Pięknych świąt!



Dotarłam do Polski!
Wstaliśmy w niedzielę o nieprzyzwoitej godzinie 4ej rano (jak mówimy z koleżankami, takiej godziny powinno w ogóle nie być), dotarliśmy na lotnisko, a tu pierwszy klops - średnio uprzejma pani (nie lubię linii lotniczych United!) poinformowała mnie, że na lot z San Francisco do Nowego Jorku linie sprzedały za dużo biletów, więc póki co nie ma dla mnie miejsca w samolocie, ale kto wie, może będzie, także wszystko w porządku (tu: uśmiech). Życie, życie, nie tak że nie ono. Człowiek kupuje bilet za straszne pieniądze, stawia się na własny lot na czas (a wręcz sporo przed czasem), robi wszystko, jak ma robić, a pani się uśmiecha, że nie ma miejsca... Na nic się zdało tłumaczenie, że mężowi przydzielono już miejsce, na nic wyjaśnianie, że my musimy być w tym samolocie i nie wchodzi w grę, jak sugeruje pani, jakiś samolot późniejszy, bo my mamy przesiadki, musimy dotrzeć aż do Polski. Pani sprawdziła inne połączenia, pokręciła głową, nie ma miejsc. Jak zaczęto nam mydlić oczy lotem do Nowego Jorku "może jutro" to ciemno mi się przed oczami zrobiło - bo, myślę sobie, do tego dzisiejszego lotu mam jeszcze jakieś prawa, a do jutrzejszego już nie, będę na liście ostatnia z ostatnich, przecież już dziś jest bałagan, a im bliżej świąt tym loty będą bardziej przepełnione... "Na pani miejscu jest prawie 30 osób", poinformowało mnie zadowolone z życia babsko, i rzeczywiście, na ekranie ukazała się lista skazańców, przy moim nazwisku numer 23, więc nawet jeśli coś by się zmieniło, ktoś by się nie zjawił, to przede mną jeszcze aż 22 osoby. Ech... szanse zerowe.

W tym momencie bramkę zamknięto i tyle. Nogi się pode mną ugięły. Dosłownie. Przykucnęłam, oczom moim ukazała się wizja świąt bez rodziców, i mówię cicho tak: "Panie Boże, ja muszę być w tym samolocie"... Uwaga, cynicy powinni przestać czytać w tym momencie opowieści! Raptem znalazło się jeszcze jedno miejsce, bramkę otwarto, a miejsce dostałam ja (ja! z numerkiem 23!). Zajęłam w brzuchu wielkiej metalowej ryby ostatniuteńkie miejsce. Jak dla mnie to bożonarodzeniowy cud :)
Dodam jeszcze, bo dodać muszę po prostu, że w tym samolocie było pracowników United 26 sztuk - nie wszyscy też byli tam służbowo, część leciała na urlop. Wiem, bo wśród nich siedzieliśmy - tym sposobem dowiedziałam się, dlaczego zabrakło miejsc dla tych, którzy zapłacili za bilety...

Zwykłe niedogodności podróży po takim przeżyciu to pestka. W Nowym Jorku lot się opóźnił 5 godzin, zamiast przed siódmą wylecieliśmy przed północą, do Warszawy dolecieliśmy spóźnieni, czekaliśmy na lot kolejny (który się spóźnił), w podróży byliśmy 30 godzin, ale mówię Wam, cieszyła mnie ta podróż jak nigdy! Dotarliśmy do celu po całej tej wyprawie, już się wyspaliśmy, teraz siedzę i piszę to przy nowym stoliku w słodko odnowionej kuchni moich rodziców - i popijam herbatkę z cytrynką (wędlinami rozmaitymi już się posiliłam) - i jest mi bardzo, bardzo, bardzo dobrze.

Chciałabym już dziś złożyć Wam świąteczne życzenia, później może nie być kiedy. Życzę Wam wszystkim, którzy tu do mnie czasem zaglądacie, pięknych świąt. Życzę Wam dobra i serdeczności wokół Was. Niech święta dadzą Wam ładunek miłości, z którego można będzie później czerpać przez wiele miesięcy.
I ślę Wam fragment wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

" (...) śniegu po uliczkach rozsyp,
żeby błyskał się i żeby chrzęścił.

Potem wszystkie światła, co migocą,
do walizki zamknij. Otwórz nocą,
jeśli w drodze spotka cię nieszczęście."

Kochane, wesołych, radosnych, pogodnych świąt Bożego Narodzenia! M.

Komentarze

  1. Cóż za szczęście,że znalazł się to jedno miejsce!Faktycznie,można to nazwać cudem :)

    Kochana,Tobie i Twoim najbliższym,życzę radosnych,spokojnych i pełnych rodzinnego ciepła Świat.

    Wyciskaj z tych magicznych chwil jak najwięcej.

    Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak obyczaj stary każe , według ojców naszej wiary,
    pragnę Ci złożyć życzenia,
    w dniu Bożego Narodzenia
    Niech ta gwiazda betlejemska,
    która świeci nam o zmroku,
    doprowadzi Cię do szczęścia ,
    w nadchodzącym Nowym Roku

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknych, pełnych miłości, ciepła i spokoju ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wlasnie lecac z powrotem do Londynu w poniedzialek zastanawialam sie, jak tam Twoje loty (podawali w wiadomosciach, ze wschodnie wybrzeze zasypane i nowojorskie lotniska tak srednio na chodzie), trzymalam za Ciebie mocno kciuki!
    Dobrze wiec przeczytac, ze juz jestes na miejscu:)).
    Zycze Ci milych, spokojnych, rodzinnych Swiat, pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Madlinka, Paula, Elisse, Małgosia, Lena - pięknie Wam dziękuję za świąteczne życzenia! (heh, nawet się zrymowało!) Taką miałam przemiłą niespodziankę, kiedy je zobaczyłam :) Lena, dziękuję, że trzymałaś kciuki za nasz lot! Ściskam Was, dziewczyny, znowu pisząc z kuchni - na śniadanko tylko chleb z miodem (ale jakim miodem...), bo z przejedzenia ledwo żyję :) M.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby podroz powrotna przebiegla juz bez takich przygod...
    Mam nadzieje, ze milo spedzilas ten swiateczny czas w PL :)
    Zyzce Ci, by Nowy Rok byl szczesliwy, radosny i pelny smakowitych inspiracji. By byl do DOBRY rok :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bea, dziękuję za odwiedziny! Powrotna podróż mojego męża przebiegła bez zakłóceń, mam więc nadzieję, że 19.ego i moja taka będzie!
    W święta cała rodzina jadła bez opanowania pierniczki i ciasteczka-gwiazdki, które piekłam z przepisów na Twoim blogu - dziękuję!
    Dziękuję również za noworoczne życzenia i życzę Tobie i ja w tym Nowym Roku dużo, dużo powodów (i powodzików) do radości!
    Pozdrawiam cieplutko z Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W takim razie bede trzymac kciuki 19 :) A Ty sie prosze 'zamelduj' tu juz po podrozy ;)

    I korzystaj maksymalnie z ferii w PL!

    Usciski :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż