Ogrody Filoli, czyli wejście

I jeszcze na powitanie zamieszczam zdjęcie pięknego wejścia. Miało być już wczoraj, jest dziś, bo wczoraj edytor zdjęć, nieczuły, odmówił posłuszeństwa. Zdjęcie zrobiłam w ogrodach Filoli w Kalifornii - póki co mamy rzut beretem (ale o tym już niżej).
Witaj zatem :) Czekam na kolejne wpisy :)
OdpowiedzUsuńWiększość z nas trafiła do blogów w podobny jak Ty sposób :)
Powodzenia :) a edytowanie i wszystkie techniczne sprawy załapiesz stopniowo :)
Pięknie dziękuję za powitanie! Tak miło zobaczyć, jak zero komentarzy zamienia się w okrągłą jedyneczkę, do tego tak sympatyczną :) Korzystając z okazji gratuluję pięknych drukowanych poszewek! Własnej drukarki nie posiadamy, więc w grę wchodzi okaz w małżonkowym biurze (wykorzystywany dotąd przeze mnie głównie do drukowania starych reklam - podzielam zamiłowanie do czcionek, napisów, szyldów!). Tak sobie myślę,gdyby się ta drukarka ewentualnie zepsuła to chciałabym koniecznie zobaczyć reakcję serwisu technicznego, który dłubiąc we wnętrznościach maszyny odnajduje malowane w reklamę kremu o cudownych właściwościach płótno!
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam! :)
M.
Hej Marchewko (trosze dziwnie mi sie tak zwracac, nick masz zabojczy;)...), dzieki za mila wizyte u mnie.
OdpowiedzUsuńBede trzymac kciuki za Twoje blogowe przedwsieziecia i na pewno nie raz Cie jeszcze odwiedze:).
Widze, ze mieszkasz w okolicach SF, to moje ulubione amerykanskie miasto (tzn. nie bylam jeszcze we wszystkich;), ale to akurat darze specjalnym sentymentem - mieszkalam kiedys pod Santa Rosa, to ok. godziny drogi od SF, moze kojarzysz...)
Powiem Ci, ze po prawie 5 latach mieszkania poza Polska tez nieraz mam chwile tesknoty, ale do powrotu mnie nie ciagnie... Ciekawa jestem jak to bedzie u Ciebie, Twoich odczuc i wrazen powrotu do Polski po tych kilku latach poza?...
Trzymam oczywiscie mocno kciuki:) i pozdrawiam!