Salmo salar
... czyli łosoś szlachetny. Ryba, która przed przyjściem na świat potomstwa wraca w górę rzeki, tam, gdzie sama przyszła na świat. W poniedziałek, 16. sierpnia, pożegnałam się z naszym kalifornijskim domem i weszłam na pokład boeinga, który zabrał mnie w górę rzeki. Tego posta piszę już z mojego rodzinnego miasta, z kanapki moich rodziców, posilona z rana polskim pieczywem i miodem z rynku :) Teraz czekam jeszcze tylko na męża, który dołączy do nas na początku września - do Stanów wracamy już we trójkę pod koniec stycznia. Kiedy tylko zaszłam w ciążę, wiedziałam, że tak właśnie potoczy się ta historia. Chciałam, żebyśmy tu właśnie, wśród rodziny i przyjaciół, przeżyli ostatnie miesiące ciąży i pierwsze miesiące życia naszego dziecka. Było to oczywiście rozwiązanie trudniejsze, ale ja się trudniejszych rozwiązań nie lękam. Bałam się jednego - tego, że nie pozwoli nam na to stan zdrowia mój i dziecka. Wtedy, rzecz jasna, siedziałabym z tyłkiem na miejscu. A tu niespodzianka!... Ciąża jak...