Posty

Zacznijmy od róż

Obraz
To był beżowy, rozpinany sweter w pąsowe róże. Właścicielka swetra, śliczna, delikatna, niebieskooka naturalna blondynka, pewna siebie, nieodmiennie zadbana i odprasowana, z paznokciami, pierścionkiem zaręczynowym i dyskretnym makijażem, studiowała na moim roku, w równoległej grupie. Usadowiona na ławce przed aulą jadłam kanapkę, a oddając się tej miłej czynności gastronomicznej dumałam nad urodą pąsowego swetra, własną (podówczas) niechęcią do żelazka oraz wstawania wcześniej niż 40 minut przed odjazdem autobusu wiodącego mnie na dworzec. Nie polubiłybyśmy się, zadecydowałam. Miało być inaczej. Jak film migają mi przed oczami chwile... Naszych pierwszych rozmów nie pamiętam. Pamiętam już za to jej kilkudniowe wesele. Wspólne wyjazdy paczką wspólnych znajomych. Sylwester "Lata 80-te", siedzimy na schodach w przerwie między tańcami, ona z włosami w palemkę, ja w bijących po oczach turkusach. Urodzinowe Dracool Party z mym świeżo poznanym przyszłym małżonkiem, on w roli Dracool...

Koko & Ko

Obraz
Mamy pierwsze słowa prócz mamamama, tatatata i babababa (względnie: babs). Ciąg melodyjnych sylab o tematyce rodzinnej przerwało jakieś dwa tygodnie temu nieśmiałe, acz krótkie i stanowcze "koko", wypowiedziane na widok kurki, co to wchodzi w skład zabawkowego gospodarstwa. Dziecię przemówiło, a ja oniemiałam. Nareszcie! Nareszcie, synu, porozmawiamy! Rzuciłam się znajdować na synkowym regale książeczki o treściach okołozwierzęcych i proszę, kto by nie ilustrował i jak - "koko". "Koko". "Koko". A wypowiadać "koko" trzeba, wedle synkowego wzorca, wargi zawijając do środka, na zęby (to koniecznie!), cichutko acz wyraźnie, nie wiedzieć czemu nieco wstydliwie (warto spuścić oczy), lecz głosem dumnie uniesionym. I jak tu dziecięcia swego nie zacałować? Jak? Równolegle do "koko" karierę robi słowo "ko" - czyli "kot". Mam ja w domu rodzinnym kota, seniorkę piętnastoletnią, czyściutką i arystokratyczną pannę dachow...

Sweterek

Obraz
Zatrzymuję w pamięci jeden z moich ulubionych Puszkowych sweterków, nim zrobi się za ciasny. Przedziwna rzecz z tymi dziećmi - przysięgam, że czasem William wyrasta z czegoś z dnia na dzień. Zawsze się zastanawiałam, skąd rodzic wie, że dany wczesnodziecięcy artykuł odzieżowy stał się oto za mały - swoją drogą, niezgłębione są obszary moich zastanawiań :) Skąd wiadomo, że to właśnie dziś regularnie prane, składane, noszone sweterki i porteczki opaść muszą na dno szafy jak pożółkłe liście - dlaczego już nie wczoraj, dlaczego jeszcze nie jutro? Po Wielkanocy wróciliśmy do domu. William został rozpieszczony przez babcię, dziadka i wujka, aż miło. Lubię emocjonalne rozpieszczanie. Dziadek siedzi z Puszkiem, trzymając go "na barana", oglądają razem "Misia Uszatka", babcia podsuwa Luszkowi czekoladowe uszy zająca, Puszko-Luszek z umorusaną buzią pochyla się, by zajrzeć dziadkowi w oczy, sprawdza, czy dziadek widzi, jakie porywające rzeczy dzieją się w bajce sprzed kilkud...

Alleluja!

Obraz
(autorką rysunku jest pani Małgorzata Musierowicz, źródło: musierowicz.com.pl, wpis z 5. kwietnia 2012 r.) Wczoraj byliśmy odwiedzić naszą koleżankę i jej rodzinę, przyjechał po nas mój brat, świeżo upieczony kierowca! A trzy dni temu miał pięć dni. Przyjechał po niego do szpitala swoim polonezem wujek Józek . Obok wujka siedział tata, a mama, ja i Pięciodniowy - z tyłu. Całą drogę dotykałam jego maleńkiego czoła i nie mogłam się nadziwić, że takie miękkie... Raz jeszcze życzę Wam z okazji świąt Wielkiej Nocy wszystkiego, co dla Was najlepsze. I wielu pięknych, najpiękniejszych zadziwień - M.

Wielki Piątek

Obraz
Z doświadczenia wiem, że jeśli nie uczestniczę w nabożeństwie w Wielki Piątek, gubię sens Wielkanocy gdzieś między pisankami a babką. Bardzo zresztą to nabożeństwo lubię. Te wszystkie pieśni, które pamiętam po babci. I Gorzkie Żale, które, podobnie jak moja mama, odkryłam na nowo dopiero po urodzeniu syna. Smutek bez dna zawarty w "Toć i ja z Nim umieram". Dobrze, że znamy na pamięć porządek Wielkanocy. Dobrze jest wiedzieć, że po smutnym piątku przychodzi radosna sobota i uroczysta niedziela. Dobrze już dziś wiedzieć, jak się to wszystko potoczy! I mając tę wiedzę już dziś móc Wam życzyć wszystkiego dobrego. Wszystkiego najlepszego dla Was! M. (na Wielkanoc w Polsce)

Huśtawka

Obraz
Huśtawki w naszym parku są dla Williama źródłem wielkiej szczęśliwości. Niestety, parkowy plac zabaw został w poniedziałek zamknięty na dwa miesiące z przyczyn remontowych, akurat gdy pogoda stała się nam nie tyle wiosenna już nawet, co letnia. W ostatni weekend ruszyliśmy na huśtawki uzbrojeni w aparat, postanawiając przez najbliższe tygodnie żyć wspomnieniami. Cudowne mamy czasy, naprawdę cud-owne, gdy wystarcza dociśnięcie palca, aby zamknąć w zdjęciu jak w kapsule uśmiech, buty rozmiar 20, włosy rozwiane wiatrem, radość. Przy morzu jej bezsprzecznych zalet, mój stosunek do fotografii pozostaje nieco nieufny. Przeczytałam kiedyś, że robiąc zdjęcie z uczestnika wydarzeń automatycznie stajemy się obserwatorami. Myślę, że to prawda. Czuję wręcz fizycznie jak przyłożony do twarzy aparat fotograficzny ze środka chwili wyrzuca mnie na zewnątrz. Każdy kadr jest interpretacją tego, co przed oczami, wymaga zrobienia kroku w tył, choćby tylko umysłem. Czasem ten drobny dystans niesie coś po...

Powoli

Obraz
Dziękuję Wam. Za wszystkie piękne słowa, które zostawiłyście pod ostatnim postem. Dziękuję. One naprawdę - naprawdę, naprawdę, naprawdę - dodaję mi skrzydeł. Dziękuję Wam za ciepły znak, że jesteście po drugiej stronie odbiornika. Minęło pół roku od chwili, gdy stanęliśmy na angielskim chodniku, czekając na Człowieka z Kluczami; z Williamem śpiącym w samochodowym nosidełku, z wózkiem, plecakiem, małą podręczną torbą, trzema dużymi walizkami - i jedną małą, i z trzema kartonami wypełnionymi co do grama. Po pół roku przestalismy spać na łóżkowym materacu. Po miesiącach (powolnego) szukania, po tygodniach czekania... mamy meble już i w sypialni! Panowie wyjęli je z kartonów, a ja jeszcze długo dotykałam z nabożeństwem ciepłego drewna blatów, szuflad. Pamiętam nasz kawowy stolik w Kalifornii, z którego przy pakowaniu prezentów odeszły kawałki blatu wraz z taśmą klejącą :) Dalej kładłam na nim zrobioną na szydełku serwetę, nad którą spedziłam długie godziny, wazon z kwiatami i ciepłe magdal...