Dzień Dziadka
![]() |
| (Prawnuk) |
Pewnie nie mogło wyjść inaczej... Surowy, małomówny, solidny mężczyzna. Kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami i odbierałam telefon od dziadka, słyszałam - zawsze, zawsze - te same dwa słowa: "Tata jest?". I nic więcej. Nigdy.
Lata mijały, widywaliśmy się z babcią i z dziadkiem z okazji świąt, urodzin, jakichś niedziel, wachlarza familijnych uroczystości. Chyba nie rozmawialiśmy wcale, on i ja. W roku 2003, a może trochę wcześniej lub później, zachorowała babcia. Pojechaliśmy do nich pewnego niedzielnego popołudnia, babcia spała. Usiadłam na podłodze ich kawalerki, po ciemku, dziadek przysiadł w fotelu. Wyraźnie zmęczony, zapatrzony w przestrzeń. Zajmował się już wtedy babcią od dwóch lat. Długo ważyłam słowa, aż powiedziałam coś o tym, że go podziwiam (takie niesforne słowo, zauważyliście, że często używane przez mówiącego w znaczeniu zgoła odmiennym od właściwego - ale znów, jedyne trafne). Dziadek jakby się wybudził. Głosem tak zaskoczonym, że wręcz rozbawionym, zapytał: "A dlaczego?". Po czym padły słowa, po których nigdy już nie pomyślałam o nim dwuwymiarowo, jak przedtem. Cała ta scena zapadła mi w pamięć, ten najkrótszy film o miłości i odpowiedzialności, jaki widziałam. Na pierwszym planie siwy mężczyzna, na drugim - ciężko chora, śpiąca siwa kobieta, razem od ponad 55 lat, głos mężczyzny, spracowany, najprostszy, pobrzmiewający nutą nienawykłego do zwierzeń zawstydzenia, dwa słowa, nic więcej: "Przecież ślubowałem."
Po śmierci babci zaparłam się, że nawiążę z dziadkiem nić porozumienia. I myślę, że mi się udało. Łaknę informacji o tym, jak żyli, on i babcia, przez te dziesiątki lat. Kamienie jakiej drogi kładł dziadek, będąc chłopcem, co gotowała babcia, mając za zadanie wykarmić czworo dzieci w niewesołych finansowo warunkach. Co jadali na śniadanie? Jak spędzali Sylwestra? Rzep czepiający się psiego ogona setkami pytań - to ja.
A dziadek ma pamięć fenomenalną, i oczywisty sentyment do przeszłości. Zna daty narodzin (i daty śmierci) wszystkich braci i sióstr swojej żony (a było ich w domu dziesięcioro). Notuję, dziadek wymienia po kolei imiona, nazwiska, z chirurgiczną precyzją padają coraz to nowe dni, miesiące, lata. Pamięci do dat, liczb, nie odziedziczyłam po nim, niestety, ani po moim tacie, recytującym z pamięci ceny poszczególnych artykułów spożywczych w wybranych latach...
Ilekroć jestem w Polsce, a jestem w Polsce często, odwiedzam dziadka, z mężem, z rodzicami, koniecznie z Williamem. Dziadek zwyczajowo pyta, co nam zrobić do picia, po czym idzie do kuchni realizować zamówienie (ja za nim, w roli rzepa). Wraca. Stawia na stoliku (o, przepraszam, na ławie) napoje, dla taty kawa (w tandemie z paczką śmietanki do kawy w proszku), dla mamy i dla mnie herbata, dla małżonka wieczny "lemon". Ciastka w nieśmiertelnej puszce z pękami irysów, cukier w ceramicznym pojemniku ze słodkim napisem "coffee". Lubię tę jego kawalerkę, z meblościanką z tak zwaną bombką, z natłokiem kryształów - wszystkie stoją tu właściwie tak jak stały, kiedy żyła babcia. Choć wokół zaszło dużo zmian - dziadek zmienił kanapę, fotele, dywan, telewizor, firany, wymienił drzwi, wykafelkował w duchu nowoczesnym łazienkę. Jest genialnym zaprzeczeniem starzejącego się malkontenta - co roku swoje urodziny hucznie wyprawia w restauracji, zawsze na nie czeka - jak i na Boże Narodzenie (najszczodrzej oświetlony balkon w całym wieżowcu!), i oczywiście na wiosnę, bo z wiosną nadchodzi sezon działkowca. Dziadek, człowiek po osiemdziesiątce i po zawale, wskakuje wtedy na rower i jedzie sadzić, pielić i pielęgnować.
U dziadka w przedpokoju wisi zdjęcie, na którym mam pewnie 6 lat (pozwalam sobie na tę niepewność, wiedząc, że na odwrocie zdjęcia dziadek swym kronikarskim zwyczajem wpisał datę). Babcia i dziadek, wokół wnuki. Gdy jestem u dziadka, za każdym razem zerkam na to zdjęcie, jednym płynnym ruchem unosząc się ćwierć wieku wstecz.
...
Zadzwoniłam dziś do mojego dziadka, ojca mojego taty, młodziana po osiemdziesiątce. Powiedział mi, jakie bierze leki, co ile godzin co i w jakiej ilości, kiedy mocniej kaszle (właśnie przeszedł obustronne zapalenie oskrzeli), kiedy wybiera się na kontrolę do doktórki, że rentgen płucy w porządku, wnuki u niego były dziś w komplecie, na dworze mróz, w telewizji zapowiadali śnieg w całej Polsce, a u nas nie pada.
Słucham go i myślę sobie, że dobrze mieć dziadka, do którego można w Dzień Dziadka zadzwonić. I myślę też, że czasem myślenie to za mało, więc zaraz, szybko mu to mówię.
Dobrej nocy, Dobrzy Ludzie!
M.
P.S. Kiedy żyła babcia, piekli z dziadkiem na kolejne chrzty/komunie święte/wesela dzieci, a potem wnuków, wielkie torty-jeże. Dziadek własnoręcznie strugał z migdałów perfekcyjne lasy igieł. Kiedy dziś lukruję ciastka wykałaczką, przypominam sobie te idealnie krągłe jeże z idealnie porozmieszczanymi na grzbietach igłami. Daty datami, liczby liczbami, ale nie byłoby tej wykałaczki gdyby nie tamte igły :)

Bardzo wzruszające aż łezka się w oku kręci, drogi "rzepie" ;) Ja już niestety nie mam dziadka, ale pozostały wspomnienia, no i sanki, które dziadek dla mnie zrobił własnoręcznie, kiedy byłam mała, no i jest Chłopczyk, który teraz te sanki użytkuje...
OdpowiedzUsuńJa niczego takiego od dziadka nigdy nie dostałam, za to od babci, o której mowa, dostałam serwetki z haftem richelieu. Babcia pięknie haftowała, więc przytomnie prosiłam ją o nie co roku na urodziny zamiast innych prezentów. Cieszę się, że o tym pomyślałam (byłam wtedy nastolatką!), bo tak jak Twój synek cieszy się sankami zrobionymi przez pradziadka, tak William będzie mógł nosić wieklanocną święconkę przykrytą serwetką, którą zrobiła jego prababcia :)
UsuńDziękuję Dracoolino, że się zaparłaś i że o tym napisałaś!
OdpowiedzUsuńA ja dziękuję, że zostawiłaś po sobie ślad! :)
UsuńWspaniały ten Twój dziadek i ta Wasza więź ... Miło przeczytać, że ktoś tak lubi wspomnienia starszego człowieka. Zazdroszczę.
OdpowiedzUsuńNasza więź nie jest zbyt mocna, niestety, ale i tak jest o niebo lepsza niż kiedyś... A wspomnienia starszych ludzi lubię, naprawdę, bardzo lubię, zawsze lubiłam! No a do tego starsi ludzie przeważnie mają czas i lubią opowiadać :)
UsuńDobrze, że udało Wam się dojść do porozumienia, i że jesteś taka wytrwała w "czepialstwie";) Moi dziadkowie i babcie już nie żyją, ale lubiłam słuchać ich wspomnień. Z resztą, rodziców też się czepiam, ich opowieści są bardzo zajmujące - od czasów ich dzieciństwa i młodości świat tak bardzo się zmienił...
OdpowiedzUsuńTo prawda, zmienił się bardzo... Tata opowiada jak kiedyś, gdy był w wojsku, zobaczył jak jednej kobiecie wypadły z siatki kabanosy. I on, i koledzy, wszyscy jak jeden mąż patrzyli na te kabanosy jak urzeczeni :))
UsuńP.S. Czekam na ciąg dalszy Twoich historii rodzinnych!
Mój Dziadek wędruje ze mną przez życie zamiast ojca. W stole, który sobie przywłaszczyłam za jego życia, w spadkowej komodzie z czasów, które pamiętają Gomółkę, i w wiązce najbardziej opłakanych po jego śmierci listów, pisanych latami coraz bardziej roztańczonym pismem. I ja jestem dziedziczką - posiadłam dar grafomanii, i wciąż niezmiennie lubię pisać, choć nie potrafię :))) Myślę,że kiedyś przełamię opór do wyjawiania tych najskrytszych uczuć, jakie w sobie nosić będę stale - do Dziadka - mego Najukochańszego Mężczyzny Życia :)))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i radzę włączyć kiedyś ukradkiem dyktafon. Ja żałuję,że nie mam Jego głosu. Tak mi go czasem brakuje, tego "Lewuczku, zjesz ze mną prażuchy?"
Lewkoniku, moja więź z dziadkiem nie tej miary... Wiem jednak, o czym piszesz, dobrze wiem, bo miałam ukochaną babcię, mamę ze strony mamy, mieszkałyśmy pod jednym dachem 17 lat. Moja babcia nie pisała, zostało po niej kilka kartek (chrzciny, przyjęciny), chudy zeszycik z przepisami - w mojej rodzinie nikt nigdy nie pisał, dopiero ja, taki odszczepieniec :) Zachowałam po babci kartonik z jej szalikami i apaszkami, powędrował ze mną do Stanów, a teraz do Anglii. Kiedy go otwieram, nadal czuję jej zapach. I zawsze wtedy płaczę tak jakby umarła wczoraj...
UsuńA ja mam pamiętnik Dziadka i ani słówka po Babci. A "Gomułka" to mi się nie udał, bo mi się oczy spociły :)))))Właśnie przeczytałam Dzień Środkowy:) Popieram zagospodarowywanie jak największej ilości Dni na Świąteczne i Wyjątkowe. Każdemu dniu się należy:)))
UsuńMacie zatem styczniową kumulację radości :))) Wszystkiego czego sobie wymarzycie i czasu, by się tym móc wspólnie cieszyć wam życzę :))))Buźka!
Marcheweczko tęsknie za Twoim pisaniem masz wspaniały dar
OdpowiedzUsuńtak pieknie pisać o życiu
jak zawsze wzruszyłam się
jak zawsze dał mi Twój wpis do myślenia
jak tęskno mi za dziadkiem (tatą mojego taty) ... wiesz miałąm u niego swoje deski gwoździe i młotek, "budowałam" statki - był bardzo mądrym człowiekiem , spokojnym, opanowanym, odszedł kiedy byłam za głupia na zadawanie pytań za głupia na świadomość utraty kawałka torzsamości - dzisaij wypytuję tatę skałądm te informacje ... i tęsknię
drugiego dziadka jeszcze mam ma 85 lat skończone - jako dzieciak jeździłam z nim na grzyby, chodziłąm nad Noteć łowić ryby, do warsztatu przyglądać się jak lutuje miski, garnki patelnie ...
dzisaj opowiadamy sobie o pogodzie o beznadziejnej polityce :) o pierdułkach, wzrusza się na widok mpojego małęgo chłopca ociera łzy - wie że coraz blizej ma tam gdzie nikt nie chce odejść łapie chwile ....
i mój tato który jest dziadkiem - Boże każdemu takiego dziadka życzę oddanego do granic możliwości kochającego opiekuńczego mąrego uczącego opowiadajacego - Marcheweczko dzisiaj kiedy mam już po 40 stce na wiele spraw patrzę inaczej tak bardzo chciaąłbym zmknac czas - niech się zatrzyma niech nie pędzie niech pozwala nam cieszyć się sobą
ściskam Ciebie moja kochana ciagle zapraszajac :) uściskaj swojego przystojniaka
m
Dziękuję Ci za tę chwilę, którą zawsze znajdujesz, żeby napisać...
UsuńTwój dziadek zdaje mi się podobny do mojego taty, spokojny, opanowany mężczyzna. Z zawodu stolarz. Czy ja dobrze pamiętam, że Twój dziadek był stolarzem? To by się zgadzało z tymi deskami, gwoździami, młotkiem.
Ja mam w sobie takie coś, że ten czas chciałam zatrzymywać już mając lat dwadzieścia parę... Czasem tęsknie do tej beztroski wcześniejszej, kiedy się po prostu było, nie myśląc o tym, że wszystko tak szybko mija, że trzeba te chwile w locie łapać... Ech, jo, jak mawia Krecik, nowy kreskówkowy znajomy mojego syna :)
Ja mam takie wielkie marzenie: mieć w Polsce jakieś trzy tygodnie i samochód, wsadzić do tego samochodu syna i małżonka (ten by kierował) i zrobić sobie taką podróż osobistą. Na pewno byśmy zajechali do Was, na Waszą werandę (bo to by było lato). A że moje marzenia się spełniają to zwyczajnie czekam na ten dzień :)
M.
Pięknie napisane ;-)
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarze!I już zaglądam do Ciebie, tam kruszynką taką widzę maleńką :)
Usuń