Codzienność - kwiecień/maj

Jakiś czas temu stwierdziłyśmy z przyjaciółką, że to, czego po mojej przeprowadzce do Stanów najbardziej nam brakuje i za czym tęsknimy, to zwykła codzienność. Widok jej kwiatów z działki w wazonie, mojej nowej poszewki na poduszce, wiecie, co mam na myśli. Postanowiłyśmy temu zaradzić, wysyłając sobie na bieżąco zdjęcia drobiazgów.
Nasunął mi się niedawno pewien wniosek - postanowiłam częścią tej codzienności podzielić się z Wami. Oto zatem moja codzienność w Hameryce, mój powszedni groch z kapustą!

Zaczynamy od mojego osobistego zdjęcia miesiąca - uparł się w sklepie na tę poduszkę!


I płynnie przechodzimy do tutejszych okoliczności przyrody w kwietniu. Kwitł tu wtedy bez:


Różności zakwitły, i w ogóle wyglądało tu tak:

 



Lawenda przed spożywczym: 



Moja wierna Hondzia, moje nogi ogumowane, bez których w tym kraju ani rusz, pozuje wśród tej bujnej wiosennej zieleni:


A nasza wynajmowana chałupa prezentowała się w kwietniu, jak poniżej:


A tak wyglądał dom sąsiadów, i jeszcze nasza dzika róża, która za chwilkę zakwitła jak szalona, a teraz już przekwita (płotów od frontu w tym kraju brak, u nas akurat brak płotu dookoła - zresztą my z tyłu mamy konkretny las!):


Pierwszego dnia lepszego samopoczucia przytargałam do domu pelargonie - zaczęłam nieśmiało, ale potem się rozbujałam ilościowo, i donice ładne ceramiczne znalazłam. Termometr wyszukaliśmy z Williamem, na którym obok Fahrenheitów są Celsjusze, zawiesiliśmy go na zastanym gwoździu. Jest w jedynym słusznym kolorze zielonym, ulubionym mojej Ptaszyny. Pelargoniami zajmie się podczas naszej nieobecności latem moja koleżanka Grażynka, więc mogę szaleć!


A w domu...

Upolowałam tapicerowaną ławeczkę - ustawiliśmy ją pod oknem w pokoju z braku lepszego pomysłu zwanym frontowym:


 Tu użytkuje ją William, już niedawno (ławeczka jest bardzo twarzowa):


A tak było w ostatnią sobotę (Pratap za oknem myje moją Hondzię):


Nasz przedpokój, wieczorem - tu bym Was powitała, gdybyście wpadły dziś na kawę (choć zdjęcie, jak po zdzieraku widzimy, odgrzewane):


A gdybyście zostały na dłużej, spałybyście tu - sypialnia gościnna, zwana także, ekhm, Pokojem Seniorów:


Nasz sralon (czerwona ściana nie była naszym pomysłem, ale jakoś z nią póki co żyjemy):


I jadalnia:


Jest też taras, a na nim nie ma jeszcze pająków, więc korzystamy - nabyłam foteliki składane i takiż stolik, bo nie wiem, jak długo potrwa ta dobra passa. Na zdjęciu dyndają jeszcze metki. William zapragnął jak zdrowia takich dużych klocków, które zostawiliśmy w Polsce, bo myśleliśmy, że wyrósł - zanabyłam, bo bobas w drodze:



Pozostając w temacie syna - babcia przysłała mu krzyżówki:


Z zestawu małego majsterkowicza zrobiliśmy radio:


Tworzą się mapy miejsc rzeczywistych i nie:



Testujemy okoliczne lodziarnie:


Chodzimy na place zabaw:




Ktoś tu jest dumny ze swojej Montessoriańskiej koszulki:


 Ta wiewiórka w szarych dresowych portkach to moja osobista! (po mnie tego nie ma)


 Taki ładny plac zabaw nam się przytrafił ostatnio, w lesie, z widokiem na jezioro:


Bibliotekę mamy świetną, można mieć wypożyczonych 100 książek jednocześnie - a że nas interesuje wszystko...



Poprawę mojej kondycji zauważyć można było po pelargoniach, ale też po aktywności gastronomicznej. Zainteresowała mnie w sklepie spożywka:



Nastąpił także jej przerób (pizza dla małżonka, dla syna była wersja minimalistyczna, ja pozostałam tego dnia przy jarzynowej znad Wisły rodem):




I tak najchętniej żywiłabym się głównie czereśniami. Podobnie jak bez, pojawiają się tu miesiąc wcześniej:


I jeszcze zapowiedziany groch z kapustą.

Widziałam kiedyś na którymś blogu zdjęcie przybytku gastronomicznego, na którym widniało krzepiące hasło: "Pierogi są". Autor zdjęcia świetnie to uchwycił - wszystko będzie dobrze - pierogi są! Drogie Panie - choć ja nie brałam, ale i u nas, w zwyczajnym spożywczym, pierogi są!



Dowożę kolejne pelargonie:


W mojej spiżarce:


Autystyczne matrioszki w naszym ośrodku terapeutycznym :)


Powszedni widok - paczki na wycieraczce:


I na koniec - coś mi się jakby w talii dzieje! Z torebki wyziera mentos zielone jabłuszko, na mdłości:


Mam nadzieję, że spodobała Wam się dzisiejsza wycieczka po mojej codzienności. Polska niedługo zacznie się budzić, u nas spokojny niedzielny wieczór, z retro stacją radiową w tle. 

Z uściskami,
Wasza M.

Komentarze

  1. Bobas w drodze?! O Matko Święta, która nam uczyniłaś z Marcheweczki matkę po raz drugi dlaczego znaku nie dajesz, na szybach się nie pojawiasz, na tostach nie ma twojego wizerunku, pastuszkom się nie ukazujesz nowinę niosąc: "nowe dziecko szczęścia w drodze" ?! Jak to możliwe :) Gratulujemy, czekamy, wypatrujemy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akacjello Droga! Hehe, dzięki :))) Bobasa obwieściłam w poprzednim poście, ale jak na mnie to tempo między jednym postem a drugim było piorunujące i można było z wielką łatwością przeoczyć :)Będzie bobas w listopadzie, specjalizuję się w potomstwie jesiennym :)

      Usuń
  2. Marchewko, cudnie czytać takie (jak i poprzedni) post, codzienny, ale w swej zwyczajności krzepiący. U was już faktycznie jakby lato - te czereśnie, klapeczki, pelasie :))) Czuje się aż tutaj rozpierające Cię szczęście, i to starsze, i najnowsze. W myśl cytatu - a po nocy przychodzi dzień - napływ optymizmu, dobrej energii nadziei jak tsunami:))) Nigdy aż tylu zdjęć tu nie było - i po tym widać przemianę:)))
    Najpiekniejsze zdanie tego posta: " A że nas interesuje wszystko..." :)) Najlepsze słowo numeru - SRALON ( nawet, jeśli to literówka - przywałszczam, po mojej "stodole" to będzie ulubione określenie na to coś z dziurą na rurę do kozy, której brak:)
    BUZIAKI MAMIE, TACIE, WILLOWI, BABKOM, DZIADKOM I KTO TAM JESZCZE OCZEKUJE - Przesyłam:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się pod poprzednim postem ucieszyłam, ale się powtórzę: ale się cieszę! Marchewko kochana, piękne macie tam okoliczności przyrody, a i domowym i wkołodomowym widokom nie można nic zarzucić;) Pelargonie w moich ulubionych barwach! William cudny, i te książki... A Matrioszki takie chciałabym mieć;)
    Pozdrawiam i ściskam jeszcze mocniej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje! Najbardziej podobał mi się William, wygrywa nawet z pierogami!

    OdpowiedzUsuń
  5. I co, wzieliscie mu ta poduszke? Dobry wybór, wie chlopak co w zyciu wazne!!!
    A te 100 ksiazek to sobie tak dlugo mozna w domu trzymac? No bo to jednak troche trwa, zanim sie je przerobi.... U mnie by nie bylo szans, mam tylko 4 tygodnie. Potem moge niby przedluzyc online - ale przewaznie ta funkcja jest zepsuta ;) przypadek - nie sądze ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. fajna ta codzienność:))
    a mdłości niedługo przejdą, jeszcze kilka tygodni, później może być już tylko zgaga i opuchnięte nogi:)))
    a pierogi są to będzie moj hit w kuchni:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. no jak ciebie nie kochać?? no jak
    kocham ciebie całym moim sercem
    dlaczego masz tak w domku jak wiedziałam że masz :)
    jaka szkoda ze są wizy chętnie bym przysiadła na waszym tarasie bez pająków :)
    posiedziała na ławeczce do twarzy :) poszła na plac zabaw z Wiliamkiem - i wypiła z bulionówki twój rosołek .... eh cudnie tam kochanie bardzo cudnie i co do podusi to sie zgadzam z synem w 100% też bym ją wymusiła na Tobie ot co ?!hihhi
    mentosów nie pamiętam w swoich ciążach - generalnie ja spokojnie bez smakowa jakaś byłam czyżby lato w Polsce?
    buziaki przytulaski i wszytko co chcesz ...m.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja córeczka tez z listopada przesłodkie stworzonko - teraz już jedenastoletnie;) Po przeczytaniu ostatnich postów stwierdzam, że "Stay cool" - to hasło dla Waszej Rodzinki, może być tez brytyjskie "Keep calm and carry on".
    Powodzenia! Gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje! Ale skrobnij coś od czasu do czasu.... Nudno tu bez Ciebie, a i znowu przeczytałam cały Twój blog od deski do deski.... Pozdrawiam
    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  10. Marcheweczko, napisz coś, bo będę płakać :((((( Już nawet ja się zmobilizowałam do pisania, a z dwójką nie jest to łatwe. Bądź litościwa! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. marchewa !!!
    informuję że jest zaraz PAŹDZIERNIK !!!!!!!!!!!!!!!!!!!1
    a tu cisza jakas okropna !!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Zacznijmy od róż