Powoli



Dziękuję Wam. Za wszystkie piękne słowa, które zostawiłyście pod ostatnim postem. Dziękuję. One naprawdę - naprawdę, naprawdę, naprawdę - dodaję mi skrzydeł. Dziękuję Wam za ciepły znak, że jesteście po drugiej stronie odbiornika.

Minęło pół roku od chwili, gdy stanęliśmy na angielskim chodniku, czekając na Człowieka z Kluczami; z Williamem śpiącym w samochodowym nosidełku, z wózkiem, plecakiem, małą podręczną torbą, trzema dużymi walizkami - i jedną małą, i z trzema kartonami wypełnionymi co do grama. Po pół roku przestalismy spać na łóżkowym materacu. Po miesiącach (powolnego) szukania, po tygodniach czekania... mamy meble już i w sypialni! Panowie wyjęli je z kartonów, a ja jeszcze długo dotykałam z nabożeństwem ciepłego drewna blatów, szuflad.

Pamiętam nasz kawowy stolik w Kalifornii, z którego przy pakowaniu prezentów odeszły kawałki blatu wraz z taśmą klejącą :) Dalej kładłam na nim zrobioną na szydełku serwetę, nad którą spedziłam długie godziny, wazon z kwiatami i ciepłe magdalenki na talerzyku. Pamiętam Kryzysowy Fotelik Gościnny - lekki leżak plażowy z narzuconą nań narzutką, i poduszką ku większej wygodzie. I regały... z kartonów ułożonych na boczku pod scianą, jeden przy drugim, złączonych, a jakże, klejąca taśma. Mistrzostwo świata :) Odkładałam do nich i na nie książki i myślałam, że ta tymczasowość nie będzie, nie może przecież trwać wiecznie. Cały ten czas moglismy urządzic mieszkanie inaczej, ale nie chciałam. Nie chciałam sprzętów na chwilę. Bardzo związałam się z Kalifornia, a jednak wiedziałam, że to nie ta strona świata, w której będzie mój dom. Uparcie więc było tylko to, co niezbędne. I czekałam.

Moja historia to historia ze szczęśliwym zakończeniem (a wlaściwie - początkiem). Pochwała drobnej cierpliwości. Nie wiem, skąd przez cztery lata tyle we mnie było wiary i nadziei, że zmiana nastąpi, a w moim mężu - tyle miłości, by do zmiany dążyć :) Dziś jesteśmy po właściwej stronie świata (choć nie wiem, czy w docelowym kraju) i powoli, powolutku, odkładamy wszystko - na swoje miejsce.

Tak jak dzbanek ze zdjęcia, kupiony krótko po naszym ślubie - przywędrował ze Stanów w warstwie zimowych ubrań (dzierżąc w swym łonie wielkanocny fajansik).

Najbardziej zdziwiło mnie to, że nasz kolejny dom, choć tysiące kilometrów od poprzedniego, ma taki sam zapach. Poczułam go, wracając z Polski jeszcze w październiku. Po tygodniu nieobecności przekręciłam klucz w zamku, dysponując wypoczętym nosem, i poczułam w powietrzu ten sam, ledwo wyczuwalny, ładny, ciepły zapach.

Widocznie tak pachnie nasz dom, niezależnie od tego, gdzie trzymamy kwiaty i książki :) To wszystko przecież jest drugorzędnej rangi. Byle o sprzęty odbijało się to samo dobro. A cała reszta - powoli, powolutku, choćby i najwolniej.

Nigdzie się nam już nie spieszy :) Jaka ulga!

Z uściskami - M.

Komentarze

  1. Podziwiam, podziwiam i jeszcze raz podziwiam! Dla mnie kazda przeprowadzka jest lekko 'przerazajaca', chyba nie za bardzo lubie zmiany... Choc potem jest juz zawsze lepiej ;)
    Zycze, byscie coraz bardziej przyblizali sie do tego idealnego miejsca na Ziemi! I by Wasz dom zawsze pachnial tym wspanialym cieplem rodzinnym :)

    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  2. kochana marcheweczko znam uczucie zapachu - i wiesz doskonale ciebie rozumiem :)
    dom to miejsce do którego chce sie wracac za którym sie teskni ja mam fisia na punkcie swojego domq moglabym z niego wogole nie wychodzic :)
    buziaki czekam na zdjecia ksieciunia bo pewnie urusł !! i sypialni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam coś, co jest ubranymi w zdania moimi myślami ... Cieszę się z Tobą z nowych mebli i poczucia, że jesteś u siebie. Ja wczoraj pozmieniałam meble w jednym z pokoi i rano weszłam tam z poczuciem, że w końcu jest tak, jak chciałam... Że powoli jestem u siebie :)
    Pozdrawiam Ciebie i Maluszka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiesz ja z natury chomik - podziwiam, że musiałaś żyć tyle bez kupowania rzeczy i przywiązywania się do nich... chyba bym tak nie mogła ;) ale wiadomo - potem żal zostawić...
    Fajnie, ze masz te swoje miejsce :) myślę, ze ja też mam :) zobaczymy ;)
    Powodzenia na dalszej drodze!
    P.S. Ależ ten Twój synek rośnie! :) będzie łamał serca ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bea, ja tez nie lubie zmian tak naprawde, no ale tak sie zlozylo z tymi przeprowadzkami :)) Chyba dla rownowagi pozostale sprawy w zyciu bez zmian, ci sami przyjaciele, ta sama lista osob do odwiedzenia, kiedy jedziemy do Polski, to samo w szafach albo co innego, ale tez jakby to samo :) Upieklam akurat babke, wiesz, jak cos pieke to zawsze przemyka mi przez glowe mysl o Tobie :) To takie fajne!

    Monika, ja tez lubie byc w domu, wlasciwie to (choc wiosna i lato to ulubione pory roku) to lubie i jesien, i zime, bo siedzi sobie czlowiek w domu, nie majac wyrzutow sumienia, ze umyka mu ladna pogoda, wiec siedzi i cieszy sie domem :) Widze, ze mialas niespodziewanych gosci! :)

    Mia, u Wlliamka w pokoju juz kilka razy jezdzilam z meblami tam i z powrotem, bo ciagle cos mi nie pasowalo, az wreszcie wsystko wskoczylo na swoje miejsce :) I teraz tak jak mowisz, jestesmy u siebie, wchodze do niego rano po ubranka i tak mi domowo!

    Dagmarka, ja tez chomik, z dziada pradziada, a wlasciwie z babki prababki :D W Stanach skupilam sie na tym, zeby szukac obrusow, poscieli, jakiejs porcelany, ramek na zdjecia, ksiazek... Obrusy, poscielewzielismy, a reszte w wiekszosci przewozilam systematycznie do piwnicy rodzicow :) No i teraz jest! Ale tez sie troszke odchomikowalam po drodze, tak to kurcze jest...

    Sciskam Was wszystkie! M.

    OdpowiedzUsuń
  6. witaj Marchewko:) zupełnie przypadkowo trafiłam dziś na Twojego bloga, pięknie piszesz...przez to Twoje pisanie jutro w pracy będę chodzić jak zombie, ale nie mogłam się oderwać i przeczytałam całego bloga:) masz ślicznego synka! cieszę się że trafiłam na Twojego bloga, tym bardziej, że też mieszkam w UK i milo jest wiedzieć, że nie tylko ja tworzę tu swoje gniazdo:)
    pozdrawiam ciepło i kładę się spać...
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  7. Opisałaś stan, za którym tęsknię...bo u mnie - mimo że od kilku lat już na wyspie - to wciąż wszystko takie jakby "tymczasowe"...takie zbiegi życiowe :) Ale na szczęście Dom to przede wszystkim relacje miedzy ludźmi i to co w sercu, więc nie jest źle ;)
    Pięknie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj
    Jak to dobrze móc powiedzieć, że jest sie po właściwej stronie świata.
    Czy ja jestem w miejscu , w którym chciałabym być za kilkanaście, kilkadziesiat lat?
    nie wiem.
    Chciałabym być szcześliwa, mieć wokól siebie ludzi których kocham.
    A przekonałam się , ze to niestety bardzo ulotny stan
    PS. cudowny dzbanek.
    Pozdrawiam bardzo, bardzo gorąco

    OdpowiedzUsuń
  9. Monika, dziękuję serdecznie! Zajrzałam do Bibelotnika, bardzo mi się w nim podoba, a fotel taaaaaki wygodny :) Jeśli znajdziesz chwilkę proszę napisz, w jakiej części Anglii mieszkasz - kto wie, może za miedzą i byłaby szansa wygodę fotela sprawdzić osobiście? :)

    Anik, no to rozumiem Cię, duszko, i życzę Ci, aby ta tymczasowość minęła tak szybko, jak to możliwe! Dziękuję :) I Ciebie proszę, daj znać, w jakiej części Anglii mieszkasz - no bo kto wie, może ulicę dalej??

    Fuerto, ulotny, wiem. I od kiedy wiem, jaki ulotny, to nie umiem zapomnieć, że czas upływa, że trzeba łapać chwile. To niby dobrze tak żyć świadomie, ale czasem chciałabym, aby dni tak po prostu mijały. Parafrazując Antoninę Krzysztoń, chciałabym "umieć nie bać się zmierzchu, nocy szepnąć - dobranoc", bo ja zawsze chcę jeszcze trochę z każdego dnia wycisnąć... ech... tom się rozpisała, ale zrozumiesz :) A ten dzbanek ma to do siebie, że każdy zwykły kwiatek wygląda w nim od razu jakoś tak poetycznie :)

    Pięknie Was pozdrawiam! M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Diekuje kochanie za słowa\wykryto u mnie zmiany zwyrodnieniowe siatkowki oka lewego. Czekam az odblokuje sobie ubezpieczenie w belgii i tu chce isc do okulisty.
    Ale super z ta ciaza tylko czy ja sie zaliczam?

    OdpowiedzUsuń
  11. Droga Koleżanko Po Niewdzięcznym Fachu ;),
    Dziękuję za odwiedzinki i otwarcie mych pięknych oczu na blogową technikę!;)
    Byłam pewnym rzeczy rozkosznie nieświadoma,ale domowy informatyk obiecał dopomóc,także zapraszam Cię serdecznie!

    dziki lokator z bezmeldunku
    PS Znam życie kartonowe, tymczasowość czasowo może mieć swój urok... ;)
    Ważne,żeby znaleźć to swoje miejsce,ja czuję,że na stałe się jeszcze nie zameldowałam...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż