Czekając na Cud

Kiedy zamieściłam zdjęcie z testem ciążowym (pasek po prawej), przeczytałam od Was przemiłe komentarze. To zdjęcie jest dla mnie rzeczywiście wyjątkowe, zrobione może dwie godziny po tym, jak się dowiedziałam, że zostanę mamą. Dorobiło się nawet w tybie ekspresowym ramki! Dzisiaj opowiem Wam o tle tego zdjęcia, czyli o zestawie ubranek niemowlęcych, w których posiadanie weszliśmy z mężem kilka dni wcześniej :) Tak się bowiem składa, że przeczuwając fakt posiadania pod moim sercem małego lokatora - wybraliśmy się z mężem na zakupy (o brawuro!). Nie mając przy tym pojęcia, czy lokator okaże się dziewczynką czy chłopcem, przezornie zaopatrzyliśmy się w artykuły odzieżowe wielorakie :) Te błękitne mają charakter neutralny (no, pomijając kilka sztuk), różowe, wiadomo, są jednak zarezerwowane dla dziewcząt. Nie chcąc, żeby nasze dziecko (w tamtych dniach wielkości mikroskopijnej) uczuło się pokrzywdzone, staraliśmy się wybierać odzież sprawiedliwie, raz błękit, raz róż, raz sukienka, raz koszula. Szczytem tej naszej idei było szukanie przez internet biało-błękitnego kocyka, który byłby odpowiednikiem biało-różowego znalezionego w sklepie... Szczęśliwym trafem mąż upolował go w jednym jedynym sklepie internetowym, więc tego biało-różowego nie czułam się zobowiązana odnieść do sklepu :) Ot, i cała Wasza marchew...

Wczoraj zrobiłam tej całej wyprawce zdjęcia i pomyślałam, że się nimi z Wami podzielę. Sama zawsze bardzo lubię oglądać to, co przyszli rodzice gromadzą dla swojego dzieciaczka, mogłabym patrzeć i patrzeć na te wszystkie ciuszki i inne niezbędniki w mikroskali! Do naszej pierwotnej kolekcji w tygodniach późniejszych doszło niewiele: białe koszulki (na dni przed odpadnięciem pępka), szczoteczka i grzebień, smoczki, kaczka do kąpieli (nie mogłam przejść obok niej obojętnie) i kocyk do wózka, ten zielony w groszki (w rzeczywistości jego zieleń jest ładniejsza, czysta, pistacjowa). Więcej zakupów zrobimy w drugiej połowie czerwca, kiedy już się dowiemy, czy będziemy rodzicami chłopaczka czy dziewuszki :)

Z ciepłymi pozdrowieniami! M.
Przesliczne ubranka, ale najbardziej mlaskam na widok zielonego kocyka, w grochy jest!!!:)
OdpowiedzUsuńJuz sie nie moge doczekac Twojego dzidziusia, masie juz wybrane imiona? A jak Twoje samopoczucie? Mam nadzieje, ze przechodzisz bezobjawowo, a za to cieszysz sie kazda chwila:)
Pozdrawiam cieplutko:)
Szalona Kobieta :)
OdpowiedzUsuńUważaj, bo można majątek w ten sposób stracić.
Właśnie, dawaj jakie imiona wybraliście :)
Buziaki :)
Śliczności kupiłaś.
OdpowiedzUsuńfajne zdjecie ciuszków w koszyku.
Jeszcze raz gratuluję z całego serduszka
Trafiłam tu niedawno. Uroczy blog. Dzisiaj dotarło do mnie, że Twój mąż pochodzi z Indii i że w takim razie dzidziuś będzie wyjątkowo piękny:) Uważam, że dzieci z takich mieszanych (pod względem urody i koloru skóry) małżeństw są szczególnie urocze i zachwycające. Życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam serdecznie! Weronika
OdpowiedzUsuńDrogie Moniko, Kasiu, Fuerto i Weroniko (Weroniko, serdecznie Ciebie witam i zapraszam częściej, dziękuję, że zostawiłaś komentarz!), bardzo się cieszę, że zgromadzona przez nas mini odzież się Wam spodobała :) Tutaj na szczęście jest bujny system przecen i wyprzedaży, więc udało mi się znaleźć wiele z tych ubranek całkiem niedrogo, czasem za 1/4 ceny wyjściowej (na zakupach byliśmy w lutym, okazało się, że w czasie wyprzedaży jesienno-zimowych, no a że nasze dziecko właśnie jesienno-zimowym niemowlakiem będzie to pasowało jak ulał). Zielony kocyk w grochy zauroczył z miejsca i mnie, taki jest wesolutki!
OdpowiedzUsuńJa czuję się naprawdę świetnie, śpię dużo, jak taki dajmy na to niedźwiedź, a poza tym jestem pełna życia (w przenośni, jak również dosłownie, hehe!).
Dziewczyny, Weronika słusznie zauważyła, że mój mąż pochodzi z Indii. Jego rodzice emigrowali z Indii do Stanów kiedy mieli po dwadzieścia parę lat, sam małżonek natomiast wraz z rodzeństwem urodził się i wychował już w Stanach. No i właśnie u mnie wszyscy w rodzinie nie mogą się już doczekać tego dzieciątka mieszanego! Co tu dużo mówić, ja sama się nie mogę doczekać! :) Nasza sytuacja kulturowa prowadzi do tego, że imię znaleźć będzie niełatwo, hehe. Przede wszystkim będzie musiało być łatwe do wypowiedzenia dla rodzin z obojga stron, a do tego w żadnym z zamieszanych języków (polskim, angielskim i hinduskim) nie może brzmieć szczególnie dziwnie czy śmiesznie (i tu jest często pies pogrzebany), i tak dalej. No i jak by nie było, imię musi się nam dodatkowo podobać :) Jakieś tam typy mamy, ale póki co nic konkretnego, jak poznamy płeć to zaczniemy myśleć intensywniej :)
Ściskam Was! M.
Mnie się podoba np. imię Mira (dla dziewczynki oczywiście:)), właśnie wpisałam go w google i znalazłam to: "Mira – imię żeńskie pochodzenia słowiańskiego (od słowa "mir" czyli "pokój"). Jest także skróconą formą imion Mirosława, Miranda, Mirela, Elmira czy Palmira, albo najprawdopodobniej żeńskim odpowiednikiem męskiego imienia Miron. Istnieje także hinduskie imię żeńskie o tym samym brzmieniu, wywodzące się ze słowa oznaczającego "osobę, której się dobrze wiedzie" w języku sanskryt. Nosiła je XVI-wieczna indyjska księżniczka, znana wyznawczyni boga Kriszny. Występuje także jako forma skrócona niesłowiańskiego imienia Mirabela".
OdpowiedzUsuńAle to tylko taka moja luźna uwaga:)Sama nie wiedziałam, że to imię (do którego mam ogromny sentyment) ma coś wspólnego z Indiami. W moim otoczeniu panuje ostatnimi czasy moda na podróże do Indii. Pewnie na tym dużo stracę, ale podejrzewam, że nigdy się tam nie wybiorę, z powodu mojego chorobliwego (i uciążliwego dla mnie i otoczenia) zamiłowania do sterylności...
Jestem w podobnym wieku, niestety nie mamy jeszcze z mężem dzieci, ale doskonale rozumiem to szaleństwo "ubrankowe". Od zawsze uwielbiałam oglądać takie maleńkie cudeńka i zwiedzać sklepy z rzeczami dla dzieci. Pewnie jak się z mężem dowiemy, że będziemy mieli dzidziusia, to też się rzucimy do sklepu:) Ja od jakiegoś już czasu się ledwo powstrzymuję na różnych wyprzedażach i nie tylko:) Tylko właśnie, kwestia płci... Kupię urocze sukienki, a tu się okaże kiedyś, że będziemy mieli chłopca i tak ja Wy mam takie dziwne odczucia, że tej "nietrafionej płci" byłoby potem "przykro". P.S. A Wasze ubranka są cudne! Takie delikatne, pastelowe, nienarzucające się. Pozdrawiam! Weronika
Weronika, tak się składa, że moja teściowa ma koleżankę o imieniu Mira, imię zatem rzeczywiście jest w Indiach w użyciu! Temat wypłynął kiedyś, ponieważ moja mama ma na imię Mirka i tak się teściowej skojarzyło (choć mama akurat formy Mira nie lubi).
OdpowiedzUsuńMój mąż był w Indiach dwa zaledwie razy, z czego pierwszego nie pamięta, bo miał niespełna 2 lata, później poleciał z rodziną, gdy miał 15 lat. Chcieliśmy polecieć wszyscy razem ostatnio, ale akurat, gdy mieliśmy kupować bilety, były zamachy w Mumbaju i tak się nam jakoś podróż rozeszła po kościach... No a z małym dzieckiem tak szybko nie polecimy, z powodów, o których pisałaś. Kiedyś jednak na pewno się wybierzemy, mąż chce zobaczyć, jak się Indie zmieniły, a ja chce je zobaczyć w ogóle, bo bądź co bądź - obok kultury polskiej i amerykańskiej - z hinduską mam do czynienia najwięcej :)
Ja też już od wielu lat łaziłam po sklepach z ubrankami dla dzieci, oczy mi się do tego wszystkiego świeciły, siłą się trzeba było powstrzymywać, żeby czegoś nie kupić... Kiedyś czułam, że jestem w tych sklepach tak trochę nielegalnie (cokolwiek to oznacza), a dziś proszę, kto by pomyślał, nadszedł czas rzeczywistych zakupów... Takie oczekiwanie sprawia jednak chyba, że później wiemy z góry, co nam się podoba i czego będziemy w sklepach szukać. A przede wszystkim myślę, że kiedy tak długo oczekiwana chwila wreszcie nadchodzi, umiemy cieszyć się nią dużo bardziej - i tak na pewno będzie i w Waszym przypadku! M.
Kurczę, fajnie to nazwałaś:) Ja też tak mam w takich sklepach, czuję się niepełnowartościowym klientem. Czasem mam wrażenie, że obsługa doszukuje się u mnie brzucha, albo że zaraz padnie niezręczne pytanie i będę się musiała tłumaczyć, że nie mam na razie dzieci i że nawet w ciąży nie jestem. Wiem, to głupie i pewnie nikt o takie rzeczy nie pyta, ale ja czasem przymierzam się do wózków i już widzę oczami wyobraźni uprzejmą panią/pana pytającego się, czego dokładnie szukam. Chyba nam się już przynajmniej raz tak zdarzyło. Nie wiem, jak w USA, ale ja u nas w Polsce często mam wrażenie, że ubranka nie do końca są przystosowane dla delikatnego ciałka dziecka. Często mam wrażenie, że materiał jest milszy w dotyku po zewnętrznej stronie, a np. cudne spodenki są sztywne i w moim odczuciu niewygodne dla takiego maluszka. A w wielu przypadkach nie są to rzeczy tanie. Zawsze też się zastanawiam, czy takie ubranka nie są z dodatkiem jakiś szkodliwych barwników itp. Odrzuca mnie też napis "made in china", chociaż czasem ciężko tego uniknąć. Rok temu kupowałam dla nowonarodzonego dziecka w rodzinie prezenty i ciężko było znaleźć zabawki nie z Chin, ale jak się dobrze poszuka, to się da. A jeszcze odnośnie tej nieodpartej chęci kupowania, nie tylko ja ją przejawiam, mój mąż też i parę razy to ja musiałam go przekonywać, że jednak nie kupimy tej maciupeńkiej sukienki, czy koszuli. Tak, tak, wiemy, co nam się podoba i chyba ciężko będzie nam dogodzić:) Ale się rozpisałam. To już koniec na dziś, bo u nas dochodzi północ. Miłego dnia:) Weronika
OdpowiedzUsuńUwielbiam ogladac i kupowac takie male ubranka, sa przeslodkie :) No a pistacjowy kocyk w groszki cuuudny! Mysle cieplo o Tobie / o Was i 'wpadam' regularnie po nowe informacje ;)
OdpowiedzUsuńUsciski! :*
Weroniko, niedawno podarowalam mojej przyjaciolce tego z zoltym szaliczkiem misia: http://www.tomy.co.uk/products/true-love-long-legs-collection-13-inch/?parent=2273692
OdpowiedzUsuńInne rzeczy z tej serii sa tez tutaj: https://www.miyim.com/index.html
Naprawde mozna znalezc dobre zabawki dla maluszkow:)
Marcheweczko czekam na zdjecia z dalszych zakupow i wybrane imiona:)
A u nas tez bylby problem, ale juz mamy swoje typy. Buziaki:***
Weronika, masz rację, niemowlęce ubranka są często niemiłe w dotyku, szorstkie. Ja też na to zwracam uwagę i wszystko, co kupiłam, jest w 100% z bawełny. I jak koszula to mięciutka, (choć i tak takich ubranek będą ilości minimalne, bo wiadomo, że maluszkowi najwygodniej w śpiochach czy pajacykach), jak spodenki to w środku z delikatną wyściółką, jakby podszewką (będzie jesień-zima, więc dodatkowa warstwa też nie zaszkodzi). Staram się do minimum ograniczyć guziczki na pleckach, bo tak sobie myślę, że leżeć przez większość dnia na wpijających mi się w plecy guzikach też bym nie chciała. Nawet jak kupowałam takie maty nieprzemakające np. do doraźnego przewinięcia dzieciaczka na kanapanie, to wybrałam takie z zewnątrz flanelowe, milutkie (a są w sklepach różne). No i żadnych twardych bucików czy poliestrowych wdzianek - zauważyłaś, jaki horror ludzie zakładają często dzieciom na chrzest? :) To dopiero jest materiał na dłuższą pogawędkę, hehe!
OdpowiedzUsuńBea, tak się ciesze, że Ciebie goszczę! Cieplutkie pozdrowienia :)
Monika, ciekawa ta strona, spodobały mi się zwłaszcza te misie Charlotte z pękatymi brzuszkami - ja w ogóle mam słabość do miękkich brzuchatych pluszaków :) Widzę też, że mają pluszowe postacie z książek Dr. Seussa - nasze dziecko ma już tych książek całą biblioteczkę, w wersjach normalnych i bobasowych kartonikowych - mąż i ja te książki uwielbiamy! :)
Tak, tak, Marchewko, sporo wdzianek na chrzest (dla mnie to w ogóle inna bajka, bo ja uznaję chrzest dorosłych) prezentuje się koszmarnie...
OdpowiedzUsuńA guziczki (szczególnie z tymi srebrnymi zatrzaskami) to też mnie "przerażają", też mi się wydaje, że mogą nieprzyjemnie ugniatać i chłodzić delikatne dziecięce ciałko... A taki dzidziuś jest bezbronny i niestety nie powie nam, że mu w czymś niewygodnie, chyba że płaczem... U nas ostatnio pojawia się coraz więcej ubranek z serii "organic cotton" i to cieszy, że mamy jakiś wybór.
MONIKA, misie z tej serii są urocze. Uwielbiam takie zabawki:)
Pozdrawiam!
Weronika
Witam! :) Przeglądam Twój blog właśnie i zatrzymałam się nad tymi zdjęciami, są takie rozczulające. Najbardziej urzekły mnie białe butki :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło...
Ania, bardzo się cieszę, że tu do mnie zajrzałaś, dziękuję za komentarz. No, te białe butki to od moich rodziców, pierwszy dziadkowy prezencik, stoją koło ramki ze zdjęciem z USG :) Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuń