Posty

Metafora

Obraz
http://fineartamerica.com/featured/flooded-road-j-a-hampton.html Jesteśmy na placu zabaw w parku. Oblegana jest tu zwłaszcza jedna karuzela - okrągła platforma na wielkiej śrubie, z masztem pośrodku. Pomiędzy masztem a brzegiem platformy zamocowana jest linowa konstrukcja. Dzieci siedzą na platformie, leżą, zwisają z lin. Kręcą się, śmieją, gubią buty. Zagadują się nawzajem.  William podbiega do karuzeli, raz, drugi. Trzeci. Nie patrzy na dzieci, przebiega tylko szybko obok nich. Jest jednak świadomy ich obecności, cieszy się nią, rozpoznaję to w jego oczach i w lekkim uśmiechu. Czasem uderzy go któraś z kręcących się nóg. Wiliam biegnie dalej, by po chwili wrócić.  Dzieci widzą go, a jednak go nie zauważają. On je zauważa, choć na nie nie patrzy. Stoję parę metrów dalej i czuwam.  I nagle uderza mnie myśl, że scena, której jestem świadkiem, to żywa, trójwymiarowa metafora. Przed nami druga próba diagnozowania autyzmu. W USA nie istnieje już ...

Babcia Ajay'a

Obraz
W Krakowie, w maju Kiedy wprowadzaliśmy się do naszego Hotelu Robotniczego, szczodrze zapewnionego nam na te pierwsze miesiące przez Microsoft, panowie montowali jeszcze w oknach żaluzje. Całość była nowa i świeża, na ścianie prężyło się hasło Liv Bel Red, przed wejściem do budynku entuzjastycznie majtały na wietrze balony, niebieskie, pomarańczowe i żółte. Budynek nowoczesny, z aluzjami do natury, przed budynkiem beton, dużo betonu, parę wylanych z betonu ławek, kilka rachitycznych drzewek, bliżej ścian budynku całkiem zmyślne krzaczki truskawek i walcząca o przetrwanie trawa. Naprzeciwko dwa pozostałe skrzydła kompleksu, jeszcze na etapie budowy, prowizoryczny płot z siatki, tablice informacyjne, pomarańczowe kaski. Babcię Ajay’a poznałam bardzo wcześnie. Niosłam siatki z zakupami, ona przytrzymała mi drzwi do klatki. Drugi raz zobaczyłam ją pod wieczór. Namalował się przede mną taki obrazek: budowa, siatka, tu nieśmiałe doniczki na świeżych parapetach, tu jeszcze budynki-wyd...

Jeżeli porcelana...

Obraz
W uwitym przez siebie gnieździe, w Sopocie, na angielskiej kanapie, William studiuje mapę Stanów   Jeżeli porcelana to wyłącznie taka Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu, Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby Nie było przykro podnieść się i odejść; Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce, Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci, Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy lub świat Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać? Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze? Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy w świecie czuł się jak u siebie w domu? Stanisław Barańczak Bardzo, bardzo osobiście odebrał a m ten wiersz Barań czaka, gdy tak na niego natrafiłam d ziś przy regale. Prze prowadzamy się. W okolice Seattle. Piszę - "w okolice" ponieważ nie wiem jeszcze dokładnie, gdzie. Na pierwsze dwa miesiące z hak...

Z dżungli na lodowisko

Obraz
I tak minął nam maj, a zaczął się czerwiec.A właściwie to trudno dziś nawet i o czerwcu powiedzieć, że się zaczął. Chwila nie chce trwać, czas leci. A psy go gonią! (jak mawiała moja niezawodna babcia). Nie było mnie tu, ho ho... ho! Tych, co czekali - przepraszam. W tym czasie zrobiłam to i tamto, i zaraz Wam tu wszystko opowiem. Po pierwsze: przemówiłam syna. W styczniu zakasałam rękawy i zabrałam się za mowę Williama z pracowitością woła i z uporem osła. Uznałam, że czas przestać wierzyć w to, że mój syn mowę ojców i matek przyswoi sam z siebie, drogą osmozy. Czas na orkę, czas wdrożyć plan B, czyli równolegle z osmozą zacząć uczyć dziecko mojego osobistego języka jak języka obcego. Zaopatrzyłam się w literaturę fachową, zapoznałam się z nią, przeryłam internety, skompletowałam pomoce naukowe. I wyszłam na pole. Codzienne aktywizowanie mowy, że nie ma zmiłuj. Wszelkie gry typu "Opowiem ci, mamo" (polecam tym, co w podobnej potrzebie), układanie zdań, sekwencje z...

Elizabeth & Michael

Obraz
Miałam napisać o nich już dawno. Elizabeth i Michael, nasi sąsiedzi w Anglii. Najpierw poznałam ją - starsza pani, zawsze w spodniach, często z ciepłą chustą na plecach, przypominała mi kulącego się jeżyka. Któregoś razu wracałam do domu z Williamem, niespełna rocznym. William płakał w wózku, Elizabeth wyjmowała ze skrzynki pocztę. Odwróciła się w naszą stronę, powoli, uśmiechnęła się kącikiem ust. Ząbkuje, wyjaśniłam. "Zęby..." - powiedziała - "bolą, przychodząc, bolą, odchodząc." Tylko tyle i aż tyle. My skręciliśmy do windy, ona zaczęła wdrapywać się po schodach, unosząc ze sobą fioletową chustę. Kolejny raz zobaczyłam ją w kościele. We Wszystkich Świętych, zmęczona polskim kościołem, postanowiłam poszukać swojego miejsca w katolickim lokalnym. Ledwo zdążyłam uchylić ciężkie drzwi i wwieźć syna do środka, ledwo zdążyłam usłyszeć księdza - wiedziałam, że jestem u siebie. Najczęściej przychodziłam na msze odprawiane częściowo po łacinie. Na jednej z pierwszyc...

Łabędź to jest taka kaczka

Obraz
Mój syn brak rozeznania w bogatym świecie zwierząt najwyraźniej odziedziczył po mamusi. Szczęściem odziedziczył po onej jeszcze to i tamto: w dojrzałym wieku lat 3 zaczął czytać. Nie literować. Nie sylabizować. Czytać! Płyn-nie! Ze zrozumieniem. I za jednym zamachem w dwóch językach, a co! Na pierwszym indywidualnym spotkaniu z panią wychowawczynią w jego przedszkolu ucho me wyłapało następujące słowa: "... William, jako dziecko czytające płynnie, ...". Ha! Nie na darmo nadawałam mu imię po dziadku Szekspirze i wujku Faulknerze! A tak serio: chyba dopiero ten moment w przedszkolu uśwadomił mi cud, którego jestem świadkiem. Tak jak nie dostrzegamy z dnia na dzień tego, jak dziecko dorasta, tak i ja nie wychwyciłam momentu, kiedy moje dziecko - w wieku lat 2 znające alfabet (stałe Pytanie Dnia "a jaka to literaaaa?"/"what's this letteeeer?", w zależności od odbiorcy), śledzące później paluszkiem w książce czytane przez nas wyrazy - raptem zaczęło być...