Thomas
No i się nam urodził - nasz Thomas. Malutki, piękniutki, i - dobry jak chleb. Cierpliwy. Spokojny. Uśmiechnięty. Jakby - wyrozumiały.
Pierwsze wrażenie... Wydał mi się większy od nowonarodzonego, niedużego przecież Williama - a okazało się, że jest od niego jeszcze mniejszy, i to o 300 g. Oczy, od początku wiedziałam, że ma moje. Takie miał zapuchnięte, zamknięte powieki, że kiedy Pratap przyniósł go do stołu operacyjnego (byliśmy na sali razem) to go dopytywałam, czy na pewno widział już jego oczy. Ale czy na pewno... I zaraz przypomniało mi się, jak mama zawsze mi opowiadała, że kiedy podali jej mnie to zadawała położnej dokładnie to samo pytanie.
I uszy ma moje, z zagiętą małżowiną. Brwi mojej babci (do czego doszłyśmy z mamą niezależnie, jak siedziałyśmy razem na łóżku którejś z pierwszych nocy w domu). Paznokcie mojego taty, proste, solidne.
Thomas. Nasze szczęście. Idealny element do naszej układanki. Kiedy Williamowi smutno i źle to instynktownie przychodzi się w niego wtulić. Taka niemowlakoterapia. Ani przez chwilę nie był o niego zazdrosny, od początku traktuje go tak, jakby był z nami zawsze.
I mnie trudno uwierzyć, że to nówka sztuka, tak bardzo jest nasz.
Powtórne macierzyństwo jest dla mnie łatwiejsze i spokojniejsze, a jeszcze przy tym nowe dziecko takie ugodowe. Ten młody człowiek nabawił się w wieku niespełna dwóch miesięcy wirusowego zapalenia oskrzeli (William wrócił jednego dnia do domu z mocnym kaszlem). Przechodził chorobę bez leków, tylko kilka razy podaliśmy mu paracetamol. Spaliśmy w systemie zmianowym, raz ja, raz Pratap, żeby mógł spać na naszych rękach, bo wtedy spokojnie oddychał i nie kaszlał. Po trudnej, przełomowej dla infekcji nocy kładę go na przewijaku, spoglądam, a ten mój maluszek zagląda mi filuternie w oczy i uśmiecha się do mnie od ucha do ucha. Mamo, damy radę.
Zostawiam Was ze zdjęciami dwudniowego Thomasa - jeszcze w szpitalu pani chodziła robić noworodkom mini sesje.
Akacjello kochana, dziękuję, że przywołałaś mnie do porządku!
Ściskam Was -
Wasza M.




Jak ja czekalam na ten wpis....Przepiekny chlopczyk. Zdrowia i szczescia Thomasku.
OdpowiedzUsuńDziękujemy!!
UsuńNie śmiałam nawoływać, ale teraz cieszę się tak bardzo, że hej!
OdpowiedzUsuńTak miło Ciebie "widzieć", dziękuję!
UsuńGratuluję Wam nowego członka rodziny:))) Piękniusi jest, taki spokojny, zdystansowany i cały Marchewkowy:))) Nawet włoski ma rudawe, ale może to takie złudzenie optyczne:))) Najważniejsze, że jesteście już wszyscy razem, zdrowi i szczęśliwi:))) BUZIAKI:)))
OdpowiedzUsuńDziękuję, Lewkoniku! Włoski jasny braz, choć na zdjęciu rzeczywiście rudawe - co daje mi takie dobre skojarzenia, bom na Musierowicz chowana :) Buźka!
UsuńOjej, jak mi miło :) Prosiłam o jedną piętkę, a dostałam nawet dwie i pełen zestaw paluszków! Nie mogłabym być bardziej kontenta! Nowe dziecko, nowe szczęście, miłość x2. A jak Tomcio będzie miał 1,5 roku i zobaczysz, jak przy drzwiach stoi czekając na Williama, a potem jak się cieszy, kiedy starszy brat wraca... no to cóż, po Tobie. Trudno to w sercu pomieścić :)
OdpowiedzUsuńMoja przyjaciółka ma dwóch chłopców w tym samym rozstrzale wiekowym i mówi to samo co Ty :) Czekam na to! :))
UsuńGratuluję. Dziecię piękne. Wszystkiego dobrego dla całej Waszej czwórki. Trzymajcie się ciepło. Uściski.
OdpowiedzUsuńDDorota
Dziękuję, Dorotko, ściskam Ciebie!
Usuńmarcheweczko - cudna mamo !!! powiedz księciuniowi że jest super starszym bratem !!! a małego księciunia wycaluj w bryloczkowe stópki - a ja ciebie ściskam zycząc wsytkiego tego czego pragniesz i o czym marzysz ....
OdpowiedzUsuńDziekuje, Kochana! I niech mi sie spelni... :) Usciski!
OdpowiedzUsuń