Nie ma jak u mamy

Moje drogie, od tygodnia jestem w Polsce - i jeszcze dwa tygodnie przede mną! Przyleciałam w ubiegłą środę wieczorem, krótko zanim zaczęły się problemy z wulkanicznym pyłem. Miałam wielkie szczęście!
Leciałam tym razem sama, bo mąż oszczędza urlop na jesień, na narodziny naszej kaczuszki. Nie lubię wyjeżdżać bez tego męża mojego, ale co było robić... Pani ginekolog oceniła, że nie ma w moim przypadku żadnych przeciwwskazań do lotu, ja sama czułam się dobrze, więc wyruszyłam z maleństwem w brzuchu na jego dziewiczy transatlantycki lot:) I wiecie co? Mdłości w samolocie nie miałam wcale i w ogóle lot zniosłam lepiej niż zazwyczaj. Jest to może zasługa prowiantu, jaki sobie przygotowałam, spożywałam własne kanapeczki, winogrona, jabłuszka, banany, mając pod głową własną mięciutką poduszkę, nigdy dotąd nie zaprzątałam sobie głowy takimi udogodnieniami podróży. Może to też być zasługa tego, że wypiłam podczas tych wielu godzin w powietrzu niebotyczne ilości wody, może tego, że "przepisowo" chodziłam w kółko co 2 godziny, a może tego, że miałam pod spodniami wybitnie twarzowe rajstopki ciążowe poprawiające krążenie. A może wreszcie i tego, że, jak stwierdził mój tata, we dwójkę zawsze podróżuje się raźniej, a moja mała osóbka stale jest ze mną :) Tak czy inaczej, szczęśliwie zaleciałam na miejsce, gdzie zostałam po raz pierwszy przytulona przez rodziców i brata jako przyszła mama - i gdzie w trybie pilnym zostałam nakarmiona maminym rosołkiem i rogalikami.
I tak wygrzewam się od tygodnia w rodzinnym ciepełku, jem sobie obiadki, które gotuje mi mama, śpię w łóżku, które ścieli mi tata, wczasy, miłe moje, wczasy po prostu! Przytulam się do mamy i jesteśmy wtedy jak takie lalki matrioszki, mama jako zewnętrzna matrioszka, potem ja, a w środku mnie nasza matrioszka najmniejsza :)
I tylu bliskich, z którymi można dzielić się swoim szczęściem, i rodzinne dzieci, które mnie głaszczą po brzuchu i czekają na "dzidźkę", i mój siedemnastoletni brat, dla którego moja ciąża jest obecnie tematem numer jeden :) Bardzo się cieszę tym przyjazdem, tym całym dobrem wokół.
Wczoraj byłam u ginekologa tu na miejscu, żeby sprawdzić, czy wszystko po podróży aby na pewno jest dobrze, no i jest. Zobaczyłyśmy sobie z mamą maleństwo na USG i ono tak urosło od tego pierwszego USG, na jakim byliśmy z mężem. Ma takie prawdziwe rączki już i nóżki, i paluszki, i takie jest ruchliwe bardzo! My z mamą możemy przysiąc, a i lekarz się z nami zgodził - wczoraj moje dziecko w brzuchu tańczyło :)
Mama zadzwoniła przed chwilą z pracy, że sobie o mnie myśli, i że weźmie pół dnia urlopu, pójdziemy do naszej pani kosmetyczki i do kawiarni na ciastka :) A ja akurat myślałam o tym samym... Ot, taka nasza nieodcięta pępowina...
A na zdjęciu - skarpetki dla maleństwa, z którymi rodzice przyjechali na lotnisko. Zrobiłam im szybkie zdjęcie na kanapie - tej co to tata ją rozkłada dla mnie do spania :) Pozdrawiam Was gorąco z tego mojego uzdrowiska! M.
Marchwio Kochana no po prostu nie wierzę żeś Ty po tej stronie globu!!! Ja od tygodnia a nawet i dłużej myślę, kiedy Ty się ze wszystkimi TĄ radością namacalnie podzielisz ... heh.
OdpowiedzUsuńW takim razie odbierz @ natychmiast!!!
Ściskam :)
Oj taaaak, wiem coś o tym, nie ma to jak ukochani rodziciele!
OdpowiedzUsuńŻyczę wszystkiego dobrego, a przede wszystkim zdrowia i sił w ciąży, i szczęśliwego rozwiązania.
pozdrawiam
Witamy po naszej stronie świata :)
OdpowiedzUsuńKomentarz taty mnie rozbawił :)
Korzystaj z wczasów, rosołków i innych serwowanych przez rodzinkę przyjemności.
Pozdrawiam
Fajnie to ujelas, trzy matrioszki;)...
OdpowiedzUsuńKorzystaj ile sie da z domowego ciepelka rodzinnego domu:).
Pozdrowienia!
o rany, jak ja to przeoczyłam???? dlaczego mi umknęły Twoje posty i nic nie wiedziałam???
OdpowiedzUsuńKochana - bardzo spóźnione - ale przyjmij moje gratulacje!!!! Ale super, ciesze się i ja Twoją (Waszą :) radością!!!! Fantastycznie :))
Korzystaj z tych cudownych chwil :) Hihi, to troszeczkę takie ostatnie chwile dzieciństwa dla Ciebie, prawda?
A wiesz co, mam w związku z tym do Ciebie pytanie... bo pisałaś kiedyś o swoich oczach - no i że nosić ci nie wolno itd; wiesz ja miałam kiedyś zabieg i teraz... hmm, no martwię się samym porodem, ze może się znowu popsuć mi wzrok od tego - jak to jest u Ciebie? co o tym wszystkim myślisz?
Nawet nie wiesz jak sie z Toba ciesze takimi wczasami u Rodzicow. Ja taki 2 tygodniowy wypad w ciazy mialam na przelomie 6 i 7 mies - wszystko bylo super, tylko juz powrotny lot dal mi sie we znaki. Mimo to jednak nie zaluje:)
OdpowiedzUsuńOdpoczywaj i laduj baterie! Pozdrawiam!
Nie ma jak u mamy cichy kąt, ciepły piec...
OdpowiedzUsuńWspaniale jest u mamy!
OdpowiedzUsuńOdpoczywaj , dobrze sie odżywiaj
I ciesz się ,usmiechaj- bo dobre samopoczucie jest najważniejsze
Aż się wzruszyłam jak przeczytałam Twój wpisik, jest taki słodki:)
OdpowiedzUsuńKochana,tak właśnie myślałam o Tobie,że udało Ci się przylecieć przed zanim te wszystkie wstrętne pyły sparaliżowały podniebne podróże.
OdpowiedzUsuńJa lecę do Polski w środę,mam nadzieję,że polecę i nic nie stanie na przeszkodzie.
Czytając Twojego posta buźka mi się uśmiecha :)Jest taki pozytywny,dużo w nim miłość i radości.
Korzystaj jak najmocniej z tych chwil spędzonych z najbliższymi.
Buziak ogromne ślę.
p.s.buciki dla maleństwa przesłodkie.
Dziewczyny, wszystkie Was razem i każdą z osobna ściskam wirtualnie i ślę Wam buziaki - oj, jak to miło, jak miło, że jesteście!
OdpowiedzUsuń13ka, na maila odpisałam i już się na niespodziankę cieszy cała moja marchwiowatość! Tak to trafnie ujęłaś, po to właśnie przyleciałam, żeby się tą moją radością podzielić namacalnie :)
Stula, bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś i dziękuję za życzenia! A rodzice to rzeczywiście skarb najprawdziwszy, jak oni to robią, że tak zawsze, cicho, po prostu są... :)
Kasia, lecąc do Polski tak właśnie sobie myślałam, że wiele z Was tu na miejscu jest, i że wkrótce poczuję na własnej skórze to, o czym mowa na tylu blogach: tę wiosnę-nie-wiosnę, to ocieplenie, co to, uparte, nie chce przyjść! Jestem i czuję, wczoraj nawet grad na swoim pustym łbie uczułam :) A tata mówi mało, ale jak coś powie, to przysłowiowe kilo waży!
Lena, wlewam właśnie w duszę trochę tego ciepła, głaszcząc lewą ręką swojego kota panieńskiego pod szyją :) Białe w tym miejscu futro tak się rozchodzi, że wygląda jak mięsko pieczonego pstrąga, a sam kot się uśmiecha, czyli korzyść jest obopólna :)
Ushii, odpisze w kolejnym komentarzem pod spodem, bo chyba za długi tekst mi wyszedł, blogger się buntuje :)
Ola, fajnie, że też się wtedy zdecydowałaś na ten wypad do rodziców w ciąży, bo na pewno masz z tego czasu piękne wspomnienia :) A i ja teraz odpoczywam sobie na takich wczasach aż miło!
Barbaratoja, kto nie wierzy - robi błąd :)
Fuerto, dobre odżywianie mam tu jak w banku, mama cały czas coś dla mnie pichci :) A uśmiech wypływa na twarz już na sam widok tych jej kulinarnych majstersztyków!
Kasmatka, dziękuję! Witam Ciebie i bardzo się cieszę, że wpadłaś i zostawiłaś po sobie ślad :)
Paula, no właśnie udało mi się umknąć przed tym pyłowym koszmarem! Mam nadzieję, że uda Ci się w środę przylecieć, z tego, co słychać w prognozach, powinno być dobrze, a ja trzymam kciuki! Już wkrótce i Ty będziesz w swoim Wrocławiu, pobędziesz z bliskimi, pospacerujesz po znajomych miejscach, cudowne chwile przed Tobą! Buziaki od nas - dla Was :)
Ushii, dziękuję serdecznie! Czasu zawsze mało, a posty tak mają, że czasem umykają, ale to nic nie szkodzi przecież! Dziękuję Ci raz jeszcze, bardzo mi miło przeczytać Twój komentarz :)
OdpowiedzUsuńTo prawda, to troszkę jak ostatnie chwile dzieciństwa. O tym dzieciństwie - i własnym dziecięctwie - często myślę. Wiesz, ja czasem mam wrażenie, że my z mężem jesteśmy jak dzieci, co to będą mieć dzieci, i niczego tu nie zmienia fakt, że mamy odpowiednio 28 i 32 lata :) Kupiliśmy naszemu dziecku książeczki z bajkami i... czytamy je sobie nawzajem!
Na Twoje pytanie odnośnie oczu chętnie odpowiem, jak tylko umiem. Nie wiem, jak jest w przypadku innych schorzeń oczu (albo czy mowa na przykład o zabiegu korygującym wadę wzroku?), trzeba by się dowiedzieć, ale opowiem Ci, jak to jest z chorymi siatkówkami. W moim przypadku nie ma większego niż dotychczas zagrożenia pogorszenia wzroku ani w ciąży, ani podczas porodu. To, co mogłoby się zdarzyć podczas porodu, to odklejenie siatkówek (z powodu wielkiego wysiłku), co prowadziłoby do całkowitej utraty wzroku. Żeby tego uniknąć, urodzę przez planowane cesarskie cięcie, do dwóch tygodni przed terminem. W styczniu, zanim zaszłam w ciążę, dostałam akurat na przyszłość dokument od mojego lekarza okulisty, w którym napisał tak:
1. Wysoka krótkowzroczność obu oczu (mam -8)
2. Zwyrodnienie siatkówki obwodowej obu oczu - postępujące
3. Stan po laserowym zabezpieczeniu siatkówki obwodowej obu oczu
Wskazany poród drogą cięcia cesarskiego.
Pytałam ginekologa tu w Polsce i ten dokument wystarczyłby do tego, żeby zrobić cesarkę, nie musiałabym donosić niczego innego (a u ginekologa w Stanach to w ogóle uwierzono mi na słowo, bo nie miałam na wizycie tego dokumentu, i zakwalifikowano mnie do cesarki). Z tym wzrokiem to jest jeszcze jedna sprawa: kiedy miałam laser w styczniu, lekarz powiedział mi, że jeśli planujemy z mężem dziecko to teraz, "póki siatkówka jest w miarę stabilna". Całe szczęście i tak już dziecko planowaliśmy, a ja już od października łykałam kwas foliowy, bo inaczej bym pewnie z trwogi z krzesła spadła... A siatkówka "w miarę stabilna" potrzebna jest pewnie również do samego noszenia ciąży, bo to przecież niemała dodatkowa waga. Mam nadzieję, że jakoś bardzo dużo w tym czasie nie przytyję, właśnie ze względu na te siatkówki, no a jeżeli mocno przytyję to będę pod koniec głównie leżeć - bo, jak mówiła moja babcia, "to się wszystko da" :) W każdym razie nigdy nie odradzano mi ciąży z powodu moich oczu kaprawych, tylko ten poród siłami natury wykluczono już z 10 lat temu. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam!
dziękuję Kochana, pomogłas :)
OdpowiedzUsuńWiesz ja miałam korekcję wady i po kontrolach mówili mi ze to się dopierow ciąży okaże czy bedę mogła naturalnie, czy cesarką - no cóż pożyjemy zobaczymy, na razie dzidzia dopiero w planach :) Ale trochę się obawiam własnie o to, no i o to czy mi sie wzrok własnie od tego całego wysiłku nie posypie - taka jestem szczęśliwa, że nareszcie dobrze widzę, no ale przecież z tego powodu nie zrezygnuję z bycia mamą :) jakoś człowiekowi raźniej, ja o tym z kimś, kto go zrozumie, pogada :)
ale mnie ta Wasza dzidzia ucieszyła... a z tymi bajkami to całkowicie prawidłowo, ja tez tak mam :) a najlepszy rodzic to taki co nie zapomniał jak to jest być dzieckiem :)
ej, a to Ty z 13ką macie ze sobą cosik wspólnego?? Bo mnie zaintrygowały te wasze wpisy :))
Ściskam Cię ( ale nie za mocno :), pogłaszcz brzuszek ode mnie :))
Ula, jak zajdziesz w ciążę to zasięgnij opinii kilku okulistów, nie poprzestań na jednym, który stwierdzi, że możesz rodzić naturalnie. A już na pewno nie słuchaj w tej kwestii porad ginekologa... Oni się na tym nie mogą znać i nie znają, a często wydaje im się niestety, że jest inaczej :( O kilku takich ich nietrafionych "diagnozach" opowiadał mi mój pan laserowiec. Jeśli kilku okulistów stwierdzi, że wszystko jest w porządku, to dobrze, będziesz miała spokój w sercu i pewność słuszności porodu naturalnego. Jeśli natomiast ich zdania będą choćby podzielone, wtedy dostaniesz od okulisty stosowny dokument i będziesz mogła pomyśleć o cesarce. Tak jak piszesz, w Twoim przypadku to się dopiero okaże, kiedy będziesz w ciąży, i jest Ci z tym pewnie trudno, bo człowiek lubi pewne rzeczy wiedzieć z góry, gdy może się do konkretnego scenariusza przygotować. Jakimś pocieszeniem jest to, że ciąża nie trwa krótko i do pewnych spraw jest czas przygotować się w trakcie jej trwania - i to, że jeśli tylko pojawi się jakieś zagrożenie dla wzroku, zostanie Ci zaproponowana cesarka, a to dla wzroku jest bezpieczne wyjście (wiadomo, omija się wysiłek i ciśnienie naturalnego porodu).
OdpowiedzUsuńBrzuszek został właśnie oficjalnie od Ciebie pogłaskany, ściskamy Cię wraz z krasnalkiem :)
P.S. A 13ka pytała mnie o adres, bo wysyła dla mnie niespodziankę, jupijajej! :)
aaa, rozumiem, pomyślałam sobie, ze może kolejne krewniaczki :)
OdpowiedzUsuńmasz rację, na pewno tak właśnie będę robić... ja po prostu mam juz tak mocno zachwianą wiarę w lekarzy, że boje się wszystkiego na wyrost :)
Buźka!
Wypoczywaj kochana. U rodziców zawsze najlepiej :)
OdpowiedzUsuń