Miesiąc w Polsce

Czy nie jest tak, drogie współblogowiczki, że im dłużej nie piszemy tym trudniej zabrać się za napisanie kolejnego posta? Tyle spraw się nazbiera, tyle myśli, że nijak nie wiadomo, od czego zacząć, a na czym skończyć, o czym opowiedzieć, a co pominąć. Bywa jednak tak, że do pisania naszego zainspiruje nas nagle pisanie czyjeś - ja piszę po przeczytaniu poruszającego posta Lewkonii.
Tak w kwietniu, w drewnianym letnim domku, który własnoręcznie zbudował mój tata, prezentował się mój powód do dumy, radości, niepokoju i setek wzruszeń:

Za nami miesiąc w Polsce. Spięły go jak klamra Wielkanoc (pierwsza Williama) i, pod koniec maja, Pierwsza Komunia Święta mojej jedynej chrześniaczki. W środku miesiąca moja mama miała operację kręgosłupa. Oto mama i ja, codzienne, krótko przed operacją, uchwycone w kadrze, na polu, na którym dom zbudował tata:

Na szczęście do czasu naszego wyjazdu mama zdążyła już dojść do siebie, choć jeszcze kilka tygodni nie będzie mogła usiąść, jeszcze kilka miesięcy nie pójdzie do pracy, jeszcze jakiś czas będzie czuła ból - o którym, po maminemu, nie powie nam ani słowa.

W moim mieście było nam jak zwykle dobrze, tym razem mniej byliśmy zabiegani niż zwykle. Zawsze marzył mi się taki niezabiegany, niespieszny czas w Polsce...

Na zakończenie zdjęcie - już majowe, jeszcze polskie - moich czekoladowych chłopaków:

Wróciliśmy! I pozdrawiamy Was serdecznie. A wraz z Wami mające się Wam narodzić dzieci - i te świeżutko narodzone. Pozdrawiamy i te Wasze dzieci narodzone już jakiś czas temu, a za to rosnące z zawrotną prędkością (zajrzałam na blogi i wiem!). Pozdrawiamy Wasze budujące się domy, domy piękniejące, pachnące kuchnie i kwitnące ogrody. Niech to dla nas wszystkich będzie wspaniały czerwiec! - M.
Tobie tez śl pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńBuziolki
uroczych masz panów
OdpowiedzUsuńbuziaki
kochanie zaglądałam i zaglądałam a tam taaaka za długa cisza - mamci twojej szybkiej regeneracji bo zdrówko najważniejsze, chłopaków masz że hohohoh fajnie że już jesteś :) teraz już nie masz wymógi melduj nam na bieżąco jak rośnie synula, jaka pogoda co nowego itd buziaki
OdpowiedzUsuńPozdrawiam też serdecznie
OdpowiedzUsuńChłopaki przytojniaki
Bardzo lubię długo czekać i wypatrywać Twoich powrotów, to stamtąd, to tam :)
OdpowiedzUsuńŚliczne te Twoje pozdrowienia, od razu zamgliło mi oczy :)
Tata z synkiem ... oczu nie można oderwać:)
Mamie życzę szybkiej rekonwalescencji, moja nie chce się poddać operacji
I dziękuję za wzruszenia:)
Miło mi do Ciebie było trafić, powiem Ci, że dawno nie czytałam takiego ciepłego posta, dzieciątka śliczne, podoba mi się określenie czekoladowe chłopaki :))
OdpowiedzUsuńpozdrawiam upalnie
Jak milo, ze wrocilas:).
OdpowiedzUsuńZdjecie twoich chlopakow - tata i syn - przeurocze! Wiliam szybko rosnie i bardzo sie zmienia, maly przystojniak z niego:).
Duzo zdrowia zycze Twojej Mamie, szybkiego dojscia do siebie...
Dziekuje tez za pozdrowienia w imieniu Nadii;), sciskam mocno!
Dziękuję Wam, moje drogie, z serca marchwiowego za odwiedziny i za dobre słowo :) Połaziłam na Wasze blogi sobie oto i ja, nadrobiłam zaległości. Ula, witam! Tyle na Twoim blogu ciekawych rzeczy, tyle pięknych zdjęć, bardzo się cieszę, że go znalazłam :)
OdpowiedzUsuńDziękuje za pomoc, każda rada od mamy czynnej jest cenna.
OdpowiedzUsuńKurczaczki, ale ten termometr w tyłek to mnie przeraza.
Buziole
:)chłopaki prawdziwie czekoladowe:) Dużo zdrowia dla mamy:)
OdpowiedzUsuńCzekoladowe, a młodszy z miesiąca na miesiąc czekoladzieje coraz bardziej, mam wrażenie :) Dziękuję za życzenia!
Usuń