Rozdział: Anglia


Moje drogie, chciałam oto jakieś zdjęcie dzieckowe wrzucić do posta, podłączam kabelek, a tu bateria wyzionęła ducha. Po krótkim namyśle (gdzie ładowarka, gdzie przełącznik prądowy być może?...) wrzucam szybkim ruchem obrazek ze strony sklepu Cologne & Cotton, w którym to w czwartek 25. sierpnia zaszło zdarzenie dla mnie wagi historycznej. W tym oto sklepie (taki sobie piękny stał, też byście weszły na pewno) nabyłam pościel, najprostszą, białą, bawełnianą, niebiańsko miękką - nie na rok, nie na dwa, ale tym razem na zawsze. Na zaw-sze! Jaka ulga dla serca!

Tym razem jeśli będziemy się gdzieś przeprowadzać to już z całym inwentarzem :) Ze sztućcami, z meblami. Na marginesie zdradzę Wam tylko, że nauczona wydarzeniami ostatniego roku w inwentarz obrastam opornie, po długich namysłach, a artykułów czysto dekoracyjnych nie kupiłam już, właśnie, przez rok.

Czy ja już pisałam, że z Kalifornii zabraliśmy 3 walizki i 4 kartony i poza tym, co w środku, świadomie nie wzięliśmy niczego? To, co zostawiłam, zostawiłam bez żalu, bo nigdy nie miało być na zawsze. Zdziwiło mnie samą to, jak lekko się poczułam, pozostawiając sobie tylko te przedmioty, na których naprawdę mi zależy. A ciekawa rzecz, co takiego okazało się sercu najbliższe. Poza naszymi ubraniami i zabawkami Williama (i przytulankami, i książeczkami) w walizkach i kartonach były, między innymi: książki, te nieliczne, których nie wywiozłam wcześniej do Polski (a i tak zajęły jeden cały karton i pół drugiego, ciężkie bestie). Kremowy dzbanek, w którym znów stoją kwiaty, wszystkie poduszki z powłoczkami (w sile sztuk ośmiu), które pamiętają niejedno marzenie i niejeden sen. Kartki od przyjaciół. Stare bilety. Zegar. Kremowy talerz na ciasto ze szklaną pokrywką (którego przewiezienie było objętościowym szaleństwem - leciał wypchany kurtką, a zawinięty w płaszcz). Ramki na zdjęcia, prawie wszystkie. Podkładki na stół (tyle na nich zjedzonych posiłków, tyle nad nimi rozmów). Nasz pierwszy świąteczny biały obrus. Ten sam krzyż znad kolejnych drzwi. Wszystkie wydziergane serwetki. Moje ślubne sari. Świąteczne sianko i formy na wielkanocne babki do koszyka. Proste aniołki z pierwszej paczki od mamy. Piękne biscornu od Oli (niedługo doczeka się mieszkania w postaci skrzynki na przybory do szycia z prawdziwego zdarzenia). I wreszcie obiekt serdecznych kpin małżeńskich - 12 słoiczków na przyprawy. To z nich prawie od początku pochodziły ziela angielskie naszych zup i tymianki naszych sosów. Musiały lecieć z nami.

Poleciały i teraz gotują w Anglii! Jeszcze tylko muszę im znaleźć garnki (wkrótce przeprowadzka do mieszkania już bez mebli i sprzętów). No i biegnę spać. W docelowej pościeli :) (nie było mocnych, do sklepu wróciłam i dokupiłam drugi, też prosty komplecik, który obecnie użytkujemy).

Gorąco Was pozdrawiam i zawsze Wam dziękuję, że do mnie zaglądacie!

M.

Komentarze

  1. A to niespodzianka! Majac w pamieci Wasze marzenia o wybudowaniu domu w Polsce, podejrzewalam ze wlasnie sie tam przeprowadziliscie. Anglia jednak znacznie blizej ojczyzny to i zapewne czesciej bedziesz mogla widywac rodzine:)

    Jestem pewna ze Wasze gniazdko urzadzisz ze smakiem i po cichutku licze na to, ze znajdziesz czas, aby sie z nami dzielic efektami:)

    Pozdrownienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. CO ZA Angle ty znowu wymysliłas. To kuchenka, meble, płyta-co to, pisz mi tu zaraz
    buziole
    ps-ja do belgii przyjechałam z 1 waliza
    buziolki

    OdpowiedzUsuń
  3. Anglia? No witamy, witamy! ;)
    Choć się nie znamy, poczułam jakąś więź, bo ja tez pewnego dnia przenosiłam się z Kalifornii do Anglii (przez Polskę ;)...z walizką i dwoma kartonami...ech :)
    Miłego urzadzania się! :)
    (kpiny ze słoiczków na przyprawy? no jak można!... ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. no ale teraz macie rzut beretem do Polski :)

    miłego urządzania i kupowania sprzętów już na zawsze :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcheweczko,szczęścia w nowym domu.Urządzaj się,zapuszczaj korzenie i dziel się z nami swoim życiem.

    Ściskam Ciebie i Williamka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej! Co za zmiany! Życzę samych radosnych chwil w nowym domku:) Fajnie to opisałaś i zastanawiające jak niewiele nam trzeba do szczęścia (i życia) :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki, aby od teraz nad Anglią częściej świeciło słońce niż padał deszcz. Ja byłam tam tylko raz, 3 dni w Londynie, wtedy właśnie mój bobas postanowił się we mnie zagnieździć. Tak więc to pierwsza i na razie ostatnia zagraniczna wycieczka mojego dziecka :) Pięknych snów w nowym domu!

    OdpowiedzUsuń
  8. ps. brak zdjęcia twojego Długorzęsego jest jednak odrobinę bolesny ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. marcheweczko - pogodowo kicha - kalifornia ciepła angole deszczowi :) ale za to 1 godzina do polski gogągiem (tak mój 2 letni syn mówi na samoloty)
    urządzania zazdroszczę i nie mogę doczeka się swojego ale to dopiero w drugiej połowie listopada :(
    buziaki pisz dużo i fotohrafuj
    wilątko ściskam

    OdpowiedzUsuń
  10. Marchewko, tak krotko mnie tu nie bylo, a tu przeprowadzka!!! I do do Anglii! Widze, ze bardzo entuzjastycznie do tego podchodzisz, co cieszy :) Podziwiam za to przeprowadzke z tak niewielka iloscia zabranych rzeczy - mnie chyba by bylo ciezko...

    Pozdrawiam serdezcnie!
    I zycze wszystkiego dobrego w nowym gniazdku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ola, zamieszkanie w Polsce byłoby moim marzeniem, ale ta Anglia właśnie jest już choć dużo, dużo bliżej. Wiesz, ja cały czas pamiętam doskonale maila od Ciebie, i mimo że w całym zamieszaniu ostatniego roku nie udało mi się napisać do Ciebie, to myślę o tym, co wtedy napisałaś. Gorąco Ciebie pozdrawiam!

    Hania, ja się do małżonka przeprowadzałam z dwiema walizkam, pamiętam tamto pakowanie! Ale było łatwiej, bo moje pozostałe rzeczy zostały w Polsce w piwnicy, nie było tego ciśnienia co podczas tej przeprowadzki - losy każdego przedmiotu musiały zostać definitywnie rozstrzygnięte. Ciężko było, brr, bo ja sentymentalna bestyja jestem! Cmoki!

    Anik, czy ty masz, moja droga, bloga, bo jeśli tak to link się nie zlinkował?

    Kasia, właśnie, rzut beretem jest! Buziaki :)

    Paula, pozdrowienia gorące dla Ciebie i Lenki!

    Piegowata, dziękuję! I lecę do Ciebie zostawiać komentarz, bo się zbierałam, ale właśnie, gdzie jest Pan Czas? :)

    Akacja, zaraz się poprawię i wrzucę Długorzęsego :) Póki co mieliśmy deszczu mało, ale ja się nie łudzę, ja czekam, ja parasol w wózku trzymam!

    Monika, no właśnie kicha pogodowa, ja wiem, ale właśnie ta bliskość Polski! Meble przychodzą, zaraz tu foto wstawię, ja się cieszę jak głupia. A u Ciebie, widzę, tynki, ulalala!

    Bea, przez ostatnie tygodnie zaczęłam tak intensywnie obrastać w przedmioty (mmm... te naczynia kamionkowe, te lampy, dywany), że już taka przeprowadzka jest nie do powtórzenia :) Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Marcheweczko, wow ale news:)) wyslalam Ci przed chwilka meila;).

    Pozdrawiam Was cieplo i zycze szybkiego zaklimatyzowania sie w Nowym Miejscu:)), usciski!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie