Groch z kapustą
Piszę oto (opublikuję, jak życie pokaże, w godzinach znacznie późniejszych) pożywiona zupą klopsową swego autorstwa, zupą, która w dobie przyozdobionych po wierzchu zup-kremów (jakie i ja, notabene, często popełniam) całkiem wypadła z obiegu kulinarnego, a która niezmiennie kojarzy mi się z ciepłym, bezpiecznym dzieciństwem, i z gotującą ją babcią. Pamiętam je wszystkie - grochówki, ogórkowe, klopsowe... I zupy jarzynowe, a w nich nielubiane wtedy przeze mnie, a uważnie odkrajane przez babcię od kości kawałeczki mięsa, pływające w zupie pospołu z kosteczką marchewki. I babcina ulubiona, blaszana miseczka, w której babcia zalewała kawałeczki surowych ziemniaków, by w stosownym momencie wrzucić je do garnka. Tylko pomyśleć, jakie drobnostki zapadają w dzieciaczkową pamięć! Jutro wyprawa do dzieciństwa mężowego - chlebki paratha (w wersji aloo, czyli nadziewane ugotowanymi ziemniakami, jeśli kucharkę poniesie fantazja) i warzywa duszone na sposób hinduski, z garam masalą przywiezioną prze...