Od zapominania do niezdecydowania, z przeglądem prasy przy obiedzie w środku



Kiedy byłam w liceum, popularne było wśród dziewcząt, tęsknię wpatrzonych w dal, wypisywanie po zeszytach cytatu z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz". Zjawisko to było tak nagminne, że bardzo, ale to bardzo ten wers znielubiłam! Nie wiem, co raziło mnie bardziej - to, że wspomniane dziewczęta zielonego pojęcia nie miały o tym choćby, jaki tytuł nosi wiersz, zawierający w sobie powyższe słowa, czy może to, że zmieniający się co miesiąc adresat cytatu urągał powadze tych monumentalnych słów. Znielubiłam, i tak w nielubieniu trwałam przez kolejne dziesięciolecie, podczas którego wiatr wywiał mi z głowy wiele słów, wierszy wiele i fragmentów powieści.

Aż nagle syn mój William, zwany roboczo Puszkiem, dostał gorączki ponad 39-stopniowej. Czekając, aż lekarstwo zacznie działać, przemierzaliśmy w nocy pokój z gorącym dzieckiem, leżącym dziwnie cicho i spokojnie na naszych rękach. Zmęczeni, zmartwieni, a przy tym nieistniejący, nieważni. Oddani. Czujni. I wtedy przyszedł mi do głowy zapomniany cytat. I po raz pierwszy zobaczyłam, naprawdę zobaczyłam jego proste piękno. Jestem dla niego od ponad roku, i od ponad roku - dla niego - mnie nie ma.

Choróbsko (infekcja wirusowa, proza jesiennych dni) mija już prawie całkiem. Za dwa tygodnie lecimy w trójkę do Polski, wtedy pewnie dopiero dotrze do mojej świadomości, że Boże Narodzenie za pasem, bo jakoś w domu jeszcze ni krzty świątecznej ozdoby, ni subtelnej aluzji, że to zaraz przecież. No, jeśli nie liczyć czekoladowych gwiazdorów z obżartymi głowami, pozostałości po miłych darach dobutowych, czy płyty "Noel" Josha Grobana, bez której już trzy lata nie ma dla mnie świąt (po przeprowadzkach się gdzieś zawieruszyła i musiałam nabyć nową), a która już na próbę - lub, ekhm, dwie - została puszczona.

Niedługo będziemy już w Anglii od czterech miesięcy - a nadal nie mamy mebli w sypialni! Stoi w onej sypialni białe łóżeczko Willecznego, stołek z lampką oraz nasz łóżkowy materac - grubaśny taki, więc jak leży na nim narzuta i poduszki leżą to nawet można udawać, że to normalne łóżko jest. No ale nie jest. Mam w głowie zarys tego, co chcę, rzecz w tym, że trudno do tego dopasować coś realnie występującego w przyrodzie... Środkowy pokój, Williamkowy w jakimś czasie późniejszym, na razie służy mężowiu za biuro (mąż przeważnie pracuje z domu) - i jest to sytuacja korzystna z wszech miar, gdyż wybór mebli dla syna przeraża mnie równie mocno, heh! Ja, człowiek chronicznie niezdecydowany, tyle się ostatnio nawybierałam, od maselniczki po mieszkanie na wynajem w nieznanym sobie mieście, że dalsze decyzje odkładam.

A wiecie, że w dniu przeprowadzki nie wiedziałam nawet, jakim autobusem tu z dziecięciem dojechać, jak małżonek z panem od ciężarówki zniknął z naszymi kartonami w sinej dali? Tak właśnie było. Na to mieszkanie zdecydowałam się w okamgnieniu, czym wprawiłam męża swego w zadziwienie, żeby nie powiedzieć - w osłupienie. Widzicie, tak szybką decyzję podjęłam jedynie dwa razy w życiu - w kwestii mieszkania i zamążpójścia. Obie decyzje bardzo korzystne.

Kończę już, dołączając do posta świeże, szybkie zdjęcia synkowe. Dziecko moje, ku wielkiej radości mego serca, bardzo lubi książeczki (kupowałam je masowo już w ciąży). Najbardziej ze wszystkich swoich zabawek, kto widział, ten wie. Przegląda je w nieskończoność, uważnie, chodzi z nimi (bo on już chodzi!) po domu, no, zjawisko takie. Na zdjęciach: przegląd prasy przy obiedzie.



Ściskam Was gorąco!
M.

P.S. Nie wiem, co się stało ze zdjęciami, że tak je poobcinało z prawej, ale już dziś tego nie zmienię, bo oto młody czytelnik się budzi!

Komentarze

  1. śliczny jest ten Twój CZYTELNIK. Buziole od eciotki

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny czytelnik
    fajnie że się odezwałaś
    a fotki poobcinało, bo masz pewnie w ustawieniach boczny szablon za duży i on zachodzi na główny szablon, tam gdzie się pisze posty :)
    buziaki dla Waszej Trójcy :*
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. maluch jest coraz rozkoszniejszy :) i pięknie czyta !!! czekam na zadjecia ze spacerow londynskich z waszego domeczku :)
    buziole kochani
    u mnie prawie kooooooooniec ktorego nie widac ale licze na to ....
    pa pa pa

    OdpowiedzUsuń
  4. Czym skorupka za młodu...;) Super, niedługo synek będzie nudził: "pocytaj mi, mamo..", a zaraz potem ani mama, ani tato nie będą do tego potrzebni, i przy tym będą mieć latorośl z glowy na długie godziny;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, jaki już duży mężczyzna z niego :)))
    To naprawdę wspaniale,że lubi czytać :)))
    Nie wyobrażam sobie,jakby moje dzieci nie kochały książeczek, jakże bym była nieszczęśliwa. A tymczasem obaj na roczek wybrali jako pierwszą rzecz... książeczkę. Czy macie taki zwyczaj w Waszej rodzinie?
    I jak się odnalazłaś z Willim po zgubieniu męża i bagażu?:) Buziaczki i szczęśliwej drogi do Polski :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jak wcześniejsze posty czytałam to zrozumiałam, że do Polski się przeprowadzacie ;) haha, w takim bądź razie miłego pobytu w ojczyźnie! :) ja za tydzień wylatują - nie mogę się doczekac! :)
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękny uśmiech :) Czy William będzie dwujęzyczny? Jezusiczku, jak ja marzę, żeby mój Pączek był na tym etapie rozwoju! Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  8. Marcheweczko - prawda córka nie lubi zdjęć do tego jest w trudnym nastolatkowym wieku :( cięzko mi z nią bo myślałam że dobrze ją wychowuję że uda mi się przebrnąć ten trudny czas nastolatkowania :) nic z tego
    za to mały jest balsamem i gada na całego noiosąc całą mase radości ze swojego języka :)
    o tak ja też pamiętam preprowadzkę nasza pierwszą gdzie w kuchni stała tylko szafka ... tylko wiesz jak to jest chciało by się wszystko zaraz teraz
    albumy rbię na stronie fotojoker fotosewiat tak wszpisz w przeglądarke jak coś będzie nie tak pisz
    całuchy specialite dla chłoopaczydła i jego marchwekowej mamy

    OdpowiedzUsuń
  9. Hania, i nawzajem, buziole dla Raszka!

    Kasia, z obciętymi zdjęciami to wszystko prawda, więc z rozmachu zmieniłam całość, hehe, jak to kobita. Zaglądałam ostatnio do Twoich starszych postów, bo się zainspirowywuję chłopcowo-pokojowo, a pamiętałam, że pokazywałaś zdjęcia przemienionego pokoju dzieckowego :) Buziaki!

    Monika, my zamieszkaliśmy godzinę od Londynu, nad morzem! Ale to morze w grudniu takie niezachęcające (wiatr!), spacery zaliczamy błyskawiczne i czekamy na wiosnę. Dziękuję za namiary na albumy! (znalazłam stronę) Mam jedno jedyne postanowienie noworoczne - zrobić wreszcie porządek ze zdjęciami (więc namiary jak znalazł). Ściskam i czekam na wieści z budowniczego frontu!

    Sunsette, czekam na to "pocytaj", czekam - póki co to ja się dobrze nawet "mamą" nacieszyć nie mogę, bo dziecko mi słowa tego umiłowanego skąpi :) Fajnie, że się odezwałaś, uściski grudniowe!

    Lewkonia, ten zwyczaj jest i u nas. W ramach książki nie chciałam przeważać szali na ekhm właściwą stronę, więc nie dałam niczego kolorowego, tylko zgrzebne wydanie "Wierszy zebranych" Jeremiego Przybory (wielki mam sentyment). A on i tak bez zastanowienia wybrał książkę :) I to dwa razy, bo była powtórka dla fotoreporterów. Duma mnie rozpierała :):) Z tym autobusem to się okazało, że prawie każdy jedzie na skwer w pobliżu naszego nowego mieszkania, więc było z górki (w przenośni tylko, bo topograficznie od przystanku w górę, hehe!). Pozdrawiam gorąco!

    Dag-eSz, no to Ty już właśnie lecisz do Polski! Trzymam kciuki za Waszą podróż, wspaniałe to muszą być święta jak się jest w ciąży! Uściski!

    Akacjo Srebrna, chłopięcie będzie dwujęzyczne na pewno, bo matka gada do niego po swojemu, a ojciec po swojemu, więc trudna rada, hehe! W każdym razie zrobimy wszystko, żeby (jak już wyjdzie z okresu pacholęctwa) nie kaleczył żadnego z obydwu pięknych języków. I ja ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz