O radości


Milczę już tak, mili moi, od miesiąca. Taką mam radość w sercu nową, wielką, nieznaną mi przedtem zupełnie, że zajmuje wszystkie moje myśli. I posta blogowego o czymś innym niż o tej radości napisać nie umiem - już próbowałam i wiem. Radość to tak wszechobecna, że zerka na mnie zza każdego słowa, z ekranu puszcza do mnie oko, albo o niej pisać, albo nie pisać wcale, szczelnie wypełnia moje serce i umysł, całą mnie wypełnia bez reszty.

W urodziny, zdmuchując świeczki na torcie, uroczyście, zażyczyliśmy sobie z mężem dziecka (... jak mówi mąż, "a child was wished upon some peaches and some cream"...). Wiedząc, że na spełnienie marzeń trzeba czasem czekać (i czekać...), życzenie nasze wypowiedzieliśmy nieśmiało i bez świadków.

A ono - ku naszemu zdumieniu - spełniło się.

Widoku dwóch kreseczek wykwitających na teście nie zapomnę nigdy. Tak to właśnie pamiętam - gdzieś głęboko zaczęła kiełkować różowa mgiełka, tak lekka, że aby ją zobaczyć trzeba było zmrużyć zaspane oczy. Rumiana mgiełka pulsowała i przybierała na sile, a ja wpatrywałam się w nią jak urzeczona. Po chwili zebrała się caluteńka w jedną prostą kreseczkę, obok której pojawiła się kreseczka kolejna, kontrolna. Uczuć, które przelały się przez moje serce - i serce mężowskie - opisać nie potrafię.
Nad niektórymi sprawami można tylko, po prostu, pomilczeć.

Również tkliwości, którą czuję dla tego kwitnącego we mnie życia, nie sposób porównać z niczym, czego do tej pory doświadczyłam. Wszystko, co jem, czym oddycham, ma wpływ na to życie maleńkie ukryte za siedmioma skórami, taka doniosła, inna odpowiedzialność...

Data tego posta nie jest przypadkowa - dziś mijają cztery lata od dnia, kiedy mój mąż mi się oświadczył (choć blogger opatrzył tego posta datą o tydzień wcześniejszą, bo wtedy napisałam jego pierwsze zdania). To było czwartkowe przedpołudnie, 30.03.06, powoli budziła się wiosna, pół roku - jedna jesień, jedna zima - upłynęło od naszego pierwszego spotkania. Nadal pamiętam tamtą świeżą, wiosenną radość, a dziś, tej wiosny - mam radość nową.

Tym dziewczynom, które na swoją radość - tę pierwszą albo tę drugą - nadal czekają, chciałabym życzyć jej dzisiaj z całego serca - to takie moje dla Was anonimowe, wielkanocne życzenie.
A wszystkich pozdrawiam po długiej przerwie - M.

Komentarze

  1. Gratuluję z całego serca :)))
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana,czytając pierwsze słowa w tym poście już wiedziałam,o jakim szczęściu piszesz.
    Buzia mi się uśmiecha do monitora,cieszę się,bardzo się cieszę,że Wasze największe marzenie się spełniło.
    Oby codziennie to szczęście kwitło w Was z coraz większą mocą i miłością.

    Noszenie pod sercem nowego życia,jest największym darem i cudem jaki może nam,kobietom się przytrafić.

    Ściskam Was delikatnie.
    Wesołych Świąt Marcheweczko dla Ciebie i Twojego męża.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja cos tak wlasnie "czulam pismo nosem";)Naprawde! Gratuluje i trzymam kciuki! Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  4. Marcheweczko, ogromne gratulacje!:)
    Dbaj o siebie teraz bardzo.

    A w ogole ta sliczna buzia na zdjeciu po prawej, to chyba TY?
    Milo Cie poznac;).

    Usciski i wesolych Swiat!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marchewko, wyglądasz kwitnąco, prześlicznie i widać że szczęście Cię rozpiera :D
    Gratuluję ogromnie tej kreseczki :)
    Miłego chodzenia w dwupaku życzę i pogratuluj Współsprawcy Twojego szczęścia.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj!!!
    Gratuluje!
    Wiosna wspaniale się dla Was zaczęła:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zula, dziękuję! Bardzo mi miło, że zostawiłaś komentarz :)
    Paula, a mnie się buzia uśmiecha do Twojego komentarza :) Dziecko pod sercem to rzeczywiście cud najprawdziwszy... Dziękuję Ci za wszystkie życzenia. Wesołych Świąt dla Waszej trójeczki!
    Ola, bo to jest telepatia wirtualna! :) Dziękuję serdecznie!
    Lena, tak, na zdjęciu jestem ja :) Dziękuję za dobre słowa! W tak pięknych okolicznościach przyrody i tego... niepowtarzalnej... postanowiłam pokazać oblicze :)
    Kasia, dziękujemy wraz z małżonkeim serdecznie! Śzczęście rzeczywiście mnie rozpiera, taka jestem jak balonik szczęściem przepełniona :)
    Gosia, dziękuję! Wiosna naprawdę tego roku wyjątkowa :)

    Ściskam Was, dziewczyny, tak mi miło, że jesteście.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluje.
    Pamiętam jak ja robiłam test to oczekiwanie na wynik i ogromna radość.
    cudowne uczucie.
    Gratuluje jeszcze raz

    OdpowiedzUsuń
  9. Fuerto, dziękuję! To naprawdę wyjątkowe uczucie, człowiek wpatruje się w ten test, a potem już tylko radość :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje Marchewko!!! Masz racje, marzenia sie spelniaja, choc czasem trzeba na to poczekac... ;)

    Pozdrawiam Cie bardzo serdecznie!

    Czesto sobie o Tobie myslalam... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nadrobilam zaleglosci, milo sie czyta Twoje posty i takie wzruszajace sa.
    Czy Ty wiesz, ze jak czytalam posta o Twojej kici to moja wskoczylami na kolana, kocha koc, ktorym jestem przykryta, pomruczala jak traktor, poszyla i ruszyla za Johnem buszujacym w kuchnii (wiadomo dlaczego:)
    Tez miala zostac przez weekend, do poniedzialku i jest do kazdego nastepnego, juz 2gi rok leci:)
    A pierwsze spotkania z najukochanszymi osobami pieknie sie wspomina, jak przebieglo moje, dosyc nowoczesnie sie zaczelo. Wracalam z kolezanka z Paryza, mieszkalysmy wtedy w centrum miasta, byl Nowy Rok i akurat wtedy spotkalam na ulicy mojego bylego z dziewczyna za raczke, z nia sie pocalowal wtedy w pubie i tak juz zostal moim bylym. Wrocilysmy do domu, rozpakowalam sie i w kiepskim nastroju wlaczylam komputer. Zajrzalam na randkowa stronke, spodziewajac sie maili w stylu: ble, ble, ble, a tu prosze, zgadnij kto sie odezwal? Rozmawialismy 2 dni przez internet, a po spotkaniu juz nie moglismy sie rozstac:)
    Urodziny John ma 9tego kwietnia, a ja 10go i jest miedzy nami ok. 18 h roznicy, wiec wiem co znaczy swietowanie kilka dni:) Niedlugo juz, niedlugo:)))) i pewnie bedzie candy, candy:)

    Tyle ja o mnie, rozpisalam sie:)
    ... ale moze, moze wypowiemy bardzo podobna urodzinowe zyczenie i sie spelni? ;)
    Poprosze wiecej takich slodkich zdjec:) Gratuluje i zycze duzo, duzo, duzo zdrowka:)

    P.S.
    Nigdzie jeszcze nie pisalam jak sie poznalismy, hmmmm, musze z Toba uwazac, bo tez czasem duuuzo gadam;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bea, dziękuję! I za myśli dziękuję również, rety, to takie miłe! Do usłyszenia :)

    Monika, bardzo się cieszę, że do mnie zaglądasz i że dobrze Ci się czyta to, co piszę! Twoja kotka no po prostu musiała przeczuwać, że Ty akurat o do niej podobnej futrzance czytasz. A że jednak kuchnię wybrała to się w wypadku kota rozumie samo przez się :)
    To Johna swojego poznałaś w Nowy Rok? Tak symbolicznie wręcz, jeden rozdział Twojego życia się zamknął, drugi - otworzył, a wszystko jak nic na granicy starego roku i nowego. I urodziny macie jedno obok drugiego, to taki miły splot okoliczności, prawda? A życzenie wypowiedzcie! W końcu nawet w badaniach nad językiem przyjmuje się, że słowa mogą mieć funkcję... magiczną. Nam coś z tej magii przypadło w udziale - kolej na Was. A ja trzymam kciuki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zazdroszcze Wam tej chwili ale to taka radosna zazdrość nie ludzka, a anielska.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż