Posty

Wiosna w lutym zadziwia mnie po raz czwarty

Obraz
Wiele z Was pisze na blogach o wielkiej, wielkiej potrzebie poczucia już wreszcie wiosny. Tak się składa, że my otrzymaliśmy wiosnę instant 29. stycznia, w momencie, gdy koła samolotu dotknęły ziemi, a może chwilę później, gdy obładowani dobrem wszelakim pod tytułem "bagaż podręczny" wyszliśmy na ląd. Napomknę jeszcze, że dobrem tym byliśmy obładowani po samiusieńkie pachy. Wyobrażaliśmy sobie chyba w czarnych scenariuszach, że w podróży William przebrany będzie musiał być 10 razy (ulewał jeszcze wtedy szczodrze), a buteleczek, prócz maminego mleka, domagał się będzie co kwadrans. A jeśli utkniemy we Frankfurcie? (wszak zima) No to jeszcze 10 pampersików, i jeszcze 3 pajacyki! A jeśli puszka z mlekiem wysypie się w samolocie to co? To pakujemy jeszcze jedną puszkę! Do tego aparat, kamera, 3 (słownie: trzy) laptopy, jeden męża, drugi mój (bliźniaczo podobne), a trzeci pracowy... do tego fotelik samochodowy, żeby syna w samolocie usadzić... no, wyobrażacie sobie. Walizki, torby...

Od środka!

Obraz
Nie pisałam od tak dawna, że nie wiem całkiem, od czego zacząć! Zacznę zatem od środka, bo dziecko drzemie i kto wie, jak długo jeszcze będzie drzemało, to chociaż o środku opowiem trochę :) Jesteśmy już w Stanach. Syn rośnie jak szalony! Stale się zmienia, coraz więcej potrafi. Jeszcze przedwczoraj łapał zabawki tak ledwo, ledwo, a dziś już w swoim małpim gaju (zwanym w porządniejszych domach matą edukacyjną) złapał papugę i ani myślał puścić! Aby czasu cennego nie tracić, nogą przy tym trącał słonika (nogi to w ogóle ma silne od zawsze, już od tych kopniaczków w brzuchu tak wczesnych i gęsto rozdawanych - tak sobie je wyćwiczył onegdaj, że dziś wypoczywa, śpiąc z nogami w górze!). Najmilszą jak dotąd zmianą były, oczywista rzecz, świadome uśmiechy. Moje ulubione chwile w ciągu dnia (i nocy): gdy podchodzę do Willątkowego łóżeczka, a syn na mój widok rozpływa się w wiernym, bezzębnym uśmiechu. O, na przykład takim: Drugą zmianą były postępy w komunikacji :) Dobrze jest opowiadać o świ...

Boże Narodzenie i chrzest

Obraz
W to Boże Narodzenie świętowaliśmy podwójnie - William został ochrzczony. Pajacyk, który miał na sobie tego dnia, kupiłam jeszcze przed zrobieniem testu ciążowego :) Śpiworek - podczas przyjazdu do Polski tej wiosny. Szatki nie haftowałam sama, choć taki był plan pierwotny, dobom brakuje godzin :) Było uroczyście, odświętnie. A syn ma już dwa miesiące! Trudno w to uwierzyć, czas pędzi i pędzi, on rośnie i rośnie!... William śpi, a ja kradnę chwilkę, żeby napisać, pozaglądać do Was. Króciutko, biegnę spać, bo za chwilę trzeba będzie się obudzić :) Macham do Was z mojej kanapki - M.

Pierwsza choinka Williama

Obraz
... I w końcu mogę cieszyć oczy gromadzonymi przez nas przez te lata ozdobami na choinkę! W zeszłym roku pisałam o nich, co to je przewożę stopniowo do Polski (jeszcze kilka zostało w Stanach, z zeszłorocznego wieńca). Co więcej, nie tylko ja cieszę dziś nimi oczy, ale i syn mój, kto by pomyślał, mój syn :) (Powtarzam sobie w głowie te dwa słowa i nadal nie mogę uwierzyć, że one zaistnniały dla mnie obok siebie). Niezwykłe jest być świadkiem tego, jak William się zmienia, jak coraz żywiej reaguje na otaczający go świat. Życzę Wam dzisiaj, spod naszej choinki, pięknych świąt. Skorzystam z rymowanki, jaką moja bliska koleżanka Jarzynka ułożyła i właśnie mi przesłała (takie zdolne koleżanki mam!): Niech Wam nigdy czynnik wrogi nie podkłada kłód pod nogi. O! Życzę Wam dzisiaj tego wszystkiego, o czym marzycie i jeszcze tego, o czym nie śmiecie nawet marzyć - M.

Co u nas słychać

Obraz
Moje drogie, nawet nie wiecie, ile radości sprawiłyście mi wpisami pod ostatnim postem. Dziękuję Wam i ściskam Was najcieplej zbiorowo i indywidualnie! Każdy wpis czytałam kilkakrotnie, każdy z nich sprawił, że na twarzy (szczęśliwej i niewyspanej zarazem) wykwitał mi uśmiech :) Bardzo chciałabym odpisać na każdy z Waszych komentarzy osobno, aż mnie paluszki świerzbią, hehe, ale zerkam w stronę wózka z synem i słyszę już, że (znów!) nie starczy mi na to czasu. Napiszę więc choć zatem tego posta nowego - o tym, co u nas słychać. Kiedy William miał dwa tygodnie trafiliśmy niestety do szpitala - syn miał zakażenie układu moczowego... (podobno wyniósł je jeszcze z mojego brzucha). Willunio mój dostał antybiotyki i przez 10 dni byliśmy razem w szpitalu. Na szczęście dostaliśmy osobną salę, rodzina mogła nas odwiedzać, a panie pielęgniarki były bardzo miłe - tym trzem okolicznościom mąż mógł być z nami codziennie nawet do północy. Poza tymdzięki , co tu dużo pisać, nie pamiętam już kiedy ost...

William

Obraz
Drogie panie, a oto nasz syn - William Singh G. Zdjęcie świeżo zrobione, syn szczęśliwy po wizycie w barze mlecznym zasnął w swoim otulaczku-kokoniku. Jesteśmy z mężem tak zmęczeni jak nigdy dotąd - i jak nigdy dotąd szczęśliwi. Willuś urodził się w czwartek, 28. października, o 8:15, w Gdańsku. Kiedy leżałam na stole operacyjnym, przemiła pani anestezjolog powiedziała do mnie w pewnej chwili: "a teraz rodzi się William". Spojrzałam w górę i rzeczywiście, był tam, człowiek wydobyty z wnętrza mnie. Łączyła nas wyjątkowo gruba pępowina. Mąż i mama obserwowali całą operację zza dużej szyby. Mówią, że kiedy lekarz wyjął syna z brzucha, uniósł go do góry w dłoniach jak w scenie z "Króla Lwa". Śmiejemy się, że powinni puszczać w tym momencie z głośników: "It's a circle of life"... Później zobaczyłam go z bliska pierwszy raz i pocałowałam pierwszy raz. Mąż mógł przyjść do mnie z synem zaraz po tym, jak zostałam przewieziona z sali operacyjnej na salę poporodo...

Gniazdo

Obraz
Moje drogie, dziękuję, że myślicie o nas, trzymacie za nas kciuki. Jutro nasz wielki dzień! Naprawdę trudno mi w to uwierzyć... Dziś piszę króciutko, załączam tylko zdjęcia naszego tymczasowego gniazdka: To już jutro, już jutro poznam naszego syna. Jak to możliwe, że takie najważniejsze dni przychodzą ot, tak, po prostu. Niby zwykła jesień, czwartek jak każdy inny, a dla nas narodzi się cud... Ściskam Was, Wasza M.