze spraw mniej przyjemnych - mąż będzie w Polsce dłużej niż dozwolone 3 miesiące, musieliśmy więc ubiegać się o pozwolenie na pobyt czasowy - dokumenty w Urzędzie Wojewódzkim złożone, przesłuchanie, którego celem było ustalenie, czy jesteśmy małżeństwem fikcyjnym, odbyło się. Trwało dwie godziny, przesłuchiwani byliśmy osobno, pytano nas o to na przykład, jakie są ulubione potrawy współmałżonka i czy współmałżonek cierpi może na jakieś dolegliwości - a jeśli cierpi, to czy zażywa leki? Biurokratycznych bojów było więcej i to one głównie mnie w ostatnie tygodnie męczyły, ale co tam, co za nami to za nami, szkoda o tym pisać.

Czuję się cały czas dobrze, ociężała już tylko jestem i po schodach wspinam się wolno. Uciska mnie też w dole brzucha, trudno jest w związku z tym w łóżku przewrócić się z boku na bok, trudno też wstać, trudno z wanny wyjść, no ale to są rzeczy zrozumiałe, dziewiąty miesiąc ciąży ma swoje prawa i ja te prawa przyjmuję ze spokojem.

Ograniczenia fizyczne znoszę cierpliwie, gorzej z tymi psychicznymi, heh! Baba ze mnie była ostatnio nieznośna zupełnie, ale o tym zmilczę, bo nie ma czym się chwalić :) Grunt, że mąż i rodzice są w tym wszystkim jak skała, nawet jak z babskiem przebrzydłym mają do czynienia. Brat się tylko martwi, że chrześniak urodzi się z punktu na niego obrażony, bo tyle się nasłuchał! W stosunku do dalszych bliższych człowiek ma jeszcze szczęśliwie jakieś hamulce, ale ci, co najbliżej, przyjęli w ostatnim czasie na swoje barki tyle dóbr ciążowo-hormonalnych, że strach. Dziś wiem, że nie tylko w biedzie poznaje się przyjaciół, ale także, nieprawdaż, w ostatnich tygodniach ciąży.

No a teraz sprawa najważniejsza - czekamy już wszyscy na to dzieciątko małe. O to dziecko, co już wkrótce ma się narodzić, codziennie pytają panie w naszych lokalnych sklepach (o sklepy lokalne, przydomowe, swojskie, jak ja za wami tęskniłam), panie i panowie sąsiedzi, znajomi, krewni, przyjaciele. Dziś rano dostałam SMSa od przyjaciółki, co łazi obecnie po indyjskiej dziczy i co akurat zasięgiem została obdarowana przez los. SMS pytał, jak tam nasz Pralinek? Syn nazwany tak został przez nasze koleżanki, które złożyły imię mężowe z moim nazwaniem studenckim - Morlinka (na imię mam Marlena, wszyscy mówią Marlenka, nazwanie natomiast obrazuje moje wybujałe zamiłowania wędliniarskie). Złożyły dziewczęta zatem Pralinka i bardzo z siebie były zadowolone, wszak nazwa ta zawiera w sobie dodatkowo sugestię wyczekiwanego czekoladowego koloru skóry.

I tak jak jej, tak i Wam obwieszczam dziś zatem, że Pralinek nasz słodki urodzi się 28. października, za dni raptem osiem (w związku ze zwyrodnieniem siatkówek, o którym tu kiedyś pisałam, bedę mieć planowane cesarskie cięcie). Czekamy, czekamy, czekamy! Kiedy tylko pomyślę o tym, że w przyszłym tygodniu poznam największą miłość swojego życia to nie mogę w to wprost uwierzyć. Taka jestem szczęśliwa jak gwizdeczek.

A dziś jest dzień wyjątkowy - mija rok od mojego pierwszego blogowego wpisu :) Mimo tych wszystkich spraw tu ostatnio pamiętałam o tym dniu. Rety, rety, jak ten rok szybko minął! I tyle dobrego się wydarzyło! I tyle poznałam wspaniałych Was. W tę rocznicę dziękuję Wam z serca za obecność.

Ściskam Was ciepło, wkleję jeszcze tylko szybko zdjęcia z ostatniej niedzieli - i zmykam spać :) M.

Komentarze

  1. Witaj Marcheweczko!
    Napewno nie tylko ja wyczekiwalam tego wpisu! Ciesze sie ogromnie ze wszystko u Was w porzadku:) Emocje oczekiwania na narodziny Pralinka siegaja zenitu! Trzymam kciuki, aby wszystko przebieglo bez problemow!

    Nie moge uwierzyc ze to juz rok! Przeciez nie tak dawno odkrylam Twoj nowiutki blog..., a tu juz rok!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ emocji u Ciebie kochana!!Fajnie,one dodaja skrzydeł.
    Gratuluję,że to juz roczek,bądż z nami nadal:)Dajesz dobra energię Marcheweczko!

    W czwartek trzymam mooocno kciuki powodzenia życzę,zarówno Tobie ,jak i małemu odważnemu Gościowi,że chce tu do nas wyłazić:)hihi

    ...A hormony i ciążowe fochy...znam to z autopsji,to mija...Oni wszyscy nam wybaczaja,bo nas bardzo kochają...uwierz!!!

    Pozdrawiam cieplutko-bądz dzielna w te najpiękniejsze dni!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie wyglądasz i z opisu sądzę że się tez tak czujesz.
    Cieszy mnie Twój powrót, choć na troszkę, bo niedługo zajęta bardzo będziesz.
    Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Myslalam o Tobie ostatnio i juz mialam pukac, a jest wpis. Ciesze sie razem z Wami!!! Juz niedlugo, czas w te dobre dni zdecydowanie za szybko mija:)
    Zycze Wam spokoju i zdrowia, oraz duzo snu. Dbajcie o siebie.
    Buziaki:****

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochani, wyglądacie uroczo - Ty, Małżon i ukryty Pralinek :)

    Właśnie wczoraj o Tobie myślałam, co tam słychać i widać i Cię chyba przyciągnęłam ;)
    Byle do czwartku - będę myślami z Wami :)
    Buziaki Kochani :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj kochana!
    Tak się cieszę,że się odezwałaś no i,że u Was wszystko w porządku.Myślałam o Tobie czasami i zastanawiałam się jak sobie radzisz w Polsce.Widzę,że radzisz sobie świetnie :)I tak trzymać.

    28 będę mocno trzymać kciuki aby wszystko poszło gładko i szybko i aby Wasz Pralinek był jak najszybciej z Wami.Och,pamiętam te emocje związane z przyjściem na świat maleństwa :)Będzie dobrze,uściskaj malutkiego od blogowych cioć!

    Buziaki dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak czekałam na wieści od Ciebie! ale nie chciałam się narzucać mailem :) NARESZCIE!zastanawiałam się, czy mały Króliczek jest już na świecie...jejciu, aż mnie wzruszyło, że 28 października TEN WIELKI DZIEŃ! Ja moją mało miłość zobaczyłam 11 października zeszłego roku:)
    Życzę więc sprawnego, szybkiego, bezbolesnego i szczęśliwego porodu! Przed narodzinami , mimo iż wydaje nam się, że umiemy sobie wyobrazić jak to będzie z dzieciąteczkiem - mylimy się.Co byśmy nie pomyśleli - jest 10000 razy fajniej! :)
    Ściskam gorąco i wszyscy czekamy na wieści - albo chociaż krótką wieść, o nowym obywatelu świata!
    p.s. nie zapomnij rękawiczuszek- niedrapek!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale fajnie, że znów tu jesteś:) Zdjęcia jak zwykle piękne. A odnośnie tej radości z bycia w Polsce, coś mi się wydaje, że ciężko będzie Wam wracać do USA, rozważacie pozostanie na stałe w PL?:)Życzę szczęśliwego porodu, będę o Was pamiętać 28 października:) Czekam (czekamy? - to w imieniu innych dziewczyn) na zdjęcia najpiękniejszego maluszka pod słońcem. Pozdrawiam, Weronika.

    OdpowiedzUsuń
  9. A, jeszcze jedno, jak się mężowi podoba w Polsce? Co o nas, Polakach, sądzi?:) Weronika

    OdpowiedzUsuń
  10. Ulżyło mi, że się odezwałaś :) Już wyczekiwałam Twojego wpisu. Bardzo się cieszę, że Twój Maluszek tak niedługo pojawi się na świecie. 28 będę o Was ciepło myśleć.Trzymam mocno kciuki i serdecznie pozdrawiam!
    I oczywiście gratuluję rocznicy i życzę kolejnych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ola, dziękuję, dziękuję! Emocje rzeczywiście sięgają zenitu, zwłaszcza dziś - to już jutro rano! A rok rzeczywiście tak szybko mija... Ściskam :)

    Kaja, dziękuję, trzymanie kciuków mocno wskazane :) Ech, jak dobrze, że ci nasi bliscy tak mocno nas kochają, bez tego byłoby nam w życiu dużo gorzej i smutniej. Milutko Ciebie pozdrawiam!

    Barbaratoja, dziękuję za miłe słowa na temat mojej brzuchatej persony :) Ciepłe pozdrowienia!

    Monika, i ja ślę buziaki. Czas rzeczywiście mija za szybko, a już w ogóle jak dzieją się takie ważne, dobre rzeczy to mógłby zwolnić, no ale nic z tego :)

    Kasia, dziękujemy wszyscy troje za dobre słowo! :) Ściskam Ciebie i do usłyszenia!

    Paula, te emocje są faktycznie nie do porównania z niczym innym. Aż trudno mi uwierzyć, że to już jutro. Malutki zostanie uściskany na pewno! Buziaki dla Ciebie i Lenki

    Lusesita, właśnie tak sobie myślałam o tym, co piszesz, że na pewno moje wyobrażenie tego, jak to jest mieć dziecko, po raz pierwszy zobaczyć je, przytulić, nijak się ma do rzeczywistości - emocje, uczucia na pewno są o tyyyle większe niż można sobie wyobrazić. Czekam na jutro z zapartym tchem. Uściski dla Ciebie i Twojego rocznego już synka!
    P.S. Rękawiczki-niedrapki od synkowej babci już spakowane! :)

    Weronika, na pewno bardzo, ale to bardzo trudno będzie wracać do Stanów. Zawsze sobie staram przypominać, że to bycie tutaj nie jest na stałe, na zawsze, przynajmniej jeszcze nie teraz... Ja bardzo chciałabym zostać, mąż też o tym wspomina, jednak sytuacja pracowa jest nieco skomplikowana i tak od razu, po prostu, nie jest to możliwe... Póki co cieszę się tymi 3 miesiącami, które nam zostały. Serdecznie pozdrawiam!

    Mia, dziękuję, ciepłe myśli na pewno się nam przydadzą. Jutro taki wielki, przełomowy dzień. Ach!... Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pieknie wygladasz Ty i wygladacie razem:). Pralinek - bardzo trafnie kolezanki wymyslily:).

    Poniewaz 28 pazdziernika to juz jutro (!!!), bede trzymac mocno kciuki, a ze teraz tydzien mnie nie bedzie, dopiero na poczatku listopada zajrze do Ciebie...

    Powodzenia:), usciski!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz