Drewniana łyżka



William dostał od taty małą drewnianą łyżkę. Nie rozstaje się z nią! Od znalezienia jej zaczyna dzień, a obejmując ją dzień kończy. Trzyma ją zawsze odwrotnie niż zwyczajowo, i trzonkiem bada wszystko, co wokół. Zawartość maminego talerza, twardość jabłek, kruchość ciastka, puchatość poduszki. Chce się z nią kąpać! Chce z nią wychodzić na spacer! Gdy leży w swoim łóżeczku, ułożony do snu, śpiewam mu kołysanki (a bywa, że również "O mój rozmarynie..." i ... "Rotę", ... i kolędy, ... i "Amazing Grace"), a on, spokojny, wieczorny, jedną łapką ściska moją rękę, a drugą wymachuje w powietrzu swoją łyżką.

Chuda drewniana łyżka z okrągłym, patykowatym trzonkiem, poplamiona malinami. Nieruchomieje dopiero pod koniec dnia, w dłoni ciepło śpiącego syna. Delikatnie wyjmuję ją spomiędzy jego palców, jutro znów wyruszy wraz z nim badać świat.

Dużo dobra na cały dzień!

M.

P.S. Zdjęcia - lipcowe, z Lasu :)


Komentarze

  1. Marchewko
    Ty nawet post o drewnianej łyżce napiszesz tak, ze łzy się cisną do oczu, wzruszająco, rozczulająco.
    Dziwne, ze dzieci wybierają sobie niecodzienne, przedmioty, które towarzyszą im później dniami i nocami.
    Mój syn miał swoją pieluszkę, którą musiał mieć zawsze przy sobie, nie było mowy o zaśnięciu bez niej.Po niej miał kilkumiesięczny związek ze starym samochodzikiem resorówką.
    Z którą spał, kąpał się i jadł.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, na jakiej zasadzie dzieci dobierają sobie tych swoich towarzyszy? :) Tak sobie myślę, że muszę spytać mamę, jaki to przedmiot ja pokochałam całym sercem swego czasu. Tylko czy pamięta? Wszystko tak szybko wymyka się z pamięci!
      Gorące pozdrowienia!

      Usuń
  2. Jakie to piękne, gdy się od najmłodszych lat ma umiejętność odnajdywania w świecie przyjaciół, choćby to zwykły na pozór kawałek drewna był :)
    Nasz młodszy syn, za chwilkę student Krakowskiej AGH, bardzo mocno przywiązywał się do swoich. Do dziś wszystkich swych "towarzyszy" trzyma w pudłach na poddaszu i nie pozwala uwolnić. Najbardziej pokochał ukradzionego bratu psa Pluto, ale rekordy pobiła pościel,którą kupiłam mu gdzieś około 3 roku życia, na pełnowymiarowy tapczanik, i miał ją ... 15 lat. Do dziś przetrwał jasiek, który zabierałby ze sobą nawet na wyjazdy szkolne, gdyby nie fakt,że jest ... w postacie z bajek Disneya :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Twojego syna rozumiem! Mam taką pościel u rodziców, w misie. Kiedy dołączył do nas William to dorobiliśmy się u rodziców szerokiej kołdry, więc już misie nie dadzą rady - ale do 28. roku życia w tych misiach spałam wytrwale :) Za żadne skarby nie oddawaj synowi bajkowego jaśka - niech on na zawsze pozostanie taką wisienką na torcie w domu rodziców :)

      Usuń
  3. moja sis ma takiego królasa którego wyniosła od kolegi jak miała jakieś 3 latka - teraz ma prawie 32 i królasa po remontach ma Mimi :)

    cudnie u ciebie kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to mi przypomina, że miałam kiedyś misia po tacie! Muszę wznowić czynności śledcze w mieszkaniu rodziców i odnaleźć jegomościa dla W.! :)

      Usuń
    2. ooooooooooooooo kochana tego misia to ja chętnie pooglądam jeśli i on tatowy :)
      kochana ja nie żeby się nachalić ale u mnie tyle miejsca a ciebie jeszcze nie było :(

      Usuń
  4. Zaprzyjaźniony 15 miesięczny urwis wybrał plastikowe grabie... drewniana łyżka zdaje się być w tym kontekście wyjątkowo stylowym gadżetem ;) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz