Pożegnanie z aparatem


No, nareszcie! W piątek, po 30 długich miesiącach, pożegnałam się z aparatem na zęby. Myślałam, że ten dzień nie nadejdzie już nigdy!... Leczenie przedłużyło się o rok, zęby nie były łaskawe się przesuwać, założono mi mini implancik w ortodontycznych celach, i w ogóle różne różności. Wskutek tego wszystkiego na pytanie, jak długo jeszcze będę nosić aparat, odpowiadałam grobowo "do śmierci" :D

A jednak ten piękny dzień nadszedł, co za ulga!... I nie chodzi tu nawet o kwestie wizualne, bo aparat był ceramiczny, przezroczysty, tylko drucik zeń wyzierał - dla jasności obrazu na zdjęciu z testem po prawej szczerzę zęby przybrane w aparat :) Nie chodzi tu również o ból czy inny dyskomfort, bo, krótko mówiąc, przywykłam, nie takie zresztą rzeczy się przeżyło na polu stomatologicznym. Chodzi o jedno: moje miłe, ja od stycznia 2008 roku nie jadłam jabłka jak człowiek! Jak jabłko to tylko obrane i pokrojone w cząsteczki... Inaczej się nie udawało, choć próbowałam dzielnie (na przykład takie orzeszki to zjadałam bez przeszkód). W gabinecie dentystyczno-ortodontycznym, który stał mi się drugim domem (mężowi zresztą też, bo zaparł się i chodził ze mną na wszystkie wizyty, siedział koło fotela, dorobił się przy tym nawet całkiem imponującej ortodontycznej wiedzy), w każdym razie w tym gabinecie, w poczekalni, jest zawsze taka duża szklana miska z dużymi, zielonymi jabłkami. I ja zawsze na te jabłka patrzyłam tęsknym wzrokiem... I na te ulotki z ludźmi o pięknych zębach, wgryzającymi się w takie zielone jabłka... Ach!...

W związku z tym na pytanie kolejne: co sobie zjem jak już zdejmą mi aparat, odpowiadałam z szeleństwem w oczach: "jabłko".


Jak postanowiłam, tak zrobiłam, ledwo przekroczyłam próg domu. A potem pojechaliśmy po jagody! Zobaczyłam je w sklepie dzień wcześniej, ale mąż się dziwnie uparł: " nie kupujemy, wrócimy jutro, nie kupujemy" - sam już nie wierzył, jak się później przyznał, że oni mi ten aparat faktycznie w końcu zdejmą:) Pojechaliśmy, jagody spożyłam, w towarzystwie pysznych lodów... jeżynowych. Mówiąc krótko, zjadam ostatnio wszystko, co plami i przebarwia. Wcześniej teoretycznie mogłabym zjadać, ale... Gumki w aparacie, przezroczyste, wyjątkowo chętnie przybierały barwę otoczenia. Kiedy byliśmy u teściowej w czerwcu, zjadłam samosy, nie wiedząc, że czai się w nich kurkuma (ja robię bez), no i potem wyglądałam, jakbym zjadła kanarka... A z takim kanarkiem na zębach każdy się czuje nieswojo, choćby miał do własnej fizjognomii nawet największy dystans.

Jagody zatem odpadały. Barszczyk w Wigilię natomiast nie odpadł, bo czego jak czego, ale Wigilii bez maminego barszczyku to ja sobie nie wyobrażam... Całe szczęście efekty barszczykowe okazały się swego czasu o niebo mniej wybujałe niż kurkumowe, choć zrywanie się od stołu po wypiciu barszczu duszkiem - żeby wyszorować zęby - pewną magię świątecznej konsumpcji jednak odbierało...

Na zakończenie tej opowiastki wyznam jeszcze, że aparat nosiłam nie w celach estetycznych, a, że tak powiem oględnie, stomatologicznych - przez co przez te dwa i pół roku nie mogłam sobie nawet powiedzieć: chciałaś, babo, mieć proste zęby, to cierp :) Cierpiałam raczej za błędy dentystów, z którymi obcowałam regularnie i w dobrej wierze od chwili, gdy tylko zęby wyrosły mi ponad dziąsła.

A jednak dziś bardzo, bardzo jestem z tego estetycznego bonusa zadowolona! Nie ma tego złego :)


Oczywiście nie jest to koniec moich ortodontycznych przygód, bo rzecz jasna weszłam w posiadanie aparatów retencyjnych - na dole plasticzek okraszony drutem, u góry pokrowiec w postaci invisalign. No ale to całe ustrojstwo jest już całkiem niewidoczne i, co ważniejsze, wyjmuje się je do posiłków szybko a łatwo!

Zdjęcia do tego posta powinny przedstawiać jabłka albo inne jagódki, ale niestety owoce te zostały zbyt szybko zżarte. Czasu antenowego doczekały się natomiast nasze storczyki, bez większej korelacji z tematem :) Storczyki rosną nam jak szalone, to już ich drugie kwitnienie, które obserwujemy od pączuszków. Ten żółtawy ma obecnie 11 dużych kwiatów (wczoraj było 13, nie dotrwały do sesji) plus 2 pączki, pokazywałam go w poście w styczniu - pół roku później on nadal wygląda jak nowy. Storczyk biały natomiast jest storczykiem eksperymentalnym, bo nie dałam mu podpórki, żeby tak sobie własnie rósł naturalnie, a on i tak niestrudzony dorobił się wielkich kwiatów (sztuk 9). Storczyki uwielbiam. W naszej podróży poślubnej byliśmy z mężem na Hawajach i siłą mnie trzeba było odciągać od obecnych tam storczykowych hodowli (...takie piękności tam były...). Po powrocie nabyliśmy dwa, bez większych nadziei. A tu niespodzianka - rosną, kwitną, dobrze się mają :)

Pozdrawiam Was dzisiaj jabłkowo-jagodowo-barszczykowo! To już lipiec, słoneczny lipiec! M.

Komentarze

  1. O matko, Marchewko, Ty to masz pisanie :)
    Normalnie uśmiałam się do łez z opowieści dentystycznych.
    Ubranko śliczne :)
    Buziaki i smacznego na wszystko, czego tylko sobie teraz zażyczysz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Reka policzek podpieralam i az mi zjechala bo tak sie usmialam. Storczyki piekne, ale ja Twoje zdjecia poprosze, w zyciu bym nie pomyslala, ze na zdjeciu z testem i z aparatem jestes:)
    Co do storczykow jeszcze to rowniez je kocham. Dostalam jednego, dawno, dawno temu i juz spisany byl na straty, wrzucilam go do ciemnego pokoju z innymi doniczkami, zagladam tydzien temu, a on ma cztery liscie!!! Takie prawie biale z braku slonca. Matko Boska!!! Juz sie zazielenily. Z tego niedowierzania nawet rzodkiewke posialam:)))
    Marlenko wiecej Twoich, Waszych zdjec prosze:)))
    Sciskam cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielka jesteś! Wytrwałaś, w nagrodę jabłuszko ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia, dzięki! :) Wczoraj kupiliśmy duuuużo jagód, więc sypię na nie troszkę cukru (z Polski, bo trzcinowy to ja ewentualnie w wypiekach...), i jem - jem - jem! Ściskam!

    Monika, a ja się uśmiałam z tej rzodkiewki! :) Na pewno już zdążyłaś wystawić storczyka na światło, teraz tylko trochę o niego podbać i jak nic pojawią się kwiatki! Storczyki - jak ludzie - najwyraźniej lubią jeść, my im kupujemy odżywkę do storczyków (tu to się zwie Orchid Food), mieszamy ją z wodą (maleńka miarka na ok. 4l) i właśnie tylko tą miksturą podlewamy - raz w tygodniu, skąpo, może z pól szklanki na jednego gagatka. Działa :)
    Zdjęć więcej będzie na pewno, zwłaszcza jesienią :) Uściski!

    Barbaratoja, pięknie dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ekhm, przeczytalam naglowek i az sie przetraszylam, ze cos nie tak z Twoim aparatem fotograficznym;))) - na szczescie nie o to chodzilo...
    Fajnie swoje ortodontyczne doswiadczenia opisalas, nie zaluj sobie owockow w nagrode - smacznego!:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciesze sie w takim razie bardzo, ze masz juz to wszystko za soba! Wiem, jakie to nieprzyjemne... Na szczescie nie ze swojego wlasnego doswiadczenia, a z doswiadczenia meza, ktory dopiero nieco ponad rok temu pozegnal sie z aparatem. Zajelo to w sumie ponad 4,5 roku : najpierw aparat, pozniej operacja szczeki i pozniej znow aparat. Niestety pozostaly pewne skutki negatywne tego przedsiewziecia, ale to z powodu operacji raczej, nie z powodu samego aparatu. Ale coz, czesto niestety mamy 'cos za cos' :/
    A co do 'odbarwiania' sie aparatu, to my mielismy ten problem z kurkuma wlasnie :) Dlatego takie 'kolorowe' dania robilam tylko tuz przed planowana wymiana gumek w aparacie ;)
    No i rozumiem, ze tak bardzo mialas ochote na to jablko i jagody! Podziwiam za wytrzymalosc :)

    Pozdrawiam serdecznie! I zycze wspanialego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. PS. Oczywiscie zapomnialam : storczyki przepiekne! To rowniez moja wielka milosc :) Niestety aktualnie zaden z posiadanych nie kwitnie :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Lena, tak właśnie myślałam, że tytuł brzmi dwuznacznie :) Mój aparat fotograficzny ma się, staruszek, dobrze, a ja już się cieszę, że wkrótce dołączy do niego braciszek - zdjęcia będę mogła lepsze robić, bo tak to choćby człowiek chciał to i tak, wiadomo, oko coś widzi, a aparat nie, albo widzi, ale całkiem inaczej :) Pozdrowienia!

    Bea, to wiesz po doświadczeniach męża, jak to z tymi aparatami jest... Strasznie długo to wszystku u niego zajęło! Tak to z tymi sprawami jest, niczego nie można przewidzieć, a każdy przypadek jest inny :( Mnie czeka jeszcze założenie implantów, ale to z premedytacją odłożone w czasie aż dziecko się urodzi. Mogłam założyć wcześniej, przed ciążą, ale w ciąży z dziąsłami mam problemy i bez świeżo założonych implantów, więc dobrze, że zdecydowaliśmy się z tym poczekać :) Zachęcam wirtualnie Twoje storczyki do zakwitnięcia i milutko Ciebie pozdrawiam!
    P.S. A wczoraj zrobiłam barszczyk :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam:) Przeczytałam... wszystko. Wspaniale się czyta twój blog, tak pięknie i ciekawie piszesz. Dodaję do ulubionych i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy:)
    Ps. Ja też siatkówkę znam od tej zupełnie "niesportowej" strony i laserowanie tudzież łatanie dziur innymi metodami nie jest mi obce;)Tak samo z resztą, jak nie obce mi forum muratora, dzięki któremu podobnie jak ty trafiłam do blogowego świata:)
    Pozdrawiam gorąco (nie tylko dlatego, że u nas upał;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Sunsette, dziękuję! To dla mnie wielka radość czytać takie komentarze, jak Twój. Oj, to mamy trochę wspólnego... Ja znam niewiele osób w moim wieku z takimi siatkówkowymi problemami, na ogół w poczekalni sami starsi panowie siedzą... Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj - no, nie mogłam się oprzeć :) Przykro mi, łączę się z Tobą w siatkówkowych znojach. Dobrze, że medycyna w tych kwestiach posuwa się do przodu, coś tam dla nas zawsze wymyślą! Grunt, że nie żyjemy ze 100 lat temu!
    I ja Ciebie pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marchewko, wracajac z wakacji odkrylam, ze jeden ze storczykow wypuszcza nowa lodyzke, i to o dziwo ten, ktory kwitl ostatnio! Chyba pomoglas go zaczarowac ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie