Posty

Gniazdo

Obraz
Moje drogie, dziękuję, że myślicie o nas, trzymacie za nas kciuki. Jutro nasz wielki dzień! Naprawdę trudno mi w to uwierzyć... Dziś piszę króciutko, załączam tylko zdjęcia naszego tymczasowego gniazdka: To już jutro, już jutro poznam naszego syna. Jak to możliwe, że takie najważniejsze dni przychodzą ot, tak, po prostu. Niby zwykła jesień, czwartek jak każdy inny, a dla nas narodzi się cud... Ściskam Was, Wasza M.

To już rok!

Obraz
Moje miłe, przepraszam za tę najdłuższą jak dotąd przerwę w moim blogowaniu. Nie dość, że nie pisałam, to nie bywałam na Waszych blogach, a taka jestem ciekawa naprawdę, co tam u Was słychać! Kto wie, może obdarzona zostanę dziecięciem spokojnym i poczytam sobie to i owo z zaległości tej jesieni i zimy - bo jedno jest pewne, już wkrótce będę spędzała zdecydowanie więcej czasu w domu niż dotąd :) Póki co jestem ciężarna łażąca, tyle jest spraw do załatwienia, a my tu nie mamy samochodu. Popołudniami do wiernej dyspozycji są rodzice z naszym samochodem rodzinnym, ale są przecież rzeczy, które trzeba zrobić w ciągu dnia. No to poruszamy się autobusami, pociągami i czym tam jeszcze - mąż, ja i syn, co to jeździ na gapę. Tą metodą zwiedzaliśmy szpitale, odbieraliśmy tort na rocznicę ślubu rodziców (30-tą!), załatwialiśmy urzędowe sprawy. Z sudoku i długopisem w ręku jeździmy sobie tu i tam. Przede wszystkim jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że zdecydowałam jak zdecydowałam, i jesteśmy tu, w...

Filoli i czas zaklęty

Obraz
Od wczoraj mamy wrzesień, a mój post jeszcze, przekornie, sierpniowy. Przeglądam zdjęcia, w których czas jest zaklęty, zamknięty jak w złotej klatce - a wraz z czasem i my z wtedy, i nasze niedawne, a jednak odległe już nadzieje (może uda się polecieć do Polski?...) i obawy (może się nie uda?...). I fragment największego naszego Czekania. Oto i my - ja z brzuszkiem i syn w brzuszku - na naszej ostatniej przedwylotowej wycieczce w Kalifornii. Na moje życzenie mąż powiódł nas do ogrodów Filoli , które każdy miesiąc przemienia na życzenie swoje własne. Sierpień upływał tam pod rządami hortensji, dalii i niektórych odmian róż: Myślę, że to miejsce spodobałoby się wielu z Was. W tych ogrodach, na wpół zaplanowanych, a na wpół dzikich, jest człowiekowi tak dobrze, może cieszyć oczy kolorami, nos zapachami, płuca - powietrzem. A do tego Filoli to nie tylko te ogrody, ale i budynki, pięknie w nie wpisane, harmonizujące z tym, co wokół. Tu oranżeria - z klatką: A dalej już dom właściwy, złota ...

Salmo salar

Obraz
... czyli łosoś szlachetny. Ryba, która przed przyjściem na świat potomstwa wraca w górę rzeki, tam, gdzie sama przyszła na świat. W poniedziałek, 16. sierpnia, pożegnałam się z naszym kalifornijskim domem i weszłam na pokład boeinga, który zabrał mnie w górę rzeki. Tego posta piszę już z mojego rodzinnego miasta, z kanapki moich rodziców, posilona z rana polskim pieczywem i miodem z rynku :) Teraz czekam jeszcze tylko na męża, który dołączy do nas na początku września - do Stanów wracamy już we trójkę pod koniec stycznia. Kiedy tylko zaszłam w ciążę, wiedziałam, że tak właśnie potoczy się ta historia. Chciałam, żebyśmy tu właśnie, wśród rodziny i przyjaciół, przeżyli ostatnie miesiące ciąży i pierwsze miesiące życia naszego dziecka. Było to oczywiście rozwiązanie trudniejsze, ale ja się trudniejszych rozwiązań nie lękam. Bałam się jednego - tego, że nie pozwoli nam na to stan zdrowia mój i dziecka. Wtedy, rzecz jasna, siedziałabym z tyłkiem na miejscu. A tu niespodzianka!... Ciąża jak...

"Victoria"

Obraz
Drogie panie, znowu jestem w areszcie domowym, bo czekam na pana kuriera - widujemy się z panem ostatnio tak często, że i na końcu świata byśmy się poznali! :) Rosół na wolnym ogniu się rosoli, a ja pakuję nasz ziemski dobytek. Jeden kartonik zajmuje moje bez-dwóch-zdań ulubione tutejsze pismo - "Victoria". Korzystając z okazji zatem postanowiłam przedstawić Wam troszkę tego, co niezmiennie co dwa miesiące cieszy moje oko - a to dlatego, że wiem, że oczy wielu z Was cieszą widoki podobne. Oto zatem łamy ostatniego, lipcowo-sierpniowego numeru "Victorii", które uwieczniałam w nader dziwacznej pozycji klęczno-brzuchatej :) (źródłem wszystkich dzisiejszych zdjęć jest pismo "Victoria" na lipiec/sierpień 2010 - a oto i strona internetowa pisma) Bardzo, bardzo "Victorię" lubię - za piękne zdjęcia, ciekawe artykuły, za miejsca, które prezentuje, a przede wszystkim za spokój, jaki bije z każdej jej strony. To dzięki "Victorii" odkryliśmy, ...