Huśtawka



Huśtawki w naszym parku są dla Williama źródłem wielkiej szczęśliwości. Niestety, parkowy plac zabaw został w poniedziałek zamknięty na dwa miesiące z przyczyn remontowych, akurat gdy pogoda stała się nam nie tyle wiosenna już nawet, co letnia. W ostatni weekend ruszyliśmy na huśtawki uzbrojeni w aparat, postanawiając przez najbliższe tygodnie żyć wspomnieniami.

Cudowne mamy czasy, naprawdę cud-owne, gdy wystarcza dociśnięcie palca, aby zamknąć w zdjęciu jak w kapsule uśmiech, buty rozmiar 20, włosy rozwiane wiatrem, radość.



Przy morzu jej bezsprzecznych zalet, mój stosunek do fotografii pozostaje nieco nieufny. Przeczytałam kiedyś, że robiąc zdjęcie z uczestnika wydarzeń automatycznie stajemy się obserwatorami. Myślę, że to prawda. Czuję wręcz fizycznie jak przyłożony do twarzy aparat fotograficzny ze środka chwili wyrzuca mnie na zewnątrz. Każdy kadr jest interpretacją tego, co przed oczami, wymaga zrobienia kroku w tył, choćby tylko umysłem. Czasem ten drobny dystans niesie coś pozytywnego, czasem przyjmuję go obojętnie, częściej jednak, coraz częściej, mi on przeszkadza. Aby zrobić zdjęcie wysuwam rękę z ręki mężowskiej, przerywam rozmowę, wypuszczam z ramion dziecko. Wyskakuję z chwili, a najdotkliwiej wyskakuję z bycia razem. Chyba dlatego najwięcej zdjęć robię, gdy jestem sama. I Williamowi, kiedy śpi :)

Powszedni wybór ery cyfrowych aparatów: czy pozostać zanurzona w chwili, czy sięgnąć po aparat, tracąc na obecności, jednak w sekundę zyskując tym dla chwili pewną nieśmiertelność. Wybieram różnie (tak czy inaczej, zdjęć w aparacie i w folderach setki...).

Wiele nieśmiertelnych ujęć zresztą wykonałam bez zupełnego udziału aparatu. I zaskakuje mnie, jak złożony obraz mam do dziś przed oczami. Jakie kadry. Jakby pamięć wiedziała, że może liczyć tylko na siebie. Widoki bezgranicznie piękne, i bezbrzeżnie smutne. Oto zdjęcia trzech twarzy.

Dumna, pięknie czekoladowa twarz pana kuriera UPS, zapatrzona w kalifornijskie słońce. Schludny uniform, pod pachą paczka. Wymieniamy powitania w tym samym miejscu o kolejnej 14:30. Dzisiaj właśnie powiedział mi, siedzącej w cieniu na ławce ze śpiącym Williamem na ręku, że spodziewają się z żoną czwartego dziecka. Szóstego, dodaje poważnie po chwili. Bliźnięta urodziły im się za wcześnie... Przenosi twarz w słońce, i tak już w mojej pamięci pozostaje od roku. Pomnik wiernej miłości.

Poczciwa twarz pana sprzedawcy w polskim sklepie. Sporo zmarszczek, choć pan młody, mają z żoną córkę nieco tylko starszą od Williama. Dobre oczy, zawsze odwracające się płochliwie w stronę okna, gdy wbijam PIN. Uśmiecham się do tego momentu z oczekiwaniem. Dziś pan wychodzi zza lady i podaje Williamowi w prezencie paczkę biszkoptów. Kadruję tę rękę z biszkoptami. I chwilę później same biszkopty, znikające w buzi syna szybciej niż kiedykolwiek.

Twarz męża, który właśnie dowiedział się, że zostanie ojcem. Uśmiech, dłoń odkładająca żelazko na deskę do prasowania, na desce spodnie, dzień jest zwykły, a właśnie podniesiony do rangi święta. Kadr z dłonią i uśmiechem, żelazkiem, spodniami i szmatką do prasowania. Niebieską i postrzępioną.

Gdyby o tym pomyśleć, cała jestem wypełniona kadrami. Jak moja karta pamięci w aparacie, chronicznie pełna :)

Z nocnymi pozdrowieniami dla wszystkich kadrujących i ręką, i okiem - M.

Komentarze

  1. :) huśtawka - za nie długo będzie osobista na podwórku:) wtedy małego chłopca przywiążę sznureczkiem na "ament"
    zdjęcia - kadry - zapamiętywanie - mam pamięć wzrokową zapamiętuję zdarzenia miejsca jak aparat :) M się ze mnie śmieje że jemu nie potrzeba gps bo jak zrobi kolejne kólko błędne to powiem gdzie już byliśmy i wyprowadzę na prostą
    a gdzie święta wielkanocne?
    w końcu widzę ciebie śliczna dziewczynko
    a księciunio co taki lekko obrażony?

    buziaki i przemiłego dnia

    a ja już myślałam że tylko w PL robią od d.. strony że jak trzeba korzystać z placu zabaw to go zamkną !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Willątko będzie miało huśtawkę osobistą u babci i dziadka na ich działce letniskowej :) Co ja piszę, na naszej działce letniskowej! Bardzo by byli smutni gdybym choć pomyślała inaczej :) No a Williamek to w końcu letniskowy dziedzic :))

      Wielkanoc w Polsce! Jupijajej! Dziedzic na zdjęciu śpiący :)) A od zadniej strony to tu niestety też, bez sensu zupełnie :( Buziaki ślę!

      Usuń
    2. pamietaj że jak wpadniecie do pl na dłużej to my jeziorno huśtawkowo werandowo serdecznie zapraszamy :)

      wesołych cudnych rodzinnych świąt :) buziaki

      Usuń
    3. Dziękujemy serdecznie! Byłoby wspaniale! Tylko kiedy my będziemy w Polsce na dłużej, że tak powiem bez zobowiązań?... Ech, ale rozmarzyłam się i tak :)

      Usuń
  2. Witaj
    Po pierwsze cudowne zdjęcie, William jest przecudownym dzieckiem.
    Po drugie - dwa miesiące będzie trwać remont, to chyba bedzie bardzo, bardzo generalny.
    Co się zaś tyczy fotografowania to ja nie chcąc utracić z pamięci ( a mam ją bardzo ulotną - niestety) otaczającej mnie codzienności często sięgam po aparat.
    Wiem ,ze to złudne wrażenie ale taka ze mnie nienasycona( pod tym względem) istota, że chciałabym wszystko co mnie otacza, fotografować , fotografować i jeszcze raz fotografować.
    Chce utrwalić zmiany jakie zachodzą w moich dzieciach, w otaczającej mnie cząstce świata.
    Pozdrawiam wiosennie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy dziś w parku i na placu zabaw trwają prace ziemne! Rozkopy! :) A sam plac zabaw duży. Sama jestem ciekawa, co też wymyślą, moim zdaniem już teraz było dobrze, no ale zobaczymy :)

      I ja chcę wszystkie szczegóły zachować w pamięci, no i kapituluję i wyciągam aparat, fotografuję upieczone ciasta zanim zostaną zjedzone, kwiaty zanim zwiędną, listki zanim się rozwiną :) I dziecko zanim dorośnie! Ono tak szybko rośnie! Gorąco Ciebie pozdrawiam.

      Usuń
  3. jeju, jak Wy przecudnie wyglądacie- sama miłość :)
    ja mam pamięć smakową, zapachową - np kiedy odprowadzam synów do "mojego" przedszkola, wyczuwam te same zapachy kiedy byłam mała i sobie przypominam czas który tam spędzałam :)
    co do fotek - muszę łapać chwile, bo niestety z upływem czasu się wszystko zamazuje ;)
    buziaki i życzę odpicowanego placu zabaw :)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, duszko, dzięki! :) A powiedz, ja coś przegapiłam, pamiętam że miałaś problemy z zapisaniem chłopców do przedszkola? Cieszę się, że się udało! Pamięć smakowo-zapachowa, toż to temat-rzeka! Ostatnio ugotowałam barszcz zabielany z ziemniakami i jajem na twardo, nikt go specjalnie ochoczo nie jadł, wolimy z chłopinką czysty, ale ja go ugotowałam chyba głównie, żeby sobie przypomnieć ten przedszkolny zapach :)) Buziaki!

      Usuń
  4. łzę mi wycisnęłaś Kolekcjonerko Ulotnych Chwil!
    piękny album w duszy nosisz...
    dziki lokator

    OdpowiedzUsuń
  5. ach!
    wiesz,że byłaś Moją Pierwszą Obserwatorką ?!
    ależ mi z tym fajnie!
    dziękuję,
    dziki lokator

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miły Lokatorze, mam z tego dziką satysfakcję :))

      Usuń
    2. Cieszę się u Ciebie, cieszę się u siebie !Bardzo!
      PS Mój Przyszły Zięć wyglada absolutnie słodko! :)
      dziki lokator

      Usuń
  6. Wow, jak pięknie napisane....
    Uwielbiam Twoją wrażliwość...
    Pozdrawiam Cię!

    p.s. U nas aktualnie rozmiar bucika 24 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lusesitko, dziękuję. Ślę pozdrowienia, ciekawa jestem, co tam u Was? Jak Maleństwo i starszy brat z taaaaką dużą już stópką? :)

      Usuń
  7. wow, jak pięknie...uwielbiam Twoją wrażliwość...

    p.s. u nas aktualnie bucik rozmiaru 24 :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aparat jest świetnym wynalazkiem. Choć nie da się nim uwiecznić pewnych nieuchwytnych dla obiektywu zjawisk, nieraz zrobiona we właściwej chwili fotografia pomaga w przypomnieniu sobie atmosfery, nastroju. I dlatego przeważnie nie mogę się powstrzymać przed robieniem zdjęć. Zdarza się jednak, że celowo nie biorę ze sobą aparatu - by wewnętrzny przymus uwieczniania nie odsunął mnie od centrum wydarzeń.
    Kadry zapisane w pamięci - niektóre chciałabym skasować na zawsze. A inne - drżę, by nigdy nie wyblakły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię tak samo - czasem z premedytacją nie biorę ze sobą aparatu, bo znam ten sam wewnętrzny przymus i czasem mnie on dekoncentruje, tak jak piszesz, odsuwa od wydarzeń. I we mnie są kadry do usunięcia, ale one nie pozwalają się skasować...

      Usuń
  9. Niesamowicie to ujęłaś w słowa. Bo to sama najprawdziwsza prawda. Czuję tak, jakbyś poskładała moje nieposkładane myśli :) I przypomniała o obrazach zapisanych na sercowym twardym dysku :)

    Dziękuję! Uściski ślę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja ściskam! Tak się domyśliłam, że czujesz podobnie, kiedy przeczytałam na Twoim blogu o wyprawie do Pragi i o braku czasu na dociśnięcie spustu migawki :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie