"Więc to ona, ta jedyna, co go sobie nie wybrała gotowego, zupełnego."



Część niedziel lubimy z mężem spędzać na zielonej trawce. Mamy taką niedaleko od domu, można dojść spacerkiem w 20 minut, jest trawa, są kwiaty, drzewa, jest woda i deptak. Lubimy leżeć sobie na kocu w cieniu wierzby, czytać, mąż czasem zasypia, patrzę sobie, jak wierzbowe cienie migają mu po twarzy :) I jest pięknie, zwyczajnie i po prostu! Nigdzie się człowiek nie spieszy, niczego nie musi załatwiać, o niczym myśleć, wyjmie sobie człowiek z torby brzoskwinię i ją sobie człowiek zje :) Można leżeć do góry brzuchem (a raczej, ostatnio - na boczku) i po raz dziesiąty czytać tę samą książkę pani Musierowicz. I po raz dziesiąty śmiać się jak głupek, czytając ten sam fragment :)

Załączam dziś zdjęcie własnej persony z wczorajszego, niedzielnego wypadu. Niech blogowe ciocie wiedzą, jaki brzuszek pozdrawiają! Oto i on, w całej okazałości! Synek bardzo był akurat ruchliwy, tez tak chyba lubi sobie pobyć na powietrzu, a ja robiłam dla niego na szydełku kocyk.

Wiecie, myślę sobie ostatnio o tych wszystkich książkach, wierszach, które znam, a które mówią o więzi syna z matką. Pierwsze przychodzi mi do głowy "Spotkanie z matką" Gałczyńskiego, a zaraz potem - "Urodzony" Szymborskiej. Jeśli "Urodzonego" nie znacie, oto i on:

Więc to jest jego matka.
Ta mała kobieta.
Szarooka sprawczyni.

Łódka, w której przed laty
przypłynął do brzegu.

To z niej się wydobywał
na świat,
na niewieczność.

Rodzicielka mężczyzny,
z którym skaczę przez ogień.

Więc to ona, ta jedyna,
co go sobie nie wybrała
gotowego, zupełnego.

Sama go pochwyciła
w znajomą mi skórę,
przywiązała do kości
ukrytych przede mną.

Sama mu wypatrzyła
jego szare oczy,
jakimi spojrzał na mnie.

Więc to ona, alfa jego.
Dlaczego mi ją pokazał.

Urodzony.
Więc jednak i on urodzony.
Urodzony jak wszyscy.
Jak ja, która umrę.

Syn prawdziwej kobiety.
Przybysz z głębin ciała.
Wędrowiec do omegi.

Narażony
na nieobecność swoją
zewsząd,
w każdej chwili.

A jego głowa
to jest głowa w mur
ustępliwy do czasu.

A jego ruchy
to są uchylenia
od powszechnego wyroku.

Zrozumiałam,
że uszedł już połowę drogi.

Ale mi tego nie powiedział,
nie.

- To moja matka -
powiedział mi tylko.


O niezwykłości bycia łódką, w której wkrótce ktoś przypłynie do brzegu, myślę każdego dnia. I myślę o kobietach, które pragną tego doświadczyć, a nie doświadczają. Tak jak wcześniej myślałam o kobietach, które pragną dzielić z kimś swoje życie, a nie dzielą. Wiem, że to szczęście, którego doświadczam, to wielki, wielki skarb - niczym nie zasłużony, ot, po prostu, przypadł mi w udziale. Na naszym ślubie sami ułożyliśmy słowa modlitwy powszechnej, czytało je moje kuzynostwo. I jeden jej fragment był w intencji tych, którzy nie odnaleźli jeszcze swojej miłości. Nasi przyjaciele, w głębi kościoła, wiedzieli, że o nich mowa, staliśmy odwróceni do nich plecami, ale pamiętaliśmy przecież, że oni tam są, wyobrażaliśmy sobie, co czują.

I wiecie co? Dziś nie mamy już niczego, czego i oni nie mają :)

I choć teraz stoję odwrócona plecami do tych dziewczyn, które pragną mieć pod sercem dziecko - to wiem, że jesteście, i mam ogromną nadzieję, że wkrótce będziecie mieć wszystko to, co ja mam - a może i więcej, a może i piękniej?

A teraz już wszystkie dziewczyny, które do mnie zaglądają, z całego serca pozdrawiam! Dziękuję, że czytacie, że piszecie. Macham do Was z zielonej trawki wraz z synkiem! M.

Komentarze

  1. Kochana moja,Twoje słowa,tak pięknie ujmujesz w zdania.Czytam i z podziwu wyjść nie mogę,jaka z Ciebie jest ciepła osoba.
    Dzielisz się szczęściem,dajesz go innym,pomimo tych odwróconych pleców...

    Niestety,mój komputer tak ma,że czasami nie wyświetlają mi się zdjęcia w postach :(
    Tak jest i teraz.
    Ale wyobrażam sobie Ciebie szczęśliwą z pięknym okrąglutkim brzuszkiem,i powiem,że tak jest nawet ciekawiej.

    Buziaki słodkie jak truskawki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze gdy czytam Twoje wpisy, to się rozczulam :)

    Pięknie piszesz, pięknie wyglądasz i zacytowałaś piękny wiersz :)

    Pozdrawiam serdecznie i odmachuję Wam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie Napisałaś.
    Brzuszek śliczny.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Marchwio jeszcze kilka wypadów i kocyk będzie gotowy!!! Już pisałam wielokrotnie że lubię do Ciebie wpadać bo tak mi u Ciebie i maminie i siostrzanie i jednocześnie przyjaciółkowo

    powracam tu jak bumerang

    trzymajcie się ciepło
    pozdrawiam

    ps
    i pojąć nie mogę dlaczego właśnie kołacze mi się po głowie:
    " i tylko mi Ciebie brak w tym więźniu
    i tylko mi Ciebie brak ..."

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie zdjęcie. Piękna Ty. Piękny brzuszek. Wzruszyłam się zdjęciem i tekstem... Wszystkiego dobrego. Weronika

    OdpowiedzUsuń
  6. Az sie poplakalam... mam nadzieje, ze i nam sie uda, ale po wizycie w Polsce mamy bardzo male szanse.
    I jak juz znajda sie te dwie szczegolne osoby, czy musza sie opuscic w poszukiwaniu innej by z nia miec dzieci?
    Tak moglabym dokonczyc Twoj post.
    I jeszcze mnie przerazilas. John mial straszny sen, w nim bylam ja w malenkiej lodce...dziwne to wszystko co wymysli glowa.

    Zycze Tobie radosci i szczescia na zawsze! I jeszcze dziewczynki jesli macie w planach drugie dziecko:) Dbaj o siebie szczegolnie!!!
    I pokaz nam gotowy kocyk:)
    Buziaki i glaski:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepieknie napisalas... Sliczne zdjecie. Zapraszam do mnie po....?

    OdpowiedzUsuń
  8. Uczta dla duszy. Delektuje sie dzis Twoim postem przy kawie i ciasteczku. Nie sposob odwiedzic Twojego bloga i nie "zwolnic" gonitwy dnia codziennego... Dziekuje Ci za to:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Paula, dziękuję, tak mi miło! Szkoda, że zdjęcie się nie wyświetla, pomyślałam, że mogłabym wysłałać je do Ciebie mailem - nie wiem tylko, jaki stosunek do zdjęć w mailu ma Twój komputer, komputery to kapryśne bestie :) Buziaki!

    Kasia, dziękuję, a wiersz dotyczy Ciebie po trzykroć! W Tobie przypłynęły do brzegu aż trzy chłopięce łódki :)

    Fuerto, dziękujemy wraz z brzuszkiem i pięknie Ciebie pozdrawiamy :)

    13ka, a ja tak się cieszę, że wracasz, i cieszę się też bardzo z tego z mamino-siostrzano-przyjaciółkowego poczucia :) Kocykowi rzeczywiście już dużo nie zostało, zwłaszcza, że właściciel będzie początkowo małych gabarytów!
    P.S. "I tylko mi Ciebie brak w tym więźniu", piosnka po marchwiowemu przewrotna, ze Stefanem jak z wisienką na torcie! :D

    Weronika, bardzo, bardzo dziękuję! Ciepło Ciebie pozdrawiam :)

    Monika, słowa to tylko słowa, ale naprawdę jest mi tak przykro... Wiesz, ja przeżyłam kiedyś coś takiego, o czym zamilkłam na zawsze, ale wiem jedno: nie można się poddawać, nie można odpuszczać, i nigdy - nigdy! - nie można mówić "nigdy"... Jeśli nie walczymy to nie mamy szansy wygrać, trzeba zrobić wszystko, zupełnie wszystko co w naszej mocy. Życzę Ci dużo siły i mocno Ciebie ściskam.

    Violcio, dziękuję serdecznie, właśnie się do Ciebie wybrałam :)

    Ola, a ja dziękuję Ci za tak miłe słowa! I nie ma rady, i ja muszę teraz pójść do kuchni po ciasteczko, i kawę - Inkę, prosto z Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisane i kocyk śliczny:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie przeżywasz ciążę. Tak głęboko, swiadomie. Będziesz wspaniałą mamą :)Super, że robisz kocyk. To piękna pamiątka. Ja mam taki zrobiony przez moją Babcię. I moja Maleńka też dostała od niej własnoręcznie zrobiony kocyk. Historia zatoczyła koło :)
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mia, dziękuję, naprawdę! Nie chciałabym ciąży i macierzyństwa, że tak powiem, przegapić - na pewno wiesz, o czym mówię, bo tak samo cieszysz się swoją córeczką. Trzeba przystawać co kilka kroków, pomyśleć, cieszyć się każdą chwilą, bo te chwile są tylko teraz!
    Jak to dobrze mieć babcię, która zrobiła kocyk dla Ciebie, a później dla Twojego dziecka!... Ja tego szczęścia nie miałam, ale kto wie, może z kolei ja kiedyś - kiedyś - zrobię kocyk dla dziecka mojego synka? :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  13. Marchewko bardzo sie ciesze z Waszego szczescia ! Zycze duuuzo zdrowka no i lekkiego porodu :) aaa no i ciesz sie wolnoscia poki mozesz , mi na dzien dzisiejszy jedna reka (wolna ) sie ostala a glowe potrafie dwa dni myc , straszna bekse i cyckoluba mam hihihihi
    P.S.
    Czytalam poprzedni post , swietne fotki :) Wychodzi , ze nasi chlopce , mozna powiedziec , ze sasiedzi po polowie : Twoj w polowie Hindus , moj w polowie z sasiedniego kraju , tego kawalka co sie czas jakis temu od Indii oderwal ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bernadetta, dziękuję za życzenia i za rewizytę! :
    ) Hehe, piękny ten Twój opis z jedną wolną ręką, co to Ci się ostała! Uściski dla Twojego małego przystojniaczka ślę ja oraz jego sąsiad, co to się właśnie gimnastykuje w brzuszku :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam przed chwilą te piękne słowa - o kobietach, które nie są mamami. Jestem taką kobietą, wiem, że to stary wpis, ale dla mnie jest nowy i wzruszył mnie. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  16. Droga autorko ostatniego komentarza,
    dziś właśnie nauczyłam się, jak odnaleźć ostatnie komentarze, niezależnie od tego, pod którym znalazły się postem. Cieszę się, że się tego nauczyłam i przeczytałam Twoje słowa.
    I ja Tobie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż