Borowik ślachetny



- Idziesz na grzybki? - panowie sąsiedzi, sączący towarzysko piwko na tarasie domku nieopodal, zagadnęli mojego tatę.

- Nieeee, ja tu mam dzisiaj swojego grzybka - wskazując na Williama odpowiedział z uśmiechem mój tata grzybiarz, człowiek anielsko cierpliwy i prawy, konsekwentnie zwany przeze mnie Ojcem Przewielebnym.

- Nooo, borowik ślachetny - odparł jeden z sąsiadów, mój osobisty wujek Ślązak.

- Ale broi jak szatan - dorzucił dyskretnie wujkowy towarzysz, pan Mietek.



Tak pięknej urody dialog posłyszeć można było pewnego lipcowego ranka w moim Ulubionym Lesie, w którym to moi rodzice mają letniskowy domek. Pysznie drewniany, słodko niewielki, zbudowany od podstaw własnoręcznie, niespiesznie, dokładnie, przez mojego tatę. Kiedy rodzice kupowali tę działkę, był to po prostu kawałeczek pola, rżysko pod lasem, z którego moja mama godzinami wyczesywała grube, sztywne łodygi, wygrabiała kamienie. Dziś wokół domku rozpościera się bujna trawa, rosną brzozy, świerki, sosny i leszczyny sadzone, rzecz jasna, przez tatę, i jedna chudziutka, doglądana przez rodziców lipa, zasadzona dziesięć lat temu przeze mnie. Z naszą działką sąsiadują działki dwóch wujków i ich rodzin, oraz działki sześciu kolegów wujków. Oprócz mojego taty każdy właściciel działki jest kierowcą autobusu miejskiego, w czym pewnie należy upatrywać powodu, dla którego panowie umawiają się na wspólny wyjazd do lasu o, załóżmy, 11.22. Albo o 13.48.

Nie ma dla mnie na świecie drugiego takiego miejsca jak mój Ulubiony Las. Tu czas nie płynie inaczej. Tu czas, po prostu, nie płynie. Kiedy kładę się na drewnianej huśtawce i patrzę w chmury, nadal mam 20 lat. Gdzieś w oddali krowy muczą jak muczały, traktor terkocze, trochę bliżej warczą na siebie kosiarki, siekiera rąbie drewno do napalenia w piecyku, ktoś gra w ping ponga, szumi radio cioci Lucyny, brzęczą pomywane na dworze szklanki. Ktoś znalazł nad jeziorem jagody wielkie jak czarne porzeczki, ktoś kurki, ktoś kosz maślaków, ktoś złowił taaaką rybę. Tu wokół nikt się nie zmienia, każdy jest tak jak był pierwszego szczęśliwego, zdumionego lata. Zastygliśmy tu wszyscy jak muchy w żywicy.

Tylko drzewa urosły wysokie. A pod drzewami - skąd się tu one, panie, wzięły - jakieś dziesięć małych Borowików...

Z gorącymi wakacyjnymi pozdrowieniami dla wszystkich tych, którzy zaglądają w moje marchwiowe progi - M.

Komentarze

  1. Witaj
    To musi być cudowne miejsce.
    I ja już nie mogę się doczekać kiedy będę mieć urlop i będę mogła nieśpiesznie zatrzymać się, poleżeć, podumać, nicnierobić (celowo tak napisane!)
    Zazdroszczę tego Ulubionego Lasu!
    I buziaki śle, dla Ciebie i Twojego borowika ślachetnego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urlopowe nicnierobienie jest zdecydowanie miodem dla duszy i ciała! Mówiłam już Williamowi, że ma takie chłpinek szczęście do dziadków z działką w lesie, hehe, bo ja w dzieciństwie nie miałam takiego miejsca. Ani nikogo w lesie, ani na wsi, uparli się wszyscy mieszkać w (jednym) mieście! Buziaki!

      Usuń
  2. Kiedyś trafilam przypadkiem na "marchewkowego" bloga:) czytałam 3 dni od pierwszego wpisu oczywiscie z przerwami na zrobienie obiadu i takich przyziemnych spraw:)Mąż odrywał mnie dosłownie od komputerka bo było bardzo późno:) Przeżyłam cudowne chwile wspomnień i wzruszeń:) Dziękuję za nie:) a teraz codzień zaglądam czy jest nowy wpis:) i oto jest:)!
    Cudownie jest zaglądać do Twojej pięknej bajki:)
    dziękuje i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Truskaweczko (w cukrze!), bardzo, bardzo dziękuję. Nikt chyba bloga nie pisze tylko dla siebie, cudownie jest wiedzieć, że ktoś tu zajrzał, że ktoś odczuwa coś podobnie do mnie. Naprawdę serce mi się raduje, kiedy czytam Twój komentarz! Do usłyszenia, pozdrowienia od sarny i jelenia :))

      Usuń
  3. Rozkoszny Grzybek! Marcheweczko nie dziwie się że rzadko piszesz, ale pozwole sobie złożyc petycje o więcej!

    Twój wpis przywołał i moje wspomnienia. Z grzybkami i "rybami" w dzieciństwie byłam za pan - brat!

    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama chciałabym więcej, i może nawet się uda? :) W Stanach o grzybki w lesie, wiadomo, trudno, ale ryby są! Może się wybierzesz tego lata na rybki z Twoimi panami? :) Gorące pozdrowienia!

      Usuń
  4. Jak ja tęsknię za takimi beztroskimi wakacjami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam tu ostatnio jedną panią i ona mi opowiadała, że tak jej się marzą wakacje jak kiedyś, nad jeziorem, pod namiotem, z garnkami z domu i tym wszystkim :) A oczy tak jej się przy tym błyszczały jak to mówiła! Tak niewiele nam potrzeba do szczęścia, ale o to niewiele tak czasem, kurczątko, niełatwo...

      Usuń
  5. Szczesciara, a wstaw proswe zdjecia tych drzew co by oczy nacieszyc
    PRAWDZIWEK przecudowny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia będą, bo nasz lasek się jeszcze tego lata przez bloga przewinie, na pewno! Prawdziwek macha łapką Prawdziwemu R. (Rycerzowi Raszkowi)! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie