Rzecz o pączkach, strachu przed lodówką i o zaglądaniu do okien


Przedstawiam Wam moją wielką ciążową słabość - pączki. Na pączka miałam już apetyt dzień przed zrobieniem testu. A jak go zjadłam, tak go popiłam zupką chińską. W domu nie posiadamy podobnych dóbr, ale traf chciał, że w sklepie, do którego awaryjnie udaliśmy się po pączki, wpadły mi zupki chińskie w oko - i to właśnie połączenie smakowe wydało mi się tamtego dnia nadzwyczaj trafione :) Pączki, pączki... Najgorsza rzecz, że ja najbardziej lubię pączki z jednej cukierni tutaj - Krispy Kreme. Pół godziny samochodem w jedną stronę. Mój biedny mąż pojechał ze mną po nie w niedzielę, mówiąc: "jaki by ze mnie był mąż, gdybym żonie nie dał tego, czego potrzebuje". I tym stwierdzeniem prostolinijnym zaskarbił sobie kolejny kawałek mojego serca - a ma już tych kawałków dużo, dużo... bardzo dużo... Jak dotarliśmy do cukierni to kupiliśmy sztuk 12 - na zapas (zdjęcie zrobione jeszcze w sklepie, tak się tymi okrągłymi cieplutkimi cudeńkami zachwycałam).

Wiele z Was pisze o przygotowaniach okołoświątecznych. U mnie sprawa ma się tak: Serwetki i pościel wykrochmalone, łazienka wysprzątana, pokój i sypialnia też. Okien nie myję, bo jak myję to tylko szlag mnie trafia, że wszystko na nic, bo z zewnątrz umyć i tak nie mogę (okna otwierają się do góry, a do tego mają zainstalowane na stałe moskitiery. Muszę czekać aż osiedle, w którym wynajmujemy mieszkanie, się zmiłuje i okna wyczyści... Ale się chyba nie doczekam - jedyne okno, nad którym mam tymczasem władzę, to okno balkonowe :)

W kwestii przygotowań wielkanocnych największym problemem jest kuchnia... Węch zawsze miałam czuły nieprzeciętnie (co jest darem i przekleństwem zarazem), otrzymałam taki chyba w rekompensacie za wzrok nieszczególny, ale teraz... teraz to ja jestem jak pies myśliwski. Do kuchni boję się wchodzić, bo ja bym tylko te pączki jadła i chleb z miodem albo jakiś serniczek (owoce na szczęście też, pomarańcze, jabłka, banany, truskawki, które tu szczęśliwie szybciej rosną) - a w kuchni inne się czasem znajdą zapachy niż artykułów spożywczych wyżej wymienionych. Ech, ja takiej na ten przykład własnej lodówki boję się otwierać, bo jeszcze szynka na mnie spojrzy albo ser... Mąż też człowiek, jeść musi. A ja nie dość, że wąchać tego nie mogę (a wywęszę przez najlepszy pojemnik), to nawet na to patrzeć. Ironia losu polega na tym, że niechęć do wędlin przyszła dzień po tym, jak przytaszczyliśmy z mężem ze sklepu polskiego szynkę wielkości głowy - a do tego kilogram polskiego sera. Zdjęcie naszym zdobyczom zrobiłam szybciutko, bo ze sklepu tylko ekspresem zajechaliśmy po ciepły chleb do piekarni, wbiegliśmy do domu, wszystkie dobra zrzuciliśmy na stół i jedliśmy (jak się lepiej przyjrzeć to można zauważyć, że ser i tak już w samochodzie paluchami wyżerałam).



Tak sobie myślę, jak ja żurek ugotuję, i co z tą białą kiełbasą, co czeka... W zasadzie to produkt gotowy chętnie bym zjadła (żurek z białą kiełbasą uwielbiam), tylko jakoś ten cały zapach przy gotowaniu... sama nie wiem. Mąż by ugotował, tylko ciekawe, co by z tego wyszło, wszak jego rodzice nie z Polski pochodzą, a z Indii :)

Jak tak pisałam o myciu okien to coś sobie przypomniałam. Przeglądałam ostatnio nieznane mi dotąd bliżej blogi - i na blogu Zuzi z Szycie jest piękne mój wzrok zatrzymał się na poście o zaglądaniu ludziom do okien. Ech, jest to zamiłowanie i moje... Naprzeciwko mojego bloku panieńskiego stał wieżowiec - tyle okien, tyle możliwości! Już dziecięciem będąc lubiłam patrzeć, jak ludzie kręcą się po kuchni czy siadają do kolacji (rzecz jasna najlepszym "podglądaniowym" czasem jest wieczór, gdy lampy i światło). Kiedy jestem w Polsce i gdzieś się wieczorem wybieram (a wybieram się gdzieś wieczorem przeważnie - tyle bliskich, tak mało czasu...), do okien po drodze zaglądam zawsze. Lubię szczególnie te małe blokowe kuchnie, wszystkie takie same, i te lampy zwisające z sufitu, i te zazdrostki i zasłonki, jedne ładne, inne brzydkie, i widok otwieranej lodówki, której drzwi zachodzą na okno (zdecydowanie najbardziej interesowały mnie zawsze okna kuchenne).

Grę SIMSy w ogólniaku lubiłam, bo budowałam sobie domki i potem zaglądałam do nich z zewnątrz przez okna (a grać już nie grałam, bo samo granie nudziło mnie bardzo). I domki dla lalek też lubię między innymi za to, że można do nich przez okna zaglądać... Domki dla lalek, drewniane, to zresztą osobna historia - uwielbiam!

Jedną z moich ukochanych książek jest "Noelka" Małgorzaty Musierowicz. W Wigilię jej bohaterowie, Elka i Tomek, przebrani za Gwiazdora i jego pomocnicę, wędrują do mieszkań nieznanych sobie ludzi. My, czytelnicy, tych ludzi znamy z wcześniejszych książek serii (i aż chcemy wołac: "przecież to rodzina Kłamczuchy! przecież to Kreska i profesor Dmuchawiec!"). Można tak sobie obserwować, co się u kogo wydarzyło w tak zwanym międzyczasie, niektórzy bohaterowie bardzo urośli, niektórym urodziły się dzieci, ktoś się przeprowadził. Widzimy ich domy, ich stoły wigilijne, patrzymy sobie na nich przez takie literackie okno - ach, bardzo byłam szczęśliwa, czytając tę książkę po raz pierwszy!

A tymczasem zaglądam do Was, do Waszych domów, i patrzę sobie, jak Wy przygotowujecie się do Wielkanocy. Takie przyjemne to blogowanie, to zaglądanie do okienek pootwieranych w domach tylu kobiet - i otwieranie przy tym okienka własnego. Pozdrawiam Was, moje drogie! M.

Komentarze

  1. Ciekawe jest zycie kobiet ciezarnych:) Ta nietolerancja zapachow troche uciazliwa niestety...
    Moja pierwsza zachcianka byl sok pomaranczowy. Przez pierwszy miesiac mdlosci ratowal mi zycie - popijanie go malymi lyczkami umozliwialo mi funkcjonowanie. Cala ciaze odrzucalo mnie od miesa, a konsumpcja chocby kesa bardzo zle sie konczyla;) Synek urosl na swiezej mozarelli i pomidorach do, bagatela, 4.265 kg.
    Ciekawe jakie Tobie zachcianki jeszcze beda towarzyszyc:)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ola, sok pomarańczowy ratuje i mnie! Moja niezastąpiona Tropicana, którą tak polubiłam, że tęsknię za nią w Polsce :) A jeszcze lepiej jak się okazja nadarzy to lubię sobie wypić taki soczek świeżo wyciśnięty... mmm... No właśnie, z mięsem dużo kobiet tak ma, a już zwłaszcza podobno z kurczakiem. Synek pięknie Ci wyrósł w brzuszku, moje dziecko też ma szansę na słuszną wagę, bo ja ważyłam 4.150 kg :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Marcheweczko,ja w ciąży miałam zachciankę na kwaśne i tak piłam litrami sok z kiszonej kapusty czy ogórków,które później popijałam litrami wody bo to słone i kwaśne było niemiłosiernie.Do słodkiego jakoś mnie nie ciągnęło.A mówią,że jak się kwaśnym zajada to chłopak będzie,u mnie to się nie sprawdziło :)
    Mdłości na szczęście nie miałam,zapachy mnie nie drażniły,więc moja ciąża to nie przebiegała typowo-książkowo hahahaha za to córeczka jest typowo książkowa z serii:Mały Łobuziak ;)

    Podglądanie okien w domach,mieszkaniach od zawsze było moim,swojego rodzaju hobby,dlatego pewnie,podobnie jak Ty,prowadzę bloga i śledzę inne blogi.Mnie najczęściej interesowało,jak kto ma urządzone w domu,ot takie moje niegroźne zboczenie ;)

    aha i jeszcze jedno,moje okna otwierają się również do zewnątrz,więc umycie ich na piętrze jest niemożliwe :/ no chyba,że zamówi się pana z długą drabiną,który za odpowiednią opłatą je wyszoruje na glanc.

    Koniec mojego rozpisywania.
    Buziaczków moc wysyłamy wraz z Lenką :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Paula, te ciążowe zachcianki to czarna magia po prostu, no co kobieta to inna historia :) Z Twojej słabości do soku z kiszonej kapusty albo ogórków pewnie wróżono Ci chłopca, a mnie z tych pączków przypadałaby dziewczynka, ale ja również się na to nabrać nie dam - moja koleżanka też była/jest ciążową pączko-maniaczką, a rozkwitło w niej całe 4 kilo zdrowego chłopca :) Piszę była/jest, bo przedwczoraj miała termin porodu, a ostatnią wiadomość dostałam od niej 3 godziny temu, że skurcze ma od dłuższego już czasu - nie wiem zatem, jaki na chwilę obecną jest jej status, tylko kciuki trzymam - synek duży, a ona, biedna, drobniutka...
    Pana z drabiną to bym sobie zamówiła, oj tak, bo by mi ten glanc na oknach bardzo już dobrze zrobił na psychikę, ale w naszych blokach jest tak dziwnie. To są bloki ogrodzone, w których wszystkie mieszkania są specjalnie na wynajem, i nawet jak nam zawias w szafce w kuchni pójdzie to trzeba do biura podejść albo zadzwonić i wtedy pan przychodzi z narzędziami i naprawia - bo oni muszą mieć ten zawias konkretnie ten sam. Ciągle tu panowie kręcą się koło bloków, coś naprawiają, coś malują, basen sprzątają, zieleń pielęgnują, mury pięknie wodą pod ciśnieniem czyszczą (!), ale żeby okna ludziom umyć to nie uświadczysz :) Czarna magia, jak nic!
    Buziaki dla Ciebie i dla Lenki słodziutkiej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Troche Ci tych paczkow zazdroszcze ;) Ja niestety jestem na przymusowej diecie od ponad 2 miesiecy, wiec o paczku moge tylko sobie pomarzyc... Inna sprawa, to ze dobrego paczka tutaj ze swieca szukac.
    A co do przygotowan swiatecznych, to u nas tez w sumie jest dosyc minimalistycznie; juz tydzien temu upieklam pasztet sojowy ktory czeka w zamrazalniku, jest duuuzo jajek w roznych wersjach, bedzie sporo warzyw. Ale nic co wymaga dlugiego nakladu czasu i energii ;)

    Zyzce Ci / Wam, by te Swieta byly spokojne, radosne, pelne ciepla i milosci (i jestem pewna, ze takie wlasnie beda :)).

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie powiem, ze zazdroszcze zachcianek, ale juz bym chciala jakies miec:) ale na razie ciesze sie razem z Toba, na mnie pewnie jeszcze przyjdzie czas:)
    U mnie okna otwieraja sie tylko do polowy i tak trzeba wyjsc na zewnatrz by umyc druga strone, obejsc dom dookola tylko wyczuc taki moment by nie padalo i to dluuugo by nacieszyc sie choc troche umytymi oknami, niedawno zawiesilismy rynny, bedzie bez prysznica:)))
    A podgladac chyba kazdy lubi, czasem nawet mimowolnie, jeszcze mieszkajac w Niemczech kiedy wygladalam przez okno w salonie moglam ogladac sasiada zalatwiajacego swoje potrzeby lub bioracego prysznic, tyle razy widzialam papier toaletowy, hmmm... firanke tez mogl kupic;DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Bea, mam nadzieję, że Twoja dieta już długo nie potrwa :( A co do pączków to całe szczęście masz rączki tak zdolne, że mimo braków w lokalnym zaopatrzeniu cukierniczym Ty na pewno w każdym miejscu na świecie potrafiłabyś sama wyczarować pączkowe majstersztyki :) Dziękuję za życzenia! Mam nadzieję, że i Wasze święta właśnie takie ciepłe i radosne były :)

    Monika, plany odgórne są dziwnie niezbadane, prawda? Są pewne rzeczy, na które i ja czekam już długo, a los jakby się uparł, że jeszcze nie i tyle... Życzę Ci serdecznie, żeby ten Twój czas już przyszedł.
    Hehe, u nas w blokach nie ma, wiadomo, okien w łazienkach, więc takie widoki są mi zaoszczędzone :D Mam za to sąsiada, który takie ma mieszkanie puste, gołe ściany, i tylko stół, przy którym on stale pracuje... Szkoda nam go :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Hihihi, nie do wiary. Szłam sobie dzisiaj ze Szkrabem po mojej ulicy i myślę sobie: muszę napisać posta o tym, co już pisała kiedyś Zuzia: jak ja lubię zaglądać do okien. I jak to dobrze, że blogi to umożliwiają...
    A co do zapachów - ja w pierwszym trymestrze mogłam siedzieć w pokoju, a jak Paweł otwierał w kuchni lodówkę, to leciałam do toalety... ale to szybko przeszło. A teraz taki piękny Szkrabek koło mnie leży i macha nóżkami :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Od serca

Przy czwarteczku

Przepraszam za spóźnienie