Obrazek
Obrazek, grudniowy, styczniowy może, biało-czarny, ze śniegiem po lewej i z odciętą od śniegu nocą, co udaje poranek. Noc poprzebijana główkami latarń, rytmicznie, w ukośnej perspektywie. Mam pięć lat, może sześć, nie więcej niż siedem. Stoję przed klatką schodową naszego bloku - choć bloku nie ma, z mamą albo babcią - choć sama, stoję sama, a przede mną nienaruszalny, nieruchomy obrazek. Wygląda wcześnie, wygląda zimno. Spoza obrazka kraczą niewidzialne wrony, plącząc się we mnie na zawsze ze śniegiem i z nocą.
Komentarze
Prześlij komentarz