Zawieszeni w czasoprzestrzeni
Jest trzecia w nocy, leżymy z Williamem w jego łóżeczku. W pokoju jest widno, rozkosznie ciepło palą się obie lampki. Porozumiewawczo patrzymy sobie w oczy (jego ciemne oczy z moich ciemnych oczu), śmiejemy się, trzecia w nocy, a my się tu umawiamy, że zaraz pójdziemy zjeść śniadanie. Wróciliśmy ze Stanów, ładnych parę dni temu, a nasze ciała wciąż wirują gdzieś nad Atlantykiem, a czasem - patrz śniadanie - wygląda i na to, że wiatr uniósł je już nad jeszcze inne morza i oceany. Przed narodzinami Williama potrafiłam szybko uporać się ze zmianą czasu, teraz to niemożliwe. Poprzedniej nocy poszliśmy spać o siódmej rano, wstaliśmy o piętnastej. Mój syn z rozpędu wstaje i zasypia w porach, które dyktuje mu ciało, na nic tu zda się rozsądek, wypracowana przez rok rutyna dnia. Przez pierwsze dni jadaliśmy o czwartej śniadania we trójkę, później praca sprowadziła męża na - angielską - ziemię. I tak zostaliśmy zawieszeni w próżni tylko we dwoje, matka i syn, w przytulnym kokonie śmiesznie niedorzecznych godzin nocnych.
Nie jesteśmy śpiący i w najbliższym czasie śpiący nie będziemy, co zrobić. Przechodzę nad tym do porządku dziennego i składam o czwartej nad ranem pranie, wieszam kolejne, wyjmuję naczynia ze zmywarki, myję lodówkę (!). William bawi się autkami, z Krecikiem pod pachą przegląda swoje książeczki. A gdy już wszystkie naczynia czyste i gdy do prania nie ma już nic, siadamy obok siebie na jego łóżeczku i celebrujemy tę naszą nocną, piżamową komitywę. Bo co tu lepszego zrobić z godziną piątą w nocy? William zachwyca się po raz kolejny swoim łupem z trzygodzinnego pobytu na lotnisku w Atlancie - kartonikiem na kubek, by kubek nie parzył w palce (czy to coś ma własną nazwę?). Spogląda z niego na nas, jak mówi William, "Pani Kawa". Kartonik z Panią Kawą zakłada William na rękę, obwieszcza, że zegarek, i, bardzo z siebie dumny, ogląda go pod każdym kątem. Głaszczę go po głowie (włosy całkiem nie jak moje własne, tak gładkie jak jedwab lub woda), zasypia, w ręcę mocno trzymając małe czerwone autko i Panią Kawę. I Krecika.
Któregoś razu zasnęłam wcześniej niż on - kątem oka zarejestrowałam jeszcze, że, w gnieździe uwitym z moich nóg i ściany, ogląda książeczki. Kiedy się obudziłam, spał, na moich plecach. W pierwszej chwili świadomości przemknęło mi przez myśl, jakie to z nas, ludzi, jednak zwierzaki. To przylgnięcie do mnie, to zaufanie bez granic... Miód na serce, balsam dla duszy, chwilo, trwaj. Zaprawdę, jesteś piękna.
Gorąco Was pozdrawiamy - trzyletni od niedawna William i jego dumna współautorka - M.
Nie jesteśmy śpiący i w najbliższym czasie śpiący nie będziemy, co zrobić. Przechodzę nad tym do porządku dziennego i składam o czwartej nad ranem pranie, wieszam kolejne, wyjmuję naczynia ze zmywarki, myję lodówkę (!). William bawi się autkami, z Krecikiem pod pachą przegląda swoje książeczki. A gdy już wszystkie naczynia czyste i gdy do prania nie ma już nic, siadamy obok siebie na jego łóżeczku i celebrujemy tę naszą nocną, piżamową komitywę. Bo co tu lepszego zrobić z godziną piątą w nocy? William zachwyca się po raz kolejny swoim łupem z trzygodzinnego pobytu na lotnisku w Atlancie - kartonikiem na kubek, by kubek nie parzył w palce (czy to coś ma własną nazwę?). Spogląda z niego na nas, jak mówi William, "Pani Kawa". Kartonik z Panią Kawą zakłada William na rękę, obwieszcza, że zegarek, i, bardzo z siebie dumny, ogląda go pod każdym kątem. Głaszczę go po głowie (włosy całkiem nie jak moje własne, tak gładkie jak jedwab lub woda), zasypia, w ręcę mocno trzymając małe czerwone autko i Panią Kawę. I Krecika.
Któregoś razu zasnęłam wcześniej niż on - kątem oka zarejestrowałam jeszcze, że, w gnieździe uwitym z moich nóg i ściany, ogląda książeczki. Kiedy się obudziłam, spał, na moich plecach. W pierwszej chwili świadomości przemknęło mi przez myśl, jakie to z nas, ludzi, jednak zwierzaki. To przylgnięcie do mnie, to zaufanie bez granic... Miód na serce, balsam dla duszy, chwilo, trwaj. Zaprawdę, jesteś piękna.
Gorąco Was pozdrawiamy - trzyletni od niedawna William i jego dumna współautorka - M.
I JUŻ? Wyczekałam się, wytęskniłam, rozsiadłam, rozpędziłam i ..... THE END, FIN, КОНЕЦ :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam dumną mamę i Obiekt jej Dumy, tatę również pozdrawiam serdecznie:)
Pozdrawiam i ja Ciebie również, Lewkonijko! Kolejny post już się pisze w głowie :))
UsuńDoskonale to rozumiem to, co napisałaś na końcu. Takie chwilo trwaj mam od narodzin Gabi bardzo często! Niech trwają :).
OdpowiedzUsuńNiech trwają, niech trwają! Chciałabym czasem wyłączyć to poczucie uciekającego czasu, wszystko to taka chwilka, ech!
UsuńNo... Podobnie miałam, jak Lewkonia;) Mam nadzieję, że przestawicie się bezboleśnie na "właściwy czas";) Uściski dla Williama i Jego Współautorów;)
OdpowiedzUsuńDonoszę, że troszkę nam to zajęło, a w końcu wyszło tak, że Pan Potomek dodatkowo przestawił się... szybciej niż ja! Jednej nocy poszłam spać o... 7 rano, ciesząc się tylko, że rano (czyli zaraz) nic akurat nie muszę. Dziwne uczucie tak nie móc zasnąć całą noc. Ściskam i ja Ciebie!
Usuńkochana moja wścisaj tego cudnego 3 latka najmocniej jak sie da :)
OdpowiedzUsuńnareszczcie napisałaś ...
3 nad radem poiwadasz?! szkoda że jesteś daleko - zrobiłybyśmy sobie kawę i dobre ciasteczka :)
chwilo trwaj - mój bohater jest po operacji bałam się a on tak bradzo dzeilnym chłopcem się okazał
dobrego tygodnia kochanie
Czytam Twój komentarz i czytam i oczy wypatruję w niego - Twój synek miał operację?... To dla matki cios poniżej pasa, przecież przeszłybyśmy za nich przez wszystko, wszystko przecierpiałybyśmy ZAMIAST - ale, bezsilnie, nie możemy. Trzymam kciuki za bohatera, naprawdę mocno trzymam kciuki.
UsuńŚciskam Cię.
Ładnie napisane :)
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńMarcheweczko droga, nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Błagam, nie odmawiaj mi udziału w zabawie, bo jestem strasznie ciekawa Twoich odpowiedzi! :)
OdpowiedzUsuńSzczegóły: http://www.srebrna-akacja.blogspot.com/2013/12/jak-mio-byc-nominowanym.html
Bardzo, bardzo chętnie, przechętnie odpowiem! (po poście, który właśnie Się Pisze). Zawsze lubiłąm takie zabawy :)) Dziękuję!
Usuń