Sztrukieski
Dziś wieczorek rodzinny u Williama w szkole, ubieram więc Thomasa bardziej paradnie niż zazwyczaj, w wyłowione z dna szuflady beżowe sztrukieski po bracie. Gdy wychodzimy ze szkoły, pada. Pratap z Williamem idą po auto, ja zostaję z Thomasem na rękach przed wyjściem. Czekam. Wokół morze ludzi. Obce twarze, lekka nerwowość, zaduch. Staję całkiem blisko drzwi, najbliżej. Widzę swoje odbicie, pańcia w granatowym prochowcu z Polski, z chustką w ptaszki z Anglii. Torebka z Polski, portki z Anglii, but tutejszy.
Lekko się kołyszę, Thomas zasypia. Wyjściowe spodnie po bracie wiszą na nim jak na bracie, wystają z nich nogi znów śmiesznie bez butów. Sześć lat, naprawdę sześć lat. Naprawdę sześć lat?
Wszystko pamiętam jak wczoraj. Spacer codzienny. Dzieci koleżanek z bloku. Wiosenne powietrze. Młodą pewność, że ta cała emigracja to na chwilę.
Lekko się kołyszę, Thomas zasypia. Wyjściowe spodnie po bracie wiszą na nim jak na bracie, wystają z nich nogi znów śmiesznie bez butów. Sześć lat, naprawdę sześć lat. Naprawdę sześć lat?
Wszystko pamiętam jak wczoraj. Spacer codzienny. Dzieci koleżanek z bloku. Wiosenne powietrze. Młodą pewność, że ta cała emigracja to na chwilę.
:))) Urzeklo mnie to ostatnie zdanie :)
OdpowiedzUsuńLeci ten czas, nie? I losy tocza sie z reguly calkiem inaczej, niz myslelismy.
I serdeczne gratulacje z okazji powiekszenia rodziny, wiem ze rychlo w czas, ale od serca! Morza zdrowia, calych gór szczescia, i oceanów radosci :)
O losie losowy, a ja dopiero Tobie odpisuję! :)) Dziękuję z serca!
Usuń