Od środka!

Nie pisałam od tak dawna, że nie wiem całkiem, od czego zacząć! Zacznę zatem od środka, bo dziecko drzemie i kto wie, jak długo jeszcze będzie drzemało, to chociaż o środku opowiem trochę :)
Jesteśmy już w Stanach. Syn rośnie jak szalony! Stale się zmienia, coraz więcej potrafi. Jeszcze przedwczoraj łapał zabawki tak ledwo, ledwo, a dziś już w swoim małpim gaju (zwanym w porządniejszych domach matą edukacyjną) złapał papugę i ani myślał puścić! Aby czasu cennego nie tracić, nogą przy tym trącał słonika (nogi to w ogóle ma silne od zawsze, już od tych kopniaczków w brzuchu tak wczesnych i gęsto rozdawanych - tak sobie je wyćwiczył onegdaj, że dziś wypoczywa, śpiąc z nogami w górze!).
Najmilszą jak dotąd zmianą były, oczywista rzecz, świadome uśmiechy. Moje ulubione chwile w ciągu dnia (i nocy): gdy podchodzę do Willątkowego łóżeczka, a syn na mój widok rozpływa się w wiernym, bezzębnym uśmiechu. O, na przykład takim:

Drugą zmianą były postępy w komunikacji :) Dobrze jest opowiadać o świecie, o życiu, takiemu synowi, co to spojrzy człowiekowi głęboko w oczy i skwituje wszystko rozumnym, oddanym "a-gu".

Miałam rację, zaczynając od środka - syn się obudził! Gram na czas, zabawiając go jedną ręką balonem na hel, który przynieśliśmy do domu z pierwszych urodzin Williamowej koleżanki. Balon (z Kubusiem Puchatkiem i całą resztą) nie ma konkurencji! Leżymy sobie czasem w ciągu dnia na podłodze i patrzymy z równej perspektywy na balon, którym matka, jako ten wiatr, powiewa fantazyjnie to tu, to tam.
A dziś - proszę, proszę - bursztynek mój złapał balonikową wstążeczkę, i od teraz, kto by pomyślał, sam jest sobie wiatrem! (i sterem, i okrętem, hehe!).
I dobrze, że tak od środka zaczęłam, bo oto syn komunikuje, że - mimo wszystko - balonowe wędrówki po niebie nadal najlepiej ogląda się we dwójkę :)
Ściskamy Was drogie blogowe ciocie w tę rozpoczynającą się dla nas sobotę! M. i W.
hejka marchewkowa rodzinko:)
OdpowiedzUsuńcudny Wiliam :)
uwielbiam u dzieci te bezzębne uśmiechy - cudne są, a potem te oślinione bezzębne całusy :)
buziaki przesyłam
Rany Marchwio taki mały promyk, a tyle szczęścia ...cudny :).
OdpowiedzUsuńzazdroszczę i ściskam
13ka
Miłej zabawy;-)))
OdpowiedzUsuńUśmiech najcudowniejszy na świecie.
Sliczna słodka Marcheweczka, w sam raz do schrupania.uśmiech bossski.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam bardzo, bardzo gorąco
Bursztynek :) Pięknie do Niego pasuje :)
OdpowiedzUsuńTak, jeszcze Cię nie przegada, wytłumaczyć sobie da czasami, ucieszy się z maminego blablabla, Ale niech tylko ludzką mową zacznie władać w pełni ... Korzystaj, korzystaj z przewagi, póki możesz :) Pozdrawiam ze wschodniej strony świata:))
Ach jaki sliczny! Tak sobie o Was wlasnie niedawno myslalam, ze pewnie juz po tej stronie Atlantyku jestescie.Fajnie ze pokazalas na Waszego Bursztynka. Mam nadzieje ze pozwoli Mamie na czestsze relacje na blogu:)
OdpowiedzUsuńSciskam Was mocno i pozdrawiam!
Buziaki dla Ciebie i twojego Bursztynka :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, ze się odezwałaś. Synek coraz większy, to i czasu będziesz miała coraz więcej dla siebie :) Tzn. mam taką nadzieję, bo lubię czytać, co u Ciebie słychać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
Hej mARchewko, nosz przecie tosz to prawdziwy szok. Dlaczego nikt nie uprzedza, ze jest taki skok. Pomiedzy Harbo a mini człowiekiem. Obydwoje z Padre Kotem nas trzasneło. Choc jeszcze tak jakos nie wiem, jeszce tak jakos nie moge uwiezyc że to sie dzieje naprawde. po 10 latach.
OdpowiedzUsuńI matko jasna, ja nic nie wiem. Ja niew iem co kupic jak gdzie matko.
Buziole w noch i buziaczek dla przystojniaka-ach te jego usteczka fiu fiu.
na moim zegarze 24:27, mąż informatyk pracuje :( walentynkowy wieczór :) prawie 12 letnia Julka śpi jutro do szkoły, mały gangster półtararoczny zarządca - uf śpi a ja zauroczyłam się twoim blogiem - którego całego skonczyłam czytać przed chwilka :) ,,, będę zaglądać = pięknie piszesz - a bursztynek .... az serce ściska z radści jak się patrzy w te maleńkie kochane oczeta
OdpowiedzUsuńbuziaki królewiczowi śle ....
Kasia, no i na te właśnie oślinione bezzębne całusy czekam! Póki co syn jest tylko odbiorcą (radosnym) całusów moich :) Buziaczków 5 paczków, hehe :)
OdpowiedzUsuń13ka, nooo, w takim małym pakuneczku tyle radości :) Jeszcze raz wszystkiego naj!
Barbara, dzięki serdeczne! Ten uśmiech zagarnął moje serce, raz na zawsze :)
Fuerto, i my cieplutko pozdrawiamy - Marchew (powiedzmy) dojrzała i całkiem młody Marchewek!
Lewkonia, masz rację! Gadać będę zatem póki mam w nim takiego wiernego słuchacza, nagadam się choć za lata późniejsze, a cco :)
Ola, tak, już jesteśmy po tej samej stronie Wielkiej Wody. I ja ma nadzieję, że będzie mi się udawało wykroić troszkę czasu na bloga, bo blogowania, zapisu chwil, zaglądania tu i tam brakuje mi! Pozdrawiam milutko!
Ushii, dziękujemy, pozdrawiamy Ciebie i my! Ciekawa jestem, co u Ciebie słychać ostatnio, mam nadzieję poczytać sobie już wkrótce! :)
Mia, chyba właśnie zaczynam mieć troszkę więcej czasu, głównie ze względu na to, że syn zasypia wieczorem o bardziej przewidywalnych porach i długo śpi. W ogóle od kiedy William skończył 3 miesiące wszystko jest bardziej przewidywalne, pory karmienia, drzemek. Fajnie tak :)
Hannah, jak mówiło się u mnie w domu za czasów mojej babci "to się wszystko da" :) Wszystkiego zdążycie się dowiedzieć i wszystko kupić. A Twój stan takiego powiedzmy popłochu (jak? gdzie? kiedy?) jest normalny zupełnie, znam z autopsji :) 2 tygodnie przed terminem cesarki najczęściej wypowiadanym przeze mnie zwrotem było "nic jeszcze nie jest gotowe" - mimo tego, że komoda z ubrankami (wypranymi i wyprasowanymi) pękała w szwach, wanienka siedziała na miejscu, kołyska i przewijak też :) Gdybym mogła w czymś Ci doradzić to daj znać, pomogę jak umiem, jestem wszak na bieżąco :)
Mika-Monika, tak mnie cieszą Twoje słowa, dla takich słow chce się pisać! Dziękuję. I co ja widzę, Ty będziesz budowała dom! No to ja będę śledzić Wasze poczynania na pewno, u-wiel-biam tematy projektowo-budowlane :)
P.S. Mnie się serce z tej radości ściska za każdym naprawdę razem jak na niego patrzę, naprawdę :)