Na straganie
Williama odstawiam do przedszkola i na Zielony Rynek docieram autem chwilę po 10ej.
Stragany z ulubionym badziewiem zostawiam sobie na deser. Najpierw przechadzam się koło chemii, koniecznie niemieckiej, i kieruję się w stronę ryb. Asortyment wąski, w białych pojemnikach kipią szare cielska, dłuższe, krótsze, wszystkie splątane i śliskie. Sprzedający grzebią w nich jedną ręką od niechcenia jak dzieci w pudełku z lego.
Idzie Wielkanoc. Czuć to już ewidentnie po dzikiej stronie rynku, za płotem. Barwinek, bazie, palemki, chrzan, jaja, dużo jaj. W sąsiedztwie jaj dwie sztuki drobiu smętnie zwieszają szyje ze stolika turystycznego, vis-à-vis drobnej konfekcji damskiej. Druciany półszkielet manekina dziarsko prezentuje rajstopy w kolorze cielistym. Z klinem.
Skręcam w alejkę kwiatów balkonowych. Wianuszek ożywionych pań, na oko po sześćdziesiątce. Ważne życiowe wybory: słuchaj, weź te różowe, mówię ci; te weź, wdzięczne są, ja miałam rok temu.
Dalej wersalki, czajniki i koszule nocne, a koszul zasadniczo dwa rodzaje: zachowawcze, w seledynach i żółcieniach, i fikuśne. Naręcza biustonoszy. Stosiki majtek.
W owocach i warzywach nuda. Robię drugą rundkę po Wielkanocy.
I idę do czapek: dziecko cztery lata? Ten rozmiar pani weźmie, to wynosi. Pani zobaczy, jak się rozciąga.
Tam jeszcze mięso i kiełbasy, i jabłka pachnące, i włoszczyzna z gumką recepturką w pasie. Tu koszyki i skórzane laczki, w okolicach pięty rozmiar nabity stempelkiem.
I za czym tu tęsknić z daleka w taki dzień jak dziś, pomyślałbyś.
Stragany z ulubionym badziewiem zostawiam sobie na deser. Najpierw przechadzam się koło chemii, koniecznie niemieckiej, i kieruję się w stronę ryb. Asortyment wąski, w białych pojemnikach kipią szare cielska, dłuższe, krótsze, wszystkie splątane i śliskie. Sprzedający grzebią w nich jedną ręką od niechcenia jak dzieci w pudełku z lego.
Idzie Wielkanoc. Czuć to już ewidentnie po dzikiej stronie rynku, za płotem. Barwinek, bazie, palemki, chrzan, jaja, dużo jaj. W sąsiedztwie jaj dwie sztuki drobiu smętnie zwieszają szyje ze stolika turystycznego, vis-à-vis drobnej konfekcji damskiej. Druciany półszkielet manekina dziarsko prezentuje rajstopy w kolorze cielistym. Z klinem.
Skręcam w alejkę kwiatów balkonowych. Wianuszek ożywionych pań, na oko po sześćdziesiątce. Ważne życiowe wybory: słuchaj, weź te różowe, mówię ci; te weź, wdzięczne są, ja miałam rok temu.
Dalej wersalki, czajniki i koszule nocne, a koszul zasadniczo dwa rodzaje: zachowawcze, w seledynach i żółcieniach, i fikuśne. Naręcza biustonoszy. Stosiki majtek.
W owocach i warzywach nuda. Robię drugą rundkę po Wielkanocy.
I idę do czapek: dziecko cztery lata? Ten rozmiar pani weźmie, to wynosi. Pani zobaczy, jak się rozciąga.
Tam jeszcze mięso i kiełbasy, i jabłka pachnące, i włoszczyzna z gumką recepturką w pasie. Tu koszyki i skórzane laczki, w okolicach pięty rozmiar nabity stempelkiem.
I za czym tu tęsknić z daleka w taki dzień jak dziś, pomyślałbyś.
Piękny obraz namalowałaś, byłam z Tobą na tym straganie;) Ale wiesz, tak sobie uprzytomniłam, że właściwie to każdy dzień może być takim dniem. Bo za czym tu tęsknić w taki dzień? Może właśnie za tym, by każdy kolejny odbierać w ten sposób? Nauczyć się tej uważności, o której ostatnio trąbią zewsząd, dostrzegać cudowność Świata w codziennych jego przejawch? Dlaczego tak się porobiło, że teraz musimy się takich rzeczy uczyć? Dzieci nie muszą, one to mają od urodzenia. Może to miał na myśli Jezus, mówiąc: bądźcie jak dzieci?
OdpowiedzUsuńSporo do myślenia mam ostatnio, nie wiem, za co się brać;)
Buziaki wysyłam i pozdrowienia, niech lecą do Was z tym ciepłym wiatrem dzisiejszym i śpiewem drozda!
Czesc, Kochana! :) A to prawda jest, z tym byciem jak dziecko, czlowiek sie ciagle musi przywolywac do porzadku, zeby w sobie odnajdywac to spojrzenie dziecka :) Buziaki!
OdpowiedzUsuńMarcheweczko, już w Polsce?
OdpowiedzUsuńNo wlasnie nie, Lewkoniku, w Hameryce, i tęsknię! :)
Usuń