Z wiatrem

(Half Moon Bay, Kalifornia, 2011 r.)

Powzięłam zamiar zrobienia jako takiego choćby porządku ze zdjęciami. Otworzyłam kilka folderów, tych Williamowych, i wsiąkłam. Małżonek zaglądał mi przez ramię raz i drugi, i wsiąkł razem ze mną. Nasz William, z rzadkimi jeszcze włoskami, z obowiązkowym śliniaczkiem, nieporadnie uczący się siedzieć. Nasze mieszkanie w Kalifornii i my w nim w trójkę, jak na innej planecie, jakby przyśniło mi się to wszystko. Tak trudno było nam wrócić z urodzonym w Polsce, trzymiesięcznym Williamem do Stanów! A paradoksalnie, te kilka miesięcy okazało się pięknym rozdziałem naszego życia.

Już wiem, że czasem dobrze popłynąć z wiatrem. I że czasem to nie ja wiem najlepiej.

Pogodnej niedzieli! Łączę serdeczne pozdrowienia :)
M.

Komentarze

  1. Od starożytności wiadomo, że navigare necesse est. Najlepiej poddając się mądrzejszym od nas. Wodom, wiatrom, ludziom :)))) Wtedy każdy cel jest dobry a każdy ląd przyjazny:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, i Anielka to już nie niemowlaczek ;)

    Pędzie ten czas a życie zaskakuje czasem...

    P.S. Przykro mi z powodu kotka :*

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Dagmarko.
      Czas pędzi, leci, naprawdę! I po Twojej Anielce to widać, i po moim W. :)
      Ściskam Ciebie.

      Usuń
  3. marcheweczko jaki synuś tu mały (jak by teraz bóg wei jaki był duży hihiih)
    czas ....... tyle razy jest łąskawy ze jak nam płąta pod górkę to nie chce się pamiętać :)

    całuski wam ślę z nie ciepłego miasta jezusowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko prawda, z oddali wiele wspomnień jest lepszych, czystszych, o tych momentach średnich, a nawet całkiem przykrych nie chce się pamiętać... :)

      Usuń
  4. prześlicznie to napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie