Ci, co więcej widzą, słyszą i czują, a także do czego przydała nam się latarka
Willuuuuuś, synu złoty, przynieś latarkę, ale tak szybko, co? No, w tej szufladzie pod ekspresem do kawy. Poświeć tutaj. I co? Ile widzisz kresek? Tak? Dwie widzisz? No, ja też dwie widzę, ta taka blada, ale też ją widzisz, tak? Willuniu, wiewiórko słodka, ja jestem w ciąży!!!
Taka, proszę Państwa, sytuacja miała miejsce w naszym domu dwa miesiące temu. W drugi trymestr wkraczam bogatsza o jeden zaledwie kilogram i doświadczenie zgoła inne od poprzedniego - tak niedobrze całymi tygodniami nie było mi jeszcze nigdy w życiu! Chodzę spać z kurami, ponieważ śpiąc nie czuję, że mi niedobrze. To jedno można powiedzieć, że jestem bardzo wypoczęta. I jeszcze bardzo szczęśliwa, nawet jak nie wiem, jak mi z tej niedobrzości na imię.
U syna złotego jednoznacznie zdiagnozowano autyzm. I muszę Wam powiedzieć, że trzęsienia ziemi nie było. Trąby jerychońskie nie dały się słyszeć. Właściwie nie zmieniło się nic. Oprócz tego, że teraz w środy chodzimy na terapię z przesympatycznym panem Aaronem. Przed terapią park, po - lody, a potem buszujemy wespół w zespół w księgarni Half Priced Books. Taka nowa świecka tradycja. Ciekawe, co znajdziemy w niej jutro.
Są nieoczekiwane plusy sytuacji. Mniej się szarpię, mniej zastanawiam. A słowa: "syn jest autystyczny" otwierają tu wiele drzwi. Takie USG ostatnio. Przyszliśmy w trójkę, co nikogo w szpitalu, w którym prowadzę ciążę, nie dziwi. Tyle że podczas badania był półmrok, co samo w sobie niespecjalnie odpowiadało Williamowi, a jeszcze na dokładkę umiłowanej mammmmmusi pani nałożyła na brzuch obślizgłego żelu. Obie panie w gabinecie są cierpliwe, w tym kraju w ogóle poziom cierpliwości, że tak powiem, publicznej jest zaskakujący (zdarzało mi się stać na światłach i sprawdzać pocztę w telefonie, patrzę, zielone światło, na prawym pasie nikt się już nie ostał, a nikt w autach stojących za mną nawet nie zatrąbił, nawet nie klapnął klaksonem, no nic). Zatem panie są typowo cierpliwe, jednak na hasło autyzm przechodzą już same siebie, pani asystująca głosem kojącym jak plaster miodu tłumaczy, po co ten żel i że za chwilę mamusia będzie znów czysta, a potem pyta Williama o szkołę i o kolegów, entuzjastycznie chwyta się każdego słowa, jakie pada z jego ust. William się uspokaja. Skupia się na monitorze i raptem oznajmia z radością odkrywcy: "to jest moja dzidzia!". Żel na brzuchu, kluska w gardle, moi mili.
Kiedyś mój William zmartwił się czymś niezauważalnym dla otoczenia, a oczywistym dla niego i dla mnie - przez ostatnie pięć lat intuicja stała się najlepiej rozwiniętym organem jaki posiadam. Powiedział mi wtedy, że chciałby być wesoły, a jest mu smutno, nie umie przestać się smucić i nie wie, dlaczego tak jest. Wtedy poczułam, że jemu wiedza o autyzmie jest tak samo potrzebna jak nam. To było przed badaniami, zatem powiedziałam mu, że być może jest autystyczny, a ludzie, którzy są autystyczni widzą, słyszą i czują więcej niż inni. A skoro tak jest to mają też więcej powodów do smutku. I jeszcze mu obiecałam, że nauczymy się razem wracać z tego smutku do radości. I wracamy. Radość to główna emocja Williama, moja słodka wiewiórka jest dzieckiem z natury bardzo pogodnym. W smutku jest mu niewygodnie jak w uwierających butach. Uczymy się takie uwierające buty zdejmować.
I cieszymy się pięknym majem! Jest niewymownie pięknie, wszystko kwitnie. I drugi raz na wiosnę zakwitło we mnie życie.
Z uściskami -
Wasza M.


Witaj
OdpowiedzUsuńZ całego serca gratuluję! Znam to uczucie, gdy poranne mdłości są całodziennymi. Miałam tak będąc w ciąży z Gabrysią. Takie ciepło i radość biją z Twojego posta, że usta same układają się w uśmiech.
Gratuluję raz jeszcze i śle gorące pozdrowienia z Krakowa
Kinga
Kinga, ogromnie Ci dziękuję, przede wszystkim za to, że zawsze - jesteś. Dziękuję i ściskam Ciebie,
UsuńTo cudowna nowina, przesyłam moc gratulacji. A myślałaś, że jedno dziecko to cud. Widać cuda chodzą parami. Cieszę się, że z Williamem się wyjaśniło i jesteś spokojniejsza. Teraz przyda ci się dużo spokoju. I pisz częściej, bo egoistycznie chciałabym wiedzieć, że u Ciebie wszystko dobrze. To niezrozumiałe, że ktoś kogo nigdy się widziało, i tak naprawdę się nie zna może być tak bliski.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Was wszystkich serdecznie i mocno ściskam
DDorota
Dorotko, dziękuję Ci, usiadłam właśnie, żeby napisać coś na blogu, tym razem będzie duuużo zdjęć :) Ja też Ciebie ściskam i może kiedyś się jednak spotkamy? Nie wiem, gdzie mieszkasz, ale my na pewno co roku latem będziemy przez jakiś miesiąc na Pomorzu, w tym roku też :)
UsuńBedzie drugie male Marchewczątko! :)))
OdpowiedzUsuńGratulacje najserdeczniejsze :* i oby mdlosci szybko ustaly.
I przesylam fale radosnej energi w strone slodkiej wiewiórki!
A troche tej "cierpliwosci publicznej" to by sie tutaj przydalo. Wlasnie na ulicach zwlaszcza.
Diabełku Buraczkowy, bardzoś ucieszył me serce! Dziękuję stokrotnie.
Usuńmoja najukochańsza marcheweczko marcheciunieczko marchewczątko ... jestem taaaaka szczęśliwa - nie wiem dlaczego ?!
OdpowiedzUsuńżyczę tobie kochanie żebyś się lepiej czuła :) w pierwszej ciązy było wszytko taaaakie cudne w drugiej zupełnie odwrotnie :(
lae przecieżty jesteś wspaniała a tooo w końcu minie
Willuśkiem jestem zachwycona - skąd ten autyzm?! no jest no jest ale przecież wiedział u kogo być bo marcheweczka jest pełna spokoju i poradzi sobie jak nikt ... ach tak piszę chaotycznie ale taaaka zmęczona jestem :(
Kochana, dziękuję! Najważniejsze jest tak samo, tak samo jestem szczęśliwa, może tym razem nawet pełniej, dojrzalej tak. No, ale fizjologicznie jest rzeczywiście całkiem inaczej tym razem! Drugi trymestr, a mi nadal niedobrze, niezależnie od pory dnia :))
UsuńAutyzm... domyślałam się go już niespełna 3 lata przed oficjalną diagnozą. Także dla mnie to głównie ulga, już się nie muszę domyślać, wiem też, dlaczego w wielu kwestiach było mi trudniej niż w standardowym macierzyństwie (jeśli w ogóle coś takiego istnieje, hehe). I dopiero dziś wiem tak całkiem na pewno, że nie byłam nieudolną matką, bo np. nie umiałam nauczyć mojego dziecka miłości do jedzenia :))
Ściskam Ciebie gorąco.
Dziś weszłam dopiero - i - och! Jak się cieszę!:))) Marchewko kochana, przepraszam, że tak późno, ale gratuluję i z całego serca życzę, by wszystko się dobrze poukładało! Ściskam tak mocno, że aż strach;)
OdpowiedzUsuń