Co za smutny, smutny dzień...


My dowiedzieliśmy się z paska na dole ekranu w CNN, kiedy oglądaliśmy, jak co dnia, poranne wiadomości. Jedno krótkie zdanie, więc włączyliśmy zaraz komputer, żeby sprawdzić, co się stało. W takich chwilach, kiedy rzeczy dzieją się na taką skalę, rzeczywiście trudno jest uwierzyć, że to, co słyszymy, to prawda. Zdaje się nam, że to głupi żart...

Mam za sobą wiele lotów - i jeden, w którym nad oceanem ludzie wokół zaczęli krzyczeć ze strachu. Wiele lądowań - i jedno, w którym ludzie ze strachu zamilkli. Wylatując z Frankfurtu ze zmęczenia zasnęłam, oparta o jasne, słoneczne okno samolotu. Pod nami przepływały chmury jak w bajce, ludzie wokół czytali gazety, popijali sok, śmiali się, rozmawiali. Kiedy się obudziłam nad Gdańskiem, w samolocie było ciemno i cicho. Mimo że był dzień jeszcze to wokół zrobiło się naraz czarno, zerwał się wicher, siekał deszcz. W takich przypadkach pilot przeważnie kołysze samolotem - ale tamtego dnia o kołysaniu nie było mowy, zwyczajnie targało nami na wszystkie strony jak zabawką. Ludzie odłożyli gazety, przestali rozmawiać. Siedzieli wyprostowani i patrzyli to w okno, to przed siebie, w przestrzeń. I ani słowa, ani szmeru, nic. Czarna, ciężka cisza, namacalny strach. Po długich chwilach wylądowaliśmy. Czekająca na mnie mama powiedziała mi później, że wychodzące stewardessy, roztrzęsione, mówiły do siebie, że było - blisko.

Aż trudno myśleć o tym, co ci ludzie czuli w tych ostatnich minutach. Trudno myśleć o ich strachu, o momencie, kiedy zrozumieli, że umrą, o bólu. Co za smutny, smutny dzień...

Komentarze

  1. Pierwszy raz nie wiem co napisać.
    28 kwietnia lecę do Polski,wyobraźnia pracuje...

    Czuję żal i smutek.Łączę się z rodzinami ofiar w bólu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paula, no właśnie... Ja wiem, co czujesz, i łączę się z Tobą w tym niepokoju, bo ja do Polski lecę jutro... Sama, bo mąż oszczędza urlop na jesień. No i pierwszy raz polecę w ciąży. Od lekarki dostałam absolutne zapewnienie, że nie ma w moim przypadku żadnych przeciwskazań, no to lecę na łono rodziny, niech też się nacieszą naszą nowiną osobiście, a nie tylko przez kamerkę, niech mnie wyściskają, a ja ich, niech mnie mama ma okazję nakarmić rosołkiem. No ale ta wyobraźnia, od przedwczoraj jeszcze dodatkowo obciążona, ech, chciałoby się z niej mózg wyłączyć...
    Będziemy w Polsce w tym samym czasie, bo ja wracam do Stanów dopiero 6. maja. Trzymam kciuki za Twój dobry, spokojny lot i ściskam Ciebie! M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana,ja również będę mocno trzymać kciuki za udany i bezpieczny lot dla Ciebie i maleństwa.Myślami będę z Wami :)

    Napisz koniecznie jak już dolecisz,że wszystko jest w porządku.Odpoczywaj w Polsce i ciesz się każdą chwilą z bliskimi.

    Całuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula, szczęśliwie dolecieliśmy wczoraj wieczorem, ja i mała kaczuszka. Dziękuję, że trzymałaś kciuki, rzeczywiście podróż była bardzo spokojna! A do tego przez cały długi 11-godzinny lot czułam się dobrze, chyba lepiej nawet niż zazwyczaj - mój tata mówi, że nie ma się co dziwić, w końcu we dwoje zawsze podróżuje się raźniej :) A jeszcze ten drugi lot, ten krótki z Niemiec do Polski, to był wyjątkowo piękny, pogoda była ładna, lecieliśmy w chmurkach jak w cukrowej wacie. Trzymam kciuki za to, żeby taki był i Twój lot 28ego, łącznie z tymi delikatnymi chmurkami, tak sobie pomyślałam, że na pewno by się spodobały Lence, bo pewnie razem lecicie? :) Uściski i do usłyszenia, wkrótce napiszę jakiegoś pościka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Marcheweczko, milego pobytu w Polsce a potem szczesliwego powrotu:).
    Dobrze, ze zdazylas przed tymi wszystkimi post-wulkanicznymi utrudnieniami... uff.

    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  6. Lena, dziękuję! Rzeczywiście, przed pyłem zdążyłam ledwo, ledwo... Wkrótce napiszę, ściskam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie