Przeprowadzka
Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych ?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?
Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.
Plącze mi się ten wiersz po głowie od kilku tygodni.
Kilka tygodni temu zrobiłam ostatnie zdjęcia w naszym mieszkaniu w Anglii. Drobiazgom. Odłożyłam aparat, wyjęłam kartony, folię bąbelkową, taśmę klejącą. Zaczęłam zwijać nasz dom, tak, aby zmieścił się do niedużej ciężarówki.
Teraz jest już rozwinięty na nowo. Przed chwilą przyjechali do nas na dwie godzinki rodzice. Tata zrobił nam kawę, mama wyjęła z torby słoiczki z malinami, z kokardkami w kratkę. William dostał kalendarz adwentowy i zjadł na poczekaniu zaległe czekoladki, a potem liczył monety w dziadkowym porfelu. Pożegnaliśmy się bez ściśniętych serc - do zobaczenia w piątek.
Jest tak jak ma być.
Pozdrawiamy Was z Polski.


Marcheweczko! Ogromnie się cieszę, że jest tak jak zaplanowałaś.:) Doskonale pamiętam jak pisałaś o wizji Waszego domu w Polsce. A to "już"! Fantastycznie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Zawsze jak cos napiszesz to czytam niecierpliwie....
OdpowiedzUsuńPiszesz pięknie....
Ale jak Ty znosisz takie życie na walizkach, przeprowadzki, ciągle nowy dom...,wiem, że taka praca męża, takie czasy ale ja "stacjonarna" jestem bardzo. Wiem tez, że coś za coś: podróże, zwiedzanie, nowe miejsca, nowi przyjeciele. Trzymam kciuki za Was. Gosia W.
Kochana cieszę się ogromnie. Tak coś czułam, że to już blisko. Gorąco pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDDorota
O boże, jesteś TU?! W Polsce? Niesamowite :)
OdpowiedzUsuń:)) no to wszystkiego dobrego na "nowej drodze życia":))
OdpowiedzUsuńo boże jak ja sie cieszę
OdpowiedzUsuńjak serce mi się raduje
jaka jestem dziwnie szczęśliwa
marchewczeko moja wirutalna koelżanko
jestem przeszczęśliwa bo wiem jak bardzo ty się cieszysz
teraz to juz ... czekam na was :)
Do zobaczenia nad Wisłą?
OdpowiedzUsuńWitamy zatem u siebie:)
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam, moje drogie, za te ciepłe powitalne słowa! Gosiu W., ja kiedyś też byłam stacjonarna! Nigdy nie wiemy, co nam życie przyniesie :) Serdeczności dla wszystkich.
OdpowiedzUsuń