Lizbona



Jedziemy oto w zeszły wtorek starym tramwajem numer 28 przez centrum Lizbony - mój mąż, nasi przyjaciele, William i ja. Ja siedzę, tyłem do otwartego szeroko okna, z Williamem na kolanach, reszta towarzystwa stoi, a raczej, trzymając się czego popadnie, jedną ręką lub zgoła oburącz, bezwolnie, pomyślałbyś, tańcząc, płynie w dół ulicy.

Na przystanku w dzielnicy Alfama do tramwaju wsiada starsza pani, jak większość widywanych przeze mnie w Lizbonie starszych pań jednocześnie szykowna i skromna. Ustępuję jej miejsca, przy czym ruchem ręki, może mimiką twarzy, proszę o odrobinę miejsca obok dla mojego dziecka.  Niepotrzebnie, wiem. Starsza pani szybko mości Williama wygodnie między sobą a sąsiadką, otacza go ramieniem. Po babcinemu pilnuje, żeby nie wystawiał ręki przez okno. Uśmiecha się do niego ciepło i filuternie. Stuka lekko w Williamowe kolanko, William ufnie przytula się do niej, jak gdyby nigdy nic. Starsza pani głaszcze go po główce. Nie pada ani jedno słowo. Dwie linie życia, różnej długości, przecinają się oto w tramwaju numer 28, aby spleść się ze sobą na kwadrans. Przysięgam, gdy pani delikatnym ruchem ręki żegna się z Williamem i znika w drzwiach, mam ochotę się rozpłakać.    

Innym razem: wsiadamy do tramwaju numer 28, jest tłoczno, kucam więc szybko obok Williama w przejściu. Starszy pan, z dwójką dzieci pod swoją opieką, dziewczynką i chłopcem - dziewczynka ma na sobie prostą błękitną sukienkę z kokardką na plecach - przysuwa do siebie chłopca, robiąc miejsce Williamowi. Spontaniczny, naturalny gest. Przez chwilę, nim wstanę, widzę nad sobą jego śmiejące się oczy zza staroświeckich brązowych okrągłych okularów.



Nasi przyjaciele wynajmują w Lizbonie mieszkanie (ona to ta dziewczynka z konkursu mitologicznego). Mieszkanie wyposażone, korkociągu w nim jednak brak. Przypomina to sobie mój mąż, gdy ja wodzę okiem po swojskiej wystawie sklepiku z gospodarstwem domowym. Wchodzimy. Nie mam pojęcia, jak po portugalsku nazywa się korkociąg, więc uśmiecham się, mówię "bom dia", staję przy ladzie, umieszczam na niej jedną ręką wyimaginowane wino, drugą operuję wyimaginowanym korkociągiem. Starszy, prostolinijny, łapiący za serce pan wychodzi z uśmiechem zza lady, narzekając na nogę (tyle rozumiem dzięki strzępkom znajomości hiszpańskiego), i przynosi korkociąg. Płacimy. Pan wręcza mi na pożegnanie niebieski balonik. Z namaszczeniem. Dla dziecka.

W pociągu relacji Sintra-Lizbona konduktor sprawdza nam bilety. Zatrzymuje się na dłużej przy rozgadanym Williamie, przygląda mu się uważnie. Bywałam w różnych krajach świata - pomyślałam, że oto konduktor kalkuluje, czy Williamowi rzeczywiście przysługuje jeszcze prawo poruszania się bez biletu. Jak widać, nie bywałam jak dotąd w Portugalii - po wsłuchaniu się w Williama konduktor powtarza za nim jego trajkotanie. I szeroko się do niego uśmiecha.

No i lotnisko, a tam, wiadomo, kontrola osób i mienia. William, jak zwykle, rozpłakany, bo oto cały nasz dobytek jedzie sobie na taśmie w nieznane - w tym umiłowany Kecik i Mika Miki. Już skontrolowana, szukam oczami męża i syna, którzy przeszli przez kontrolę przede mną. I oczom moim ukazuje się taki oto obrazek - dwóch pracowników lotniska, których przed chwilą widziałam pracujących przy taśmie, rysuje dla Williama na swoich gumowych rękawiczkach postacie z kreskówek. William, w ramionach u taty, zaciekawiony, dotyka rękawiczek. Poczciwy pan - małe okulary w złotych oprawkach - uśmiecha się i wprowadza kreskówkowe postacie w ruch. William przestaje płakać. Czyli tylko tyle potrzeba? Naprawdę? Para gumowych rękawiczek, marker - a pod uniformem trochę serca.



Oto moje pamiątki z Lizbony:
Kupka zdjęć.
Jeden kafelek z kolorowym ptakiem.
Kilka czarno-białych pocztówek.
I niebieski balonik. Nienadmuchany, żeby nigdy nie pękł.

Z pozdrowieniami, z ciepłymi myślami - M.

Zdjęcie? "Nie chcę, dziękułaaa!"

Komentarze

  1. Witaj Marcheweczko! Tak to ja czytelniczka Twa "marnotrawna"... Wpaniale Ci Synek rośnie:)
    A ten wpis to kolejna wspaniała opowieść! 28 to dla Was chyba magiczna liczba;)
    Dziękuję że na chwilkę przeniosłaś mnie do tego uroczego zakątka.

    Pozdrawiam i zapraszam na nową stronę: http://www.chasingbutterflies.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, a wiesz, że nie pomyślałam wcześniej o tej liczbie 28? No ale przecież tak, 28ego urodził się William! :)
      P.S. Bardzo się cieszę, że wracasz nowym blogiem :)

      Usuń
  2. Kiedyś moja koleżanka pojechała z mężem na zagraniczną wycieczkę. Wróciła niezadowolona i zła, bo jak powiedziała spotkała tam dużo niemiłych i złych ludzi. Pamiętam jak przed wyjazdem mówiła, że w obcym kraju trzeba się mieć na baczności, z nikim nie rozmawiać, nikogo nie zaczepiać, nie daj Boże się uśmiechać, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Myślę, że skoro spodziewała się spotkać niemiłych ludzi, takich też spotkała. Jeżeli jednak ktoś widzi wokół siebie dobrych i życzliwych ludzi, spotka miła staruszkę albo serdecznego pana z obsługi samolotu. Mówi się, że niektórzy mają szczęście do innych ludzi, a może po prostu wierzą w ludzi. O ile życie jest wtedy piękniejsze.

    Ps. Dowiedziałam się przypadkiem na całkiem innym blogu, że niebawem przyjedziesz do Polski na dłużej, dużo dłużej. Gratuluję, kolejne spełnione marzenie.

    Pozdrawiam serdecznie
    DDorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko, na pewno tak właśnie jest - dużo zależy od tego, przez jaki pryzmat patrzymy, na co się nastawiamy. Choć trzeba też powiedzieć, że to sama Portugalia naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła tym nastawieniem do dzieci! Taki post nie mógłby powstać o Anglii widzianej moimi oczami. Niestety :(
      P.S. Mam nadzieję, że się uda :)
      Gorąco pozdrawiam!

      Usuń
  3. Też mi się płakać zachciało, kiedy czytałam, że Tobie...;) Gdy spotykam się z normalnym, ludzkim podejściem do "petenta" w urzędzie, i gdy kierowca busa, którym dojeżdżam do pracy cierpliwie i spokojnie tłumaczy starszej pani, gdzie powinna wysiąść i o której bedzie bus powrotny, i w kolejnych podobnych sytuacjach, mam ochotę wręczyć komuś takiemu medal za życzliwość. Tak naprawdę nie potrzeba przecież wiele, ale nie każdego na to niewiele stać. Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie takie rzeczy też wzruszają, zawsze! Ostatnio tu w autobusie pan kierowca dłuższy czas tak manewrował pojazdem, aż wysiadająca kobieta na wózku mogła zupełnie samodzielnie wyjechać na chodnik. Przed autobusem kilka osób chętnie udzieliłoby pomocy, ale podobało mi się właśnie to, że kierowcy zależało na tym, żeby ta pani mogła się bez tej pomocy obyć.
      I ja ciepło Ciebie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. A ja myślę, że jesteś wrażliwa i potrafisz dostrzec tę niezwykłośc w codzienności. To niezwykły dar. A na dodatek masz taką lekkośc pisania, że chłonę Twoje słowa i z niecierpliwością czekam na każdy Twój wpis. Proszę o więcej i częściej :)
    Pozdrowienia gorące!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ wzruszające opowieści o wzruszająco prostych gestach :) Czy nie mógłby tak zwyczajnie wyglądać świat cały? Przecież każdy chce tego samego - uśmiechu, spokoju i bezpieczeństwa dla swoich dzieci... Ech, czytjaąc Twoje posty chciałoby się uwierzyć, że właśnie tak jest, i że nie ma tego, co jest, w telewizji i gdzieś tam, całkiem niedaleko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, każdy, wszędzie, w każdej szerokości geograficznej potrzebuje właśnie tych prostych rzeczy. Często sobie o tym myślę.
      Oczywiście, że na świecie jest zło. Ja też je widzę. Wybieram pisanie o tym, co dobre. Po prostu :)

      Usuń
  6. mam nadzieję ze kiedyś wydasz książkę - tak pięknie piszesz a ja ciągle się powtarzam :)
    nareszcie ciebie widzę śliczna dziewczyno !!! chłopaków masz cudnych :)
    a twoja opowieść jak zawsze wruszająca :)
    takich ludzi spotykami jakimi sami jesteśmy
    im więcej życzliwości dajesz tym dwa razy dostajesz



    ps czy to znaczy ze moze sie zdarzyc zebym mogla ciebie poznac osobiscie? bo wiesz ze zaprasz was serdecznie
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję, Kochana!
      P.S. Szansa na nasze spotkanie jak najbardziej JEST! To musiałoby być latem! :):) Tak to sobie wyobrażam :)

      Usuń
    2. będę czekała na to lato z radościa :0)

      Usuń
  7. Jestem tu dziś pierwszy raz - i zapewne będę wracać. Powtórzę się - ale piszesz z taką lekkością, że z niecierpliwością czekam na kolejnego posta.

    Ps. zapraszamy też do nas na www.florkaswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie, wielkie dzięki! Na pewno do Ciebie zajrzę! :):)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie