Przed skokiem
Rozpoczęta opowieść
Na urodziny dziecka
świat nigdy nie jest gotowy.
Jeszcze nasze okręty nie powróciły z Winlandii.
Jeszcze przed nami przełęcz św. Gotharda.
Musimy zmylić straże na pustyni Thor,
przebić się kanałami do Śródmieścia,
znaleźć dojście do króla Haralda Osełki
i czekać na upadek ministra Fouche.
Dopiero w Acapulco
zaczniemy wszystko od nowa.
Wyczerpał się nam zapas opatrunków,
zapałek, argumentów, tłuków pięściowych i wody.
Nie mamy ciężarówek i poparcia Mingów.
Tym chudym koniem nie przepłacimy szeryfa.
Żadnych, jak dotąd, wieści o porwanych w jasyr.
Brakuje nam cieplejszej jaskini na mrozy
i kogoś, kto by znał język harari.
Nie wiemy, którym ludziom zaufać w Niniwie,
jakie będą warunki księcia kardynała,
czyje nazwiska jeszcze są w szufladach Berii.
Mówią, że Karol Młot uderzy jutro o świcie.
W tej sytuacji udobruchajmy Cheopsa,
zgłośmy się dobrowolnie,
zmieńmy wiarę,
udajmy, że jesteśmy przyjaciółmi doży
i nic nie łączy nas z plemieniem Kwabe.
Nadchodzi pora rozpalenia ogni.
Zawezwijmy depeszą babcię z Zabierzowa.
Porozwiązujmy węzły na rzemieniach jurty.
Oby połóg był lekki
i dziecko rosło nam zdrowo.
Niech będzie czasem szczęśliwe
i przeskakuje przepaście.
Niech serce jego ma zdolność wytrwania,
a rozum czuwa i sięga daleko.
Ale nie tak daleko
żeby widzieć przyszłość.
Tego daru
oszczędźcie mu, niebieskie moce.
Wisława Szymborska
Mój syn już dzisiaj rozpocznie swoją opowieść. Za dobre trzy godziny. Cztery lata temu napisałam tak. Czuję się dzisiaj tak samo, gotowa do skoku, skupiona. Zawieszona między życiem a życiem.
Już za godzinę wsiądę z Pratapem do auta, zostawimy za sobą dom z hortensją, a w środku domu Williama z moją mamą i tatą. Pojedziemy szeroką drogą z resztkami jesiennych liści, miniemy sąsiadów wyprowadzających swoje psy. Zostawimy za sobą świat i nabrzmiałe dziś nagłówki wiadomości. Skupimy się tylko na sobie i człowieku, który urodzi się właśnie dziś. Przejdzie z życia do życia. Ubogaci nasze życie tak potężnie, że dziś jeszcze nie umiemy sobie tego wyobrazić.
Będziemy na sali operacyjnej razem, a potem w pokoju we trójkę przez cały pobyt w szpitalu. Czekam najbardziej na przyjazd Williama dziś po południu. Będę świadkiem początku braterskiej więzi moich chłopców.
Dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim postem, wybaczcie mi brak odpowiedzi. Pomyślcie dziś o nas ciepło,
M.

Przytulam mocno :)
OdpowiedzUsuńOgromnie się cieszę. Mam nadzieje, że jesteście już razem, wszyscy, szczęśliwi i oszołomieni. Wszystkiego co dobre i piękne Wam wszystkim. Myśle o Was ciepło.
OdpowiedzUsuńDDorota
Przespałam... przepraszam... jak się czujecie? Buziaki dla całej rodzinki:)))
OdpowiedzUsuńPrzespałam... przepraszam... jak się czujecie? Buziaki dla całej rodzinki:)))
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego dla maleństwa, na krętej drodze życia.:-) Świat wita.
OdpowiedzUsuńJa też ...przespałam...i dziś nadrobiłam :)
OdpowiedzUsuńPięknych i szczęśliwych chwil dla Was:) :*
Nie chcę być natrętna, ale... jakiś mały kawałek bobasa miło byłoby zobaczyć. Chociaż piętkę :)
OdpowiedzUsuńjakaś TY piękna !!!!!
OdpowiedzUsuń