Elizabeth & Michael



Miałam napisać o nich już dawno. Elizabeth i Michael, nasi sąsiedzi w Anglii. Najpierw poznałam ją - starsza pani, zawsze w spodniach, często z ciepłą chustą na plecach, przypominała mi kulącego się jeżyka. Któregoś razu wracałam do domu z Williamem, niespełna rocznym. William płakał w wózku, Elizabeth wyjmowała ze skrzynki pocztę. Odwróciła się w naszą stronę, powoli, uśmiechnęła się kącikiem ust. Ząbkuje, wyjaśniłam. "Zęby..." - powiedziała - "bolą, przychodząc, bolą, odchodząc." Tylko tyle i aż tyle. My skręciliśmy do windy, ona zaczęła wdrapywać się po schodach, unosząc ze sobą fioletową chustę.

Kolejny raz zobaczyłam ją w kościele. We Wszystkich Świętych, zmęczona polskim kościołem, postanowiłam poszukać swojego miejsca w katolickim lokalnym. Ledwo zdążyłam uchylić ciężkie drzwi i wwieźć syna do środka, ledwo zdążyłam usłyszeć księdza - wiedziałam, że jestem u siebie. Najczęściej przychodziłam na msze odprawiane częściowo po łacinie. Na jednej z pierwszych usłyszałam z głośników znajomy głos, znajomy ton, jednocześnie poważny i dobroduszny. Czytała Elizabeth.

Widywałam ją z mężem, wysiadali z taksówki przed naszym blokiem, z siatkami ze sklepu Waitrose, albo wsiadali do taksówki przed kościołem. Patrzyłam czasem, jak przechodzą przez szklane, wielkie na dwie kondygnacje drzwi naszej klatki schodowej. Tak bardzo kontrastowali z tym nowoczesnym blokiem. Przechodzili przez przedsionek, wysoki i biały, z ogromnym współczesnym obrazem na ścianie, i znikali w kolejnych bezszelestnych szklanych drzwiach. Ona, niska i zgarbiona, cała ciemna, w czarnych spodniach, w ciemnym swetrze, z krótkimi, ciemnosiwymi włosami, rozweselona tylko zadziornie fioletową chustą. I on, wysoki i prosty, zawsze w dżinsach, błękitne oczy, włosy niemal białe. Trzęsące się dłonie. Kiedy razem szli, nigdy nie widziałam ich inaczej jak trzymających się za ręce. Nigdy.

Wiosną zaczęli wychodzić na spacery. Którejś niedzieli spotkaliśmy się na ulicy w piątkę. Przedstawili się nam bardzo serdecznie, opowiedzieli o swoich dzieciach i wnukach. Ona szorstka, ale podszyta śmiechem, on łagodny. Uderzająco dobre oczy, dobra twarz.

Przez dwa lata podpatrywałam ich spokój, niespieszność. Jedność. I, pozwolę sobie na banał, ich cichą miłość zamkniętą w zawsze splecionych dłoniach.

Któregoś miesiąca zauważyłam, że jego dłonie coraz bardziej się trzęsą. Później przestałam go widywać. Widziałam tylko wsiadającą do taksówki Elizabeth, co dzień o stałej porze, ciemniejszą niż zwykle, bardziej szarą. Aż w jedną z moich ostatnich angielskich niedziel trafiłam - przypadkiem, wszystko w życiu tym dziwnym przypadkiem - na mszę z okazji ich złotych godów. Młody mężczyzna postawił wózek inwalidzki obok ich ławki. Podczas mszy Michael nie wstawał. Siedzieli razem. Wierzę, że trzymając się za ręce. Już po wszystkim podeszłam do nich, z Elizabeth przywitałyśmy się jak zwykle, Michael, choć pogodny i przyjazny, nie poznał mnie, widziałam to wyraźnie w jego błękitnych oczach.

Po kilku dniach zobaczyliśmy Elizabeth wchodzącą do naszego bloku. Jak zawsze zrezygnowała z windy i wchodziła powoli po schodach. Zaczęliśmy rozmawiać, opowiedziała nam o mężu, o tym, że jest w domu opieki. Że jeszcze ją poznaje. I że ona po 50 latach uczy się mieszkać sama.

Przed naszą przeprowadzką pożegnałyśmy się i mocno się wyściskałyśmy. Bardzo nie po angielsku. Zdobyłam się na odwagę i powiedziałam jej, że obraz ich związku zabiorę ze sobą. I zabrałam. Przez rok patrzyłam na te wspomnienia jak krawiec patrzy na piękną tkaninę, bez odwagi, by ją skroić słowami, nie wiedząc, jak przyzwoicie uszyć z nich opowieść. Opowieść Na Miarę.

Wasza M.

Komentarze

  1. I skroiłaś ją mistrzowsko! ściskam! El.

    OdpowiedzUsuń
  2. Łezka mi się w oku zakręciła. Piękna historia, tym bardziej, że realna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marcheweczko - i takiej trzymającej dłoni w dłoń tobie kochanie życzę :)
    tak długo jak długo będizesz chciała :)
    napisałaś tak że serce oniemiało łza spłyneła

    pisz kochanie pisz

    czekamy na wieści Williamkowe
    buziaki
    m.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż mam dreszcze emocji, cudownie piszesz kochana!
    a.

    OdpowiedzUsuń
  5. Marchewko. Powinnaś napisać książkę tak pięknie piszesz!!
    Z=wzruszyłam się. Całuję mocno

    OdpowiedzUsuń
  6. Marchewko. Powinnaś napisać książkę tak pięknie piszesz!!
    Z=wzruszyłam się. Całuję mocno

    OdpowiedzUsuń
  7. raz na pół roku to aż wstyd ....
    jestem zasmucina
    czasami wystarczy napisac
    wszytko dobrze a ja sie tak po prostu zamartwiam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniś, no wstyd... :( A ja jestem, żyję, mam się dobrze, tylko chwytam dni i szykuję się do nowej przeprowadzki... do Stanów... Ale jak ja to wszystko kiedyś opiszę, to ho ho! Buziaki - przepraszam!

      Usuń
  8. Amazing blog and very interesting stuff you got here! I definitely learned a lot from reading through some of your earlier posts as well and decided to drop a comment on this one!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie