Wielki Piątek
Późnym wieczorem weszłam z Williamem do kościoła koło naszego domu. Nie planowałam. Wracaliśmy do domu, prowadziłam auto, zagłuszałam myśli skocznym radiem, podkręcając głośność raz, drugi, czwarty. Usypiająco piękny poranek i bezczelnie trudne popołudnie, rozmowa w przedpokoju i w butach, mówię, to ja mówię?, „ja już nie wiem, w co wierzę“, jeszcze ciepło, jeszcze razem, biegnę do auta, do domu, osobna, tak się dziś ochłodziło, że kto by nie biegł.
A w kościele koło naszego domu cisza i pachnie.
Pachnie.
I cisza.
Komentarze
Prześlij komentarz