"Victoria"

Drogie panie, znowu jestem w areszcie domowym, bo czekam na pana kuriera - widujemy się z panem ostatnio tak często, że i na końcu świata byśmy się poznali! :) Rosół na wolnym ogniu się rosoli, a ja pakuję nasz ziemski dobytek. Jeden kartonik zajmuje moje bez-dwóch-zdań ulubione tutejsze pismo - "Victoria". Korzystając z okazji zatem postanowiłam przedstawić Wam troszkę tego, co niezmiennie co dwa miesiące cieszy moje oko - a to dlatego, że wiem, że oczy wielu z Was cieszą widoki podobne. Oto zatem łamy ostatniego, lipcowo-sierpniowego numeru "Victorii", które uwieczniałam w nader dziwacznej pozycji klęczno-brzuchatej :)














(źródłem wszystkich dzisiejszych zdjęć jest pismo "Victoria" na lipiec/sierpień 2010 - a oto i strona internetowa pisma)
Bardzo, bardzo "Victorię" lubię - za piękne zdjęcia, ciekawe artykuły, za miejsca, które prezentuje, a przede wszystkim za spokój, jaki bije z każdej jej strony. To dzięki "Victorii" odkryliśmy, że mamy nieopodal ogrody Filoli, dzięki niej wybraliśmy się w pewien weekend do malowniczej miejscowości Mendocino nad oceanem. W drodze do Mendocino, na drodze wiejskiej, prowadziłam samochód, a było to tuż po zdaniu przeze mnie egzaminu na prawo jazdy. Minęło kilka chwil, a ja, ku mojemu i małżonka zaskoczeniu, z drogi wiejskiej wyjechałam na skały nad oceanem - zamienić się miejscami z małżonkiem nie było gdzie, więc co robić!... Jak to w sytuacjach tego typu, zebrałam się w sobie cała i w milczeniu jechałam niczym w czołgu, a przed nami góra, dół, obok nas przepaść, a dalej bezkres wód - i barierek jak na lekarstwo :) Wrażenia niezapomniane, no i chrzest bojowy jak się patrzy!
Miło Was pozdrawiam, idąc już do tego mojego rosołku (pachnie mi on!). Z uściskami z daleka - M.
OOO! Prezentowana gazetka wyglada bardzo interesujaco!
OdpowiedzUsuńProsze zagladnij na poczte:) Dziekuje za kartke i przesylam usciski!
O cholipcia, nic tylko oglądać i podziwiać i oglądać, świetna gazeta;-)
OdpowiedzUsuńMogę dodać komentarz,youpiiiii :D
OdpowiedzUsuńTakie gazetki to ja poproszę hurtowo hihihihi uwielbiam tego typu czasopisma,na wyspie od czasu do czasu pozwalam sobie na jakieś tego typu.Ja gazeciarka jestem od dawien dawna,we Wrocławiu mam chyba z 1,5m słupek z gazet,jakoś tak mam,że nie lubię ich wyrzucać.Czasami sięgam do nich po inspiracje,albo po prostu aby nacieszyć oczy :)
Lecę przejrzeć stronę internetową Victorii!
Buziaki dla mamusi i synusia.
p.s.chrzest bojowy,jak się patrzy,ekstremalne przeżycia.
Cóż za wyczucie chwili, telepatia i co tylko!:)
OdpowiedzUsuńWłaśnie zajadam sobie śniadanko, popijam zbożową kawką i myślę sobie, że mi tylko gazety wnętrzarskiej jakieś nowej do szczęścia brakuje...wchodzę na bloga - a tu proszę : mówisz i masz!!!zdjęcia z gazetki u Ciebie mam! To Ci dopiero jest technika :))Myślisz i hop -siup! masz do śniadanka najnowszą przeeeeeeeeeeeeeeeeeeeuroczą gazetkę!:)
Ale mnie uraczyłaś! Dziękuję za miłe rozpoczęcie dnia! Chyba będę odwiedzać teraz chociaż stronę internetową Victorii.. pozdrówki ślę dla Ciebie i dla Juniora!
A! i za ten milutki wpis na moim blogu dziękuję!:)
No, gazetki zazdraszczam, wersja elektroniczna fajna, ale to nie to samo, co usiąść na sofie z gazetką i z namaszczeniem wertować strony :)
OdpowiedzUsuńChrzest samochodowy iście bojowy :D
Buziaki przesyłam :*
Ola, ja kiedyś przypadkiem tę gazetę zobaczyłam w tak zwanym targecie :) I to tam własnie przeważnie ją nabywam (jeszcze w Barnes & Noble, tam też mają). Jakoś nigdy nie zaczęłam prenumerować. Dziękuję za maila, odpiszę jak tylko odgruzuję otoczenie :) Ściskam!
OdpowiedzUsuńBarbara, dzięki! Taką właśnie miałam nadzieję, że się Wam, babeczkom, spodoba :)
Paula, no w końcu się blogger opamiętał, bardzo mnie to cieszy! A my, gazeciary tego świata, łączmy się! :) Z niektórych gazetek to ja jestem w stanie wycinać tylko poszczególne obrazki czy strony, ale tej to nożyczkami tknąć nie potrafię, cała ładna taka. A mówiąc o wycinaniu to mam tu ostatnio taką syzyfową pracę - nagromadzone przez te trzy lata gazetki wszelakie przeglądam i wycinam, co czuję, że wyciąć muszę (tematyka wnętrzarska, ale też i artykuły ogólnoludzkie, bo mam nadzieję, że kiedyś znów będę uczyć i będą jak znalazł). To wyobrażasz sobie, jak u nas wygląda :) Buziaki od nas - dla Was!
Lusesita, bardzo, bardzo się cieszę, że gazetka znalazła się we właściwym czasie we właściwym miejscu! No, telepatia jak nic! Łączę się z Tobą w wypijaniu kawki zbożowej, ja przywlokłam sobie z Polski Inkę w maju i już zawartość trzeciego opakowania opróżniam :) Uściski od nas dla Ciebie i Twojego przystojniaczka!
Kasia, no wiadomo, nie ma to jak z taką gazetką namacalną zasiąść przy kawce (zbożowej właśnie w moim wypadku, hehe!). Mi brakuje takich różnych rzeczy namacalnych z Polski. Tak mi się przypomniało, kiedyś jak chciałam jakiś program w telewizji obejrzeć to mój tata stawiał laptopa na krzesełku przed telewizorem w Polsce i oglądałam rzecz tym systemem :) Nie to samo, ale prawie, prawie! Buziaczki!
Przepiękne wnętrza! W takiej gazetce to się można zakochać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Uwielbiam gazetki:0 Od niedawna staram sie je ograniczac i juz serce tak nie boli jak trzeba cos wyrzucic, zaluje, ze nie moge kupowac polskich.
OdpowiedzUsuńChrzest jak trzeba, Ty to musisz miec szczescie Kochana i tego Ci na dlugo, dlugo zycze:) Niech los Ci sprzyja! Czasem jest bardzo potrzebne to nawet malutkie szczescie;D
Pozdrawiam cieplutko:)
świetne inspiracje!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam,
Paula
Imoen, dziękuję, ta gazetka to taki mój rytuał co dwa miesiące, idę po nią spacerkiem do sklepu, potem wracam, robię sobie herbatkę i powoli przeglądam :) Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńMonika, dziękuję! Wiemy, co mówią: głupi ma szczęście, hehe! Taki żarcik, ale troszkę może w moim przypadku prawdziwy? :) I ja Ciebie milutko pozdrawiam, widzę pewne zmiany u Ciebie blogowe :)
Paula, dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie :)
Cudne to czasopismo Marchewko! Tez bym przepadla, gdybym takowe miala w kiosku ;) Chociaz kto wie, jest i Martha, wiec moze i to jest tylko jeszcze o tym nie wiem... Bede musiala zapytac w poniedzialek ;)
OdpowiedzUsuńA co do chrzestu bojowego, to faktycznie niezly! Ja bym sie chyba jednak lekko przerazila ;) No w kazdym razie gratuluje niezmiernie! :)
Usciski! I cudnego weekendu zycze (z awokado lub bez ;))
Bea, dziękuję! Może rzeczywiście pismo dociera i do Was? Chrzest bojowy - ja też właśnie w tym samochodzie przerażona byłam śmiertelnie! Ściskam i ja Ciebie! P.S. A awokado jadłam wczoraj akurat, kolega do sałatki wrzucił, mmm... :)
OdpowiedzUsuńWrrr... oczywiscie nadal zapomnialam sprawdzic. Tym razem zapisalam juz w kajeciku wiec moze nie zapomne ;)
OdpowiedzUsuńPS. Po powrocie z wakacji i drodze po gorskich serpentynach nadal nie wiem, czy mam jednak ochote prowadzic ;))
Pozdrawiam!