Jedyny taki motyl



Kiedy to się stało, szłam na zakupy, okrężną drogą, zieloną alejką. W aranżacji, której sama lepiej bym nie wymyśliła, w majowym słońcu, wśród śpiewu ptaków, poczułam coś, czego nie czułam nigdy przedtem. Delikatne zafalowanie, otarcie motyla; przelotne, minęło tak szybko jak się pojawiło. Przystanęłam i wpatrzyłam się w swój rosnący brzuch, na nowo odkrywając jego obecność. Myśl o tym, że właśnie po raz pierwszy poczułam swoje dziecko, była jak błyskawica, mimo że się tego jeszcze zupełnie nie spodziewałam - był dopiero początek 17-tego tygodnia, a to moja pierwsza ciąża.

Zaczęłam iść dalej, motylek pojawił się znowu. Przystanęłam, zniknął. I tak jeszcze raz. Niewypowiedzianie piękne uczucie. Dokładnie tydzień temu, 26 maja, w Dzień Matki. Laurka od mojego maleńkiego, ukrytego pod siedmioma skórami dziecka :)

Od tego czasu muśnięcia mojego motylka przybrały nieco na sile, są dłuższe i częstsze. Muśnięcia motyla, określenie tyle poetycznie wybujałe, co wyjątkowo trafne. I jeszcze odczuwam to tak, jakby ktoś łaskotał mnie od środka. Czekam na te chwile codziennie z wieeelką niecierpliwością!

W poniedziałek mój małżonek miał dzień wolny, pojechaliśmy więc sobie z kanapkami na przejażdżkę nad ocean (do oceanu mamy całkiem blisko, dobre pół godziny jazdy samochodem). Nasza sroczka przebudziła się w trasie na moment, ale już od 13ej aż do następnego, wczorajszego ranka nie czułam jej nic a nic. Ja wiem, że na tym etapie ruchy są jeszcze bardzo nieregularne, ale co ja na to poradzę, że czekałam jak pies. Ojciec dziecka przemawiał do niego zachęcająco, ja spożyłam pączka (pierwszego od pamiętnych pierwszych tygodni ciąży) w celu łagodnego pobudzenia glukozowego, nic. W południe w akcie desperacji przemówiłam dziecku do sumienia, że dręczy matkę brakiem komunikacji, co wyraźnie wzięło sobie do serca, bo jak mnie zaczęło łaskotać tak z przerwami łaskotało zapamiętale aż do 20ej. I dziś już znowu łaskocze od rana aż miło, teraz też, kiedy Wam o tym piszę. A ja się cieszę jak gwizdek, wiem, że już wkrótce poobijane będę miała żebra i wątrobę, ale ja przyjmę z radością każde dobrodziejstwo inwentarza. To w końcu jedyny sposób, żeby mój kangurek przesłał mi SMSa, że u niego wszystko dobrze!



Posta ilustruję zdjęciami znad oceanu, nie z ostatniej, poniedziałkowej wyprawy, ale z analogicznej wcześniejszej :) Te melancholijne, puste plaże, te wielkie przestrzenie, ten bezkres nieba i szum oceanu. Można tam siedzieć sobie z brzuszkowym pakunkiem i jeść jabłko, gapiąc się w wielki błękit - co też uczyniłam.

A teraz już macham do Was ręką, dziewczyny, macha do Was również kaczątko swoją motylą nóżką :) Do usłyszenia! M.

Komentarze

  1. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta.
    Motylek w brzuchu to coś wspaniałego-mimo trzech ciąż, zawsze jestem zaskoczona i wzruszona- zazdroszczę Ci tego uczucia ;)
    Buziaki Mamo Motylka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh to najcudowniejsze uczucie na świecie, ja również jak Kasia zazdroszczę Ci tego. Ja pierwsze ruchy poczułam w 20 tygodniu były silne i zdecydowane. Czekałam wtedy na grillowane naleśniki z truskawkami (pisałam o tym na blogu przy okazji zabawy w 10 zdjęcie) ... jak się okazało młody też czekał ;)))

    ściskam Was i pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcheweczko,jak cudownie :D Nawet nie wiesz jak się cieszę Twoim szczęściem i po cichutku zazdroszczę,bo ruchy dziecka są czymś tak niesamowitym,że żadne słowa nie są w stanie ich opisać.Moja Lencia pierwszy raz poruszyła się pod koniec 5 miesiąca,siedziałam grzecznie na kanapie a ona postanowiła przywitać się ze mną :)Niesamowite uczucie.
    Kochana,nie martw się,czy dziecię twe będzie kopać w żeberka,wątrobę czy inne,moja mała oszczędziła mi tego,a nasłuchałam się od innych mam jak to boli itp.

    Zdjęcia oceanu bajeczne,mhm,wspaniałą zrobiliście sobie wycieczkę.

    Buziaki ślę ogromne a maluszka proszę pogłaskać od blogowej cioci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!Z przyjemnością przejrzałam twojego bloga. I cieszę się z Twoich odwiedzin u mnie. Na pewno będę często tu wpadać.Sama niedawno czekałam na pierwsze ruchy mojej Duśki, a teraz Ona śpi obok mnie... Będę Ci mocno kibicować i życzę samych pięknych chwil w ciąży. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie opisalas nam ten wyjatkowy moment w zyciu kobiety. Twoje slowa mnie wzruszyly i przywolaly moje wspomnienia:)
    Czas biegnie szybko i ten boks po watrobie jaki Cie czeka juz w kategoriach motylkowych rozpatrywany nie bedzie. Jednak za tym boksem tez sie teskni!
    Temat motyli u mnie tez na rzeczy, ale za sprawa prawdziwej hodowli motyli w przedszkolu mojego Synka. Kupilam dzieciom taki zestaw i z niecierpliwoscia czekamy na przeobrazenie gasieniczek w motyle. Na ile to mozliwe robie fotorelacje:)
    Milo mi ze sie zapisalas na mojego cukiereczka. Bede nalegac abys pokazala nam swojego biscorniaczka! Napewno nie jest z nim tak zle jak piszesz:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kasia, wierzę Ci, że każda ciąża to całkiem nowe wzruszenie, bo przecież w każdej ciązy jest w nas całkiem nowy człowiek, całkiem odrębny, a niezbędnie potrzebny naszej rodzinnej układance :) Buziaki!

    13ka, no i jak tu się chłopcu dziwić, że tak go wzruszyła myśl o zbliżających się do niego naleśnikach z truskawkami - musiał zaznaczyć swoją obecność i tyle :) Ostatnio zajrzałam do skrzynki i zobaczyłam maila od Ciebie (ech, lepiej późno niż wcale...) - bardzo zmyślnie Twój syn wymyślił to dzieciątko w króliczych ramionach! Pięknie mu za to dziękuję :)

    Paula, ruchy dziecka to rzeczywiście jedno z najbardziej niesamowitych uczuć! I od kiedy to dziecko się w nas poruszy - kiedy się z nami przywita, jak Lenka z Tobą - to człowiek ma wrażenie, że już nigdy nie jest sam.
    Moje maleństwo poczułam pod koniec czwartego miesiąca, bardzo mnie zaskoczyło to, że tak szybko - moja mama nie była zaskoczona, bo tak samo wcześnie poczuła mnie :) I wątróbki też tak jak Ty nie miała rozkopanej, więc może i moja ostanie się w jednym kawałku :)
    Maleństwo zostało właśnie pogłaskane, teraz chyba odpoczywa, bo cichutko jest. Ja mam nadzieję, że doleciałyście szczęśliwie na wyspę. Buziaki!

    Mia, bardzo mi miło, że do mnie zajrzałaś! Zapraszam serdecznie! Ja odkryłam Twojego bloga pod Twoją nieobecność i bardzo mi się tam u Ciebie spodobało, tak się cieszę, że wróciłaś :) Pod koniec października będę mieć obok siebie swoje maleństwo tak jak Ty masz swoją córeczkę, aż dech człowiekowi zapiera, kiedy pomyśli, że zdarzy się tak wielki cud. Uściski!


    Ola, czas rzeczywiście mknie jak szalony, Ty na pewno pamiętasz ruchy synka jakby to było wczoraj, a dziś on hoduje w przedszkolu motyle :) A na fotorelację czekam, bo ja jestem miłośniczką motyli i koło żadnego nie przejdę obojętnie, uwielbiam na nie patrzeć. Mój biscorniaczek wyhaftowany jest solidnie, tylko to łączenie tak strasznie mi wychodzi, kiedy łączę to kanwa mi się snuje w rogach, a mam dobrą kanwę :( Nie mam pojęcia, jak Ty to robisz? Ciepłe pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Marchewko postaram sie przy nastepnym biscorniaku zrobic zdjecia i opisy. Mam juz przygotowane 2 hafciki. Jesli mini kurs nie pomoze, trzeba bedzie zadzialac bardziej radykalnie!;) Przeciez nie moze byc tak zeby Marchewka nie posiadala biscorniaczka! (jaki jest Twoj ulubiony kolor?)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ola, to ja czekam na mini kurs, te Twoje biscorniaczki zawsze są tak starannie wykończone! Ja w haftach lubię wszystkie delikatne kolory, jeszcze nie było takiego biscorniaczka Twojej roboty, który by mnie nie zachwycił. Ściskam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ się wzruszyłam...bardzo, ale to bardzo ciepło Cie pozdrawiam...i w ogóle dbajcie o siebie - Ty, i wasza kruszynka:):):) I pogilaj brzuszek od ciotki z lasu:)
    A tej cudnej lazurowej wody, po prostu Wam tak pozytywnie zazdraszczam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Asia, ślicznie dziękujemy za pozdrowienia, dzieciątko zostało pogilane! Ślę Ci uściski, pozdrów ode mnie polskie lasy - powiedz im, że tęsknię :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz