Święto Dziękczynienia
A w czwartek obchodziliśmy Święto Dziękczynienia! W domu rodzinnym mojego męża nigdy specjalnie nie przykładano do tego dnia wagi - moi teściowie pochodzą z Indii, przeprowadzili się tutaj po ślubie, gdy mieli po dwadzieścia kilka lat. I choć mąż wraz z resztą rodzeństwa urodził się już w Stanach i w Stanach się wychował, to nie wyniósł z domu wielkiej potrzeby świętowania takich dni jak ten. A jednak. Od kiedy jesteśmy małżeństwem, co roku po dwudziestym listopada, wraz z resztą narodu, gnamy do sklepu, aby zaopatrzyć się w składniki niezbędne do dziękczynnego świętowania. Na naszym stole pojawia się, co pojawić się powinno: jest sos żurawinowy, jest puree ziemniaczane z sosem, jest eggnog, są bataty, są kolby kukurydzy - i oczywiście jest pieczony drób! W naszym przypadku nie indyk - po pierwsze nie przepadamy, po drugie nasza dwuosobowa rodzinka jadłaby go chyba przez miesiąc. Dwa lata temu i w zeszłym roku jedliśmy pieczoną kaczkę. W tym roku upiekliśmy kurczaka, znowu z dwóch przy...