Pszczoła

Otwieram boczne drzwi domu, te na podjazd, i siadam na progu z letnią kawą w kubku. Trochę świeci słońce, trochę śpiewają ptaki. Na progu zjawia się William i płynnie przechodzi w nową histerię - do mojej kawy na pewno wpadnie pszczoła i się oparzy. Na pewno. Jego tok myślenia jest w gruncie rzeczy nietuzinkowy i piękny - ale nie dzisiaj.
Od kilku tygodni rozszerzam jego dietę. Godzę się powoli z tym, że nie ma na świecie osoby, która zrobi to za mnie. Jest dużo krzyku, codziennie. William siedzi obok nowości na stole i krzyczy. Ja podgrzewam zupkę dla Thomasa. Staram się zachować spokój i neutralność. Naciskać, ale zostawiać wybór. I przestrzeń, także tę fizyczną. Z tej przyczyny ja przy kuchence, on przy stole. Sam na sam ze sobą. I z kawałkiem pieczonego ziemniaka. Płatkiem migdała. Naparstkiem zupy. Mierzy się ze swoimi lękami. Krzyczy. Że banana nie, bo małpy jedzą banany, a on nie jest małpą. Że migdała nie, bo w mózgu jest amygdala. Że ziemniaka nie, bo ziemia.
Zdarza się czasem cud. Podnosi do ust kanapkę z zapieczoną w środku posiekaną cebulą i ze smakiem je. Od czasu marchewki z rosołu, zjedzonej cztery lata temu, po raz pierwszy je warzywo w formie innej niż przecier dla niemowląt/frytki/sos do pizzy. Tak, płaczę. Płaczę jak dziecko.
Macza palec w pomidorowej, dotyka językiem ziemniaka, je migdała. Można powiedzieć, że idę jak burza. I tylko ta żonglerka, żeby próbować coraz to innych rzeczy, a przy tym spontanicznie wracać z już "przerobionymi" - w przeciwnym razie ta ścieżka, którą przerąbałam przez dżunglę, znów zarośnie. Spontanicznie, bo kurczowe trzymanie się oswojonych produktów to ślepy zaułek - po kilku tygodniach William twardo odmówi ich jedzenia. Na rok. Gdybym się nie pilnowała, jadłby tylko chleb z masłem i pił wodę.

Przejęty losem hipotetycznej pszczoły William wciąż płacze. Ja patrzę wprost przed siebie, na krzak hortensji. Niedługo buchnie kwiatami. Wiem, że muszę się jeszcze chwilę napatrzeć, żeby za chwilę udźwignąć ten płacz i ten krzyk. Naraz z ustawionego w kuchni odbiornika elektronicznej niani słyszymy, że na piętrze budzi się Thomas. William już do niego biegnie. Ja zmieniam kierunek i podchodzę do monitorka.
Po chwili widzę jak podbiega do łóżeczka i głaszcze brata. "Dlaczego płaczesz? Przecież mama już idzie, nie musisz płakać."
No, nie musisz.

... bo tylko spokój może nas uratować :))







Komentarze

  1. kochanie tak już jest z dziećmi - lubią nie lubią chcą nie chcą ... smaczne ale nie dziękuje ... ten spokój który w sobie masz (choć czasami krzyczeć chcesz) pozwala na to żeby nie sfisiować :) a ty jestś taka mąra jak pszczółka :)
    ps. czy mówi Tobie coś firma GNT?
    niezmiennie zakochana w twoim pisaniu ... m.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj prawda, prawda, Moniś! I dziękuję, zawsze. Firmy nie znam, niestety :( Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  3. Marchewko,dzielna waleczna Mamo! od dwóch lat uczę chłopca z Aspergerem. Jego problem z kolei jest taki,że nie potrafi się niczemu sprzeciwić. Grzeczny, zdolny, choć aspołeczny i wyizolowany, ale jak trzeba, pracuje w grupce i ma uśmiech na twarzy. I kiedy raz, całkiem niedawno, powiedział, że czegoś nie chce, jego mama skakała ze szczęścia. Mamy, których dzieci stawiają opór rzeczom dla mam naturalnym, albo te, które mają dzieci potulne i cichutkie, potrafiące szybko podjąć decyzję bez marudzenia, i te, których pociechy komunikują głośno, czasem zbyt, swoje potrzeby, nawet te, których pociechy są zadziorne i zaborcze w grupie rówieśniczej -często nie potrafią docenić tej normy, obiektywnie się nią cieszyć. I ja nieraz traciłam cierpliwość do moich żywiołków, bo ten był za głośny i krnąbrny, a ten gapa i mimoza. Czemu nas nikt nie uczy, jak być szczęśliwą mamą, mamą nieoczekująca zbyt wiele, mamą widzącą w swoim dziecku potencjał, a nie braki. Ech, widząc Twoje zrównoważenie i spokój właśnie, żałuję,że nie da się przerobić tych lat macierzyństwa jeszcze raz, przejść ich z dystansem, większą wiarą w swój instynkt, z większą wyobraźnią... Nie,żebym chciała być wszystkowiedzącą, to by było nieciekawym doświadczeniem w rodzaju kopiuj wklej z encyklopedii, ale wiem,że wiele rzeczy robiłam źle, w stresie, w poczuciu winy, bezradności, pełna samokrytycyzmu. Byłam mało zadowolona ze swoich poczynań, często też wmawiałam sobie,że inne młode mamy jakoś tak lepiej wypadają. A przecież moje dzieci nie miały żadnych problemów, nie sprawiały szczególnych kłopotów, były zdrowe i nie absorbujące, mimo to nawet dziś nie umiem się pozbyć wrażenia,że poszło mi średnio. Ech, taka próba generalna powinna być. Może ktoś kiedyś gdzieś jakiś symulator ...?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż