Posty

Przed skokiem

Obraz
Rozpoczęta opowieść Na urodziny dziecka świat nigdy nie jest gotowy. Jeszcze nasze okręty nie powróciły z Winlandii. Jeszcze przed nami przełęcz św. Gotharda. Musimy zmylić straże na pustyni Thor, przebić się kanałami do Śródmieścia, znaleźć dojście do króla Haralda Osełki i czekać na upadek ministra Fouche. Dopiero w Acapulco zaczniemy wszystko od nowa. Wyczerpał się nam zapas opatrunków, zapałek, argumentów, tłuków pięściowych i wody. Nie mamy ciężarówek i poparcia Mingów. Tym chudym koniem nie przepłacimy szeryfa. Żadnych, jak dotąd, wieści o porwanych w jasyr. Brakuje nam cieplejszej jaskini na mrozy i kogoś, kto by znał język harari. Nie wiemy, którym ludziom zaufać w Niniwie, jakie będą warunki księcia kardynała, czyje nazwiska jeszcze są w szufladach Berii. Mówią, że Karol Młot uderzy jutro o świcie. W tej sytuacji udobruchajmy Cheopsa, zgłośmy się dobrowolnie, zmieńmy wiarę, udajmy, że jesteśmy przyjaciółmi doży i nic nie łączy nas z plemien...

Co u nas słychać

Obraz
Panowie podczas wyprawy nad wodospad (pańcia ciężarna oczywiście też się wybrała) Moje Miłe! No rzeczywiście macie rację - czas najwyższy coś napisać, bo już prawie zapomniałam hasła. To będzie groch z kapustą, przygotujcie się! Zaległam oto z laptopem w dzisiaj nabytej, świeżo wypranej pościeli z Ikei w łączkę (niech żyją suszarki bębnowe). Mamy na stanie komplety białej pościeli z grubaśnej bawełny, jeszcze poangielskie, ale one wygladają dobrze tylko lekko wykrochmalone i pięknie wyprasowane. W Polsce oddawałam po staroświecku do magla. Tu z braku magla - i czasu w zaciszu domowym - spaliśmy w takiej prosto z suszarki. No, serce się krajało, gdym widziała te poszargane angielskie damy. Zatem dziś przy okazji wizyty w Ikei stawiłam czoła faktom i zanabyłam pościele mniej wymagające. I weselsze takie. Takie na ten sezon życia. No co my mogliśmy wymyślić w tak zwanym międzyczasie? Naturalnie, że kolejną przeprowadzkę! W ósmym miesiącu ciąży, a jak! Tyle że dla odmiany blisko...

Codzienność - kwiecień/maj

Obraz
Jakiś czas temu stwierdziłyśmy z przyjaciółką, że to, czego po mojej przeprowadzce do Stanów najbardziej nam brakuje i za czym tęsknimy, to zwykła codzienność. Widok jej kwiatów z działki w wazonie, mojej nowej poszewki na poduszce, wiecie, co mam na myśli. Postanowiłyśmy temu zaradzić, wysyłając sobie na bieżąco zdjęcia drobiazgów. Nasunął mi się niedawno pewien wniosek - postanowiłam częścią tej codzienności podzielić się z Wami. Oto zatem moja codzienność w Hameryce, mój powszedni groch z kapustą! Zaczynamy od mojego osobistego zdjęcia miesiąca - uparł się w sklepie na tę poduszkę! I płynnie przechodzimy do tutejszych okoliczności przyrody w kwietniu. Kwitł tu wtedy bez: Różności zakwitły, i w ogóle wyglądało tu tak:       Lawenda przed spożywczym:  Moja wierna Hondzia, moje nogi ogumowane, bez których w tym kraju ani rusz, pozuje wśród tej bujnej wiosennej zieleni: A nasza wynajmowana chałupa prezentowała się ...