Babcia Ajay'a
![]() | |
| W Krakowie, w maju |
Babcię Ajay’a poznałam
bardzo wcześnie. Niosłam siatki z zakupami, ona przytrzymała mi drzwi do
klatki. Drugi raz zobaczyłam ją pod wieczór. Namalował się przede mną taki
obrazek: budowa, siatka, tu nieśmiałe doniczki na świeżych parapetach, tu
jeszcze budynki-wydmuszki, a na pierwszym planie, na betonowej ławce, tkwi majestatycznie
starsza, drobna kobieta w fantastycznie kolorowym sari, dziarsko podwiewanym
przez wiatr.
Następnego dnia usiadła na
ławce z Ajay’em i z psem. Ajay, lat 6 i trzy czwarte, trójkątna buzia, wielkie
oczy i braki w mlecznym uzębieniu. Pies – chudy i wesoły, Lucky. Ajay słucha na
smartfonie piosenek i jest mocno zgorszony podrygującą w rytm muzyki babcią („babcia,
ty masz 67 lat”). Babcia podryguje nadal i głośno się z Ajay’a śmieje („Ajay,
ja za dwadzieścia lat dalej będę tańczyć”).
Z tą babcią bardzo mi po
drodze, to jasne, a Williamowi, lat 4 i trzy czwarte, z Ajay’em. Mama Ajay’a
dojeżdża do pracy do Seattle, więc w tygodniu z Ajay’em jest babcia.
Są wakacje, zwykle słyszę
tych dwoje (plus psa) pod naszymi oknami tuż po 10ej. Schodzimy, William i ja,
chłopcy trochę grają w piłkę, trochę się nudzą. Potem Ajay przychodzi do nas,
grają z Williamem w planszówki, bawią się klockami. Albo William odwiedza
Ajay’a i ogląda z nim kreskówkę, trzymając go ze strachu za rękę. Ja siedzę na
ich podłodze jak na własnej, wyglądam przez wielkie okno na swojski beton i
drzewka jakby mniej wątłe, z miską w jednej ręce i widelcem w drugiej.
Babcia Ajay’a cudownie
gotuje (nigdy bym na to nie wpadła, żeby połączyć kapustę z kokosem, a tu się
okazuje, że południe Indii robi to z wielkim powodzeniem), śmieje się często,
głośno i szczerze. Jest także, całkiem przy okazji, emerytowanym nauczycielem
uniwersyteckim - przez ponad 30 lat wykładała historię. Grubo po sześćdziesiątce
zapisała się na ekonomię i prawie ją skończyła. No i ma trzykołowy rower z
koszykiem z tyłu, w którym kiedyś trzymała Ajay’a, a w którym teraz Ajay trzyma
piłki. Musielibyście ją zobaczyć, jak gna na tym rowerze, w sandałach, w tym
sari w kolorach tęczy.
Kilka tygodni temu
zaszczepiłam Williama na ospę, bo tu to konieczne. William zareagował ostrą,
utrzymującą się przez kilka dni gorączką. Po tych kilku dniach spotykam babcię
Ajay’a i babcia od razu mnie pyta, co się stało. Mówię, że William był chory,
że 40 stopni. A ona na to: to czemu po mnie nie przyszłaś? Nie masz tu mamy,
następnym razem od razu po mnie przyjdź.
A wczoraj wychodzę z
Williamem od Ajay’a i wspominam, że Pratap na kilka dni służbowo w Nowym Jorku.
Wielkie oczy spoglądają na mnie czujnie zza okularów i słyszę: jeśli tylko
będzie ci z Williamem w nowym domu nieswojo to pamiętaj, że my mamy dużą
rozkładaną kanapę.
Kluska w gardle, Panie i
Panowie, zwyczajna emigracyjna kluska.
Gorąco Was pozdrawiam,
Wasza M.

Zaraziłaś mnie tą kluską w gardle. Wspaniała kobieta.
OdpowiedzUsuńCudowny człowiek na Waszej drodze.
OdpowiedzUsuńjak dobrze ze macie zawsze dobre anioły w waszych wedrówkach
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciebie i księcia - a na dodatek serdecznei pozdrawiam
babcie na rowerze (w wiku mojej mamci) jej wnusia i oczywiscie PIESA :)
dobrze ze sie odezwalastesknimy
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńjA TEZ ZAPRASZAM DO pUYALLUP,WA.Mam 3 dzieci 2 dziewczynk 3 i 5 latei i chlopca 6 lat.
UsuńWSZYSTKIEGO DOBREGO W NOWYM ROCZKU 2016!!!
OdpowiedzUsuń